Frank Sinatra – Ultimate Christmas (2017), recenzja Karoliny Młynarskiej

0
255

Frank Sinatra jest wybitną postacią w historii muzyki rozrywkowej – sprzedał ponad 150 milionów płyt na całym świecie, jego utwory są doskonale znane, a ponadto wykazał się jako aktor w kilkunastu filmach. O jego zasługach i sukcesach można by więc długo rozprawiać. Wśród kilkudziesięciu płyt, które artysta zdążył wydać, pojawiły się dwie o tematyce świątecznej. Równo 30 lat po wydaniu drugiej z nich, The Sinatra Christmas Album, odnowiono stare nagrania i opublikowano składankę Ultimate Christmas.

Wśród aż dwudziestu piosenek, które wylądowały na płycie, znajdziemy dobrze znane tytuły świątecznych szlagierów – Jingle Bells, White Christmas czy I’ll Be Home For Christmas, a tracklistę zamyka kolęda Silent Night. Łącznie dostajemy pełną godzinę klimatycznej muzyki, która dobrze się sprawdzi w roli towarzysza na mroźne wieczory.

Zdecydowana większość utworów trwa około trzech minut, tak więc piosenki są stosunkowo krótkie, co mogłoby uchodzić za zaletę, nie byłyby bowiem w stanie zmęczyć słuchacza i zniechęcić go do ponownego odtworzenia danej kompozycji. Niemniej są one do siebie niesłychanie podobne, tak więc chwilami trudno spostrzec granicę pomiędzy kolejnymi utworami.

Można to też uznać za pozytyw albumu. Nie znajdziemy tutaj piosenki, która pojawiła się na płycie znienacka i od czapy, całkowicie odstając od reszty. Spójność jest istotną cechą, ale jej intensywność może przytłaczać, psuć odbiór i niestety zwyczajnie nudzić. Mówię „niestety” z tego względu, że jakość tego krążka jest naprawdę wysoka, poszczególne kompozycje są urokliwe, uśmiechnięte i pozytywnie nastrajające. Tak więc szkoda to przegapić, choć w tym przypadku jest to bardzo ułatwione zadanie.

Wobec tego Ultimate Christmas jest jedną z tych płyt, z którą lepiej zapoznawać się stopniowo, robiąc przerwy. W ten sposób nie umknie Wam żadna pozornie niegodna uwagi kompozycja, od których wręcz się tutaj roi. Poświęcenie większej uwagi oraz trudu tej płycie z pewnością się opłaci.

Warstwa brzmieniowa płyty jest bardzo charakterystyczna dla Sinatry. Otrzymujemy jazzowy, nastrojowy zestaw utworów, jakby rodem wyjęty ze starych amerykańskich filmów – aż chce się powtórzyć za Frankiem give me an old-fashioned Christmas. Wyraźnie odznacza się obecność chóru, który często wspiera artystę w piosenkach – na przykład w White Christmas czy wspomnianym już An Old-Fashioned Christmas, gdzie udziela się Fred Waring & His Pennsylvanians. Dzięki temu piosenki bywają patetyczne (I Heard The Bells On Christmas Day) albo ciekawie urozmaicone (Jingle Bells).

Im bliższy jest kres nagrań, tym ciekawiej się robi. Dzieje się tak za sprawą licznych gości, którzy pojawiają się w drugiej połowie płyty – przytoczeni już Fred Waring & His Pennsylvanians, The Jimmy Joyce Singers And Orchestra, a także dzieci artysty: Frank Junior, Nancy oraz Christina. Końcowe trzy utwory, czyli A Baby Just Like You, Christmas Memories oraz Silent Night są delikatne, czarujące i pełne ciepła. Aż chce się do nich wracać, zamknąć oczy i wsłuchać w te wspaniałe dźwięki.

Ultimate Christmas to klasyka gatunku w pełnej krasie. Jeżeli szukacie ciekawej płyty, która efektywnie wprowadzi Was w wyjątkowy klimat Bożego Narodzenia, koniecznie zainteresujcie się tym wydawnictwem. Piosenki są nieprzekombinowane, dobrze ze sobą brzmią, choć chwilami mogą nużyć. Niemniej płyta idealnie może posłużyć jako umilające czas tło w ferworze świątecznej krzątaniny. Niewątpliwie sprawdzi się także podczas samej gwiazdki – w jej towarzystwie wspólny posiłek, otwieranie prezentów czy po prostu zwyczajny odpoczynek będzie zdecydowanie przyjemniejszy. Słuchajcie, nie pożałujecie!