Tegoroczny, 62. Konkurs Piosenki Eurowizji jak co roku wniósł na kilka dni (nie licząc miesięcy ekscytujących selekcji krajowych) w nasze życia wiele różnorodnej muzyki, emocji i odkryć. Po raz kolejny po historyczne trofeum zapragnęły sięgnąć Włochy, wybierając na swojego reprezentanta charyzmatycznego wokalistę, Francesco Gabbaniego. Talent, przesłanie piosenki i widowiskowe show – te artystyczne atuty nie są często spotykanym zjawiskiem na scenie. Jeżeli macie niedosyt po konkursie, artysta przygotował na pocieszenie płytę Magellan, która zabierze was jeszcze dalej aniżeli podróż z Włoch do Kijowa. Namaste! Bierzcie wiosła, dobry nastrój i ruszamy!

Francesco Gabbani swoją przygodę z muzyką rozpoczął w 2000 roku, lecz na rynku muzycznym z debiutanckim singlem pojawił się dopiero sześć lat później. W krótkim czasie odniósł dwa zwycięstwa na deskach słynnego San Remo we Włoszech, które dały mu przepustkę na reprezentowanie Włoch podczas tegorocznego Konkursu Piosenki Eurowizji, odbywającego się w Kijowie. Dzień przed finałem artysta wydał swój trzeci studyjny album Magellan z dziesięcioma utworami na pokładzie. Na wstępie daje on jasno do zrozumienia, że najnowszy materiał, podobnie jak wcześniejsze dokonania, wciąż utrzymuje swój osobliwy charakter poprzez oryginalne brzmienie i otwarte teksty. Nie usłyszymy tu bowiem nieustannych lamentów nad miłością utraconą, nieodwzajemnionego uczucia, czy nadmiernego ukazywania stanu euforycznego. Sięgniemy głębiej historii i tajemniczych podróży, w które Francesco zabiera nas z wielkim entuzjazmem. W odległą podróż z włoskim temperamentem po różnych zakątkach kuli ziemskiej porywa tytułowy Magellano, w którego wciela się Gabbani. Klimat możemy poczuć już od pierwszych dźwięków zsynchronizowanych głosów wioślarzy. Z wiosłem w ręku wzbija się na falach oceanów niczym portugalski żeglarz, odkrywca i morski podróżnik – Ferdynand Magellan, aż do odkrytej przez jego wyprawę Ziemi Ognistej w 1520 roku. Niemal całość odkrywczego Magellan’a przekazuje naszym uszom uderzające i melodyjne refreny, ale równie wyraziste zwrotki, często balansujące na granicach kontrowersji. Wakacje za pasem, więc dla większości słuchaczy, podobnie jak mi, powinna przypaść do gustu kompozycja Tra le Granite e le Granate, wybrana na nowy singiel wokalisty. Rytmy idealnie nadają się na trwające ciepłe dni przyprawione tekstami pełnymi humoru, będącymi antologią inteligentnych wakacji. Wspomina tu między innymi grupowe zdjęcie przy pomniku, turystów w obozie koncentracyjnym, rozgrzane plaże i spocone mięsa stojące w kolejkach do muzeów. Nie jest tak kolorowo, jak mogłoby się początkowo wydawać, prawda? Ironiczne teksty, abstrakcyjne metafory, nieczęsto w twórczości Francesco ocierają się o umiarkowany sarkazm, a wszystko podane jest w autentycznej formie.

Podobnie jak w zeszłorocznym elektronicznym Amen, które dało mu zwycięstwo w koncercie debiutantów na 66. Festiwalu Piosenki Włoskiej w San Remo, tak też w przypadku Zachodniej Karmy wielu słuchaczy spotkało się ze sporym problemem dotyczącym jej interpretacji. Tegoroczna eurowizyjna propozycja Włoch nie na żarty wywołała podział oraz wrzawę wśród miłośników konkursu. Jedni rozpatrywali Occidentali’s Karma jako zwykłe joke entry (które swoją drogą na konkursie pojawiają się systematycznie) z tańczącą małpą na scenie, drudzy zaś docenili jej artystyczne przesłanie. Nie brakuje w niej głębi i wielu przemyśleń jak nawiązanie do grup anonimowych alkoholików ze zgrabną sugestią dotyczącą narcystycznych osób uzależnionych od selfie, o braku rozwiązań istotnych problemów we współczesnym świecie, przestarzałej modzie na inteligencję. Łączy cytat greckiego filozofa Heraklita, Panta rhei – wszystko płynie, z tytułem jednego z najsłynniejszych musicali Singing in the rain, przybliża odniesienia do buddyzmu, poszukiwaniu Nirvany, recytacji mantry, hinduskiego pozdrowienia Namaste… to wszystko i o wiele więcej mieszczą zaledwie trzy minuty. Kluczem do zrozumienia tekstu oraz wywołującego tak sporego zamieszana wśród ludu udziału małpy podczas choreografii, jest fraza La scimmia nuda balla – Naga małpa tańczy. Jest to nazewnictwo książki brytyjskiego pisarza Desmonda Morrisa, który w swojej pisarskiej twórczości wielokrotnie przedstawiał ludzkie zachowania jako odruchy zwierzęce, które z upływem czasu ewoluowały i zostały kulturowo uwarunkowane. Małpa na scenie jest wesołym symbolem, przypominającym o naszych korzeniach, które nie każdy z nas po dziś dzień w pełni przyjmuje do swojej świadomości. Całość natomiast to podjęcie próby ukazania przez autora swojego rodzaju schizofrenii, która prowadzi zachodnie społeczeństwo. O jego małostkowości i próżności w stylu życia i kierunku jego rozwoju, gdzie po drodze często zapomina się o własnej duszy. Niestety, większa część wspomnianego społeczeństwa odrzuca krytykę, nawet konstruktywną i budującą.
Francesco daje nam się poznać nie tylko jako odkrywca muzycznych lądów, ale również jako nauczyciel historii. Przed sobą mamy Moment Of Silence i ponownie trzy rozśpiewane minuty opowiadające o wielkich okryciach naukowców, filozofów i podróżników, począwszy od Martina Luthear Kinga, Kopernika, Freuda, Sokratesa, Marco Polo i człowieka na księżycu. Podróż po lądach w muzycznym stylu z gustowną ironią.
W oczekiwaniu na zmianę czasów
Na powroty bogów
I na odkrycie atomu
I na życie w talent show
Po momencie niepozornej ciszy przyszła pora na rzeczywiste wyciszenie i dotąd nieodkrytą twarz Magellan’a. La Mia Versione dei ricordi to krzyk duszy zawarty w stonowanej kompozycji lirycznej. Powszechnie wiadomo, że Włosi kochają tradycje, zwłaszcza odnośnie języka ojczystego. Od przyjętych stereotypów nie odbiega również Francesco, który wypożyczył od brytyjskiej grupy The Art Company ich światowy przebój Susanna (pierwotnie wykonywany w języku niemieckim, a później przetłumaczony i rozpowszechniony w wersji anglojęzycznej), wykonywany po włosku przez Adriano Celentano. Dziś tytułowa Susanna nabrała więcej popowego polotu – nie zachwyca oryginalnością, jednak brzmi poprawnie – jak na włoski szlagier przystało. Prosto ze sceny San Remo, artysta rusza w podróż po kołyszących falach mórz i oceanów w balladzie Foglie al Gelo, lekko rozmarzonej i sentymentalnej. Po kilku minutach wznów wzbijamy się na wysokie wody razem z rytmicznym Pachidermi e pappagalli. Tu ponownie wyróżnikiem jest szczery do bólu przekaz – pełen iluzji, ale i prawdy.
Wiesz, że cały świat zamknięty jest za ekranem
A DNA ludzkości pochodzi z daleka
Że co trzecim oddechem roztapiasz dwa lodowce …… I pewnego dnia tej naszej nowej religii
Spróbujemy nadać imię
Ostatnią przystanią jest elektroniczne Spogliarmi. W dosłownym znaczeniu oznacza obnażenie się, jednak tutaj nazewnictwo ponownie zostało potraktowane metaforycznie, jako część przesłania – odkrycie swojego prawdziwego ja: Wszystko to, co muszę zrobić teraz – bo mam wszystko, by się uratować – jest odkrycie siebie.
Jedno jest pewne – Francesco Gabbani dał się odkryć Europie oraz daleko poza jej granicami jako artysta, świetny tekściarz i strateg. Wydanie albumu w przeddzień finału (we Włoszech premiera w kwietniu) było genialnym posunięciem na skierowanie światła oraz uszów międzynarodowej publiczności właśnie na jego wydawnictwo, nowe piosenki i zawarte w nich przesłanie. Po przeciętnym wyniku, zważając na wysokie oczekiwania i od początku mocną faworyzację numeru przez wielu miłośników konkursu, niektórzy uznali Gabanniego za największego przegranego tegorocznej Eurowizji. Otóż mówię stanowcze nie, o czym świadczy nie tylko globalna popularność singla Occidentali’s Karma, ale także postać Francesco darzona ogromną sympatią. Singiel uzyskał status czterokrotnej platyny, płyta wciąż znajduje nowych nabywców, a sam artysta spędza wiele czas tam, gdzie czuje się najlepiej – w trasie, na scenie.



