Flume – Skin (2016), recenzja Kacpra Rogalewskiego

1
252

Branża muzyczna upodobała sobie artystów, którzy zmieniają realia brzmień popularnych. Co więcej kompletnie rewolucjonizują i odświeżają swoje gatunki. Zazwyczaj tacy muzycy poza uznaniem krytyków zyskują także sympatię słuchaczy. Ludzie lubią nieszablonowość. No i lubią też Flume’a.

Flume od początków swojego tworzenia miał pomysł. Wiedział, jak będzie wyglądać jego muzyka. Najpierw rozprawił się z dubstepem, który przewrócił do góry nogami. Następnie postanowił zerwać z ograniczeniami gatunkowymi. I po prostu zaczął nagrywać wszystko, co w jego przypadku działa rewelacyjnie. Tak od czasów swojego debiutanckiego albumu rozpieszcza fanów muzyki elektronicznej. Produkując, nagrywając, tworząc.

Australijski muzyk nie daje sobie nawet chwili wytchnienia. Międzynarodowe trasy koncertowe, ogromna liczba współpracowników, produkcja twórczości innych artystów i wiele więcej. Każdego dnia zdobywa on kolejny mały szczyt swojej kariery. A teraz postanowił zaprezentować nam swój już drugi całkowicie autorski album zatytułowany Skin. Album, który już teraz należy do tych najlepszych. Dlaczego?

Przygoda zaczyna się bardzo obiecująco. A mianowicie od utworu Helix, który zaciekawia swoją agresywnością. Pierwsze sekundy tej kompozycji to coś z czym Flume lubi romansować – chodzi o elementy muzyki korzeni. Uwielbia on bowiem tajemniczość połączoną z mocnym bitem. Spokojnie te dwa elementy można uznać za domenę tego artysty. Potem spotyka nas już tylko standardowe brzmienie australijskiego twórcy. Co dalej? Pod numerem drugim skryła się aktualnie najpopularniejsza kompozycja z tego albumu czyli Never Be Like You w duecie z Kai. Cały utwór ukradła Kai. Umówmy się: ta nieznana jeszcze nikomu wokalistka uwielbia współpracować z najpopularniejszymi producentami świata. I bardzo dobrze. Jej wokal szalenie dobrze komponuje się z jakąkolwiek elektroniczną muzyką. A to kolejny raz, kiedy Flume swoją muzyką przedstawia nam błyszczących i młodych artystów. Skoro już o utalentowanych wokalistkach mowa, to koniecznie trzeba wspomnieć o piosence Say It nagranej z trochę bardziej znaną publiczności Tove Lo. W tym przypadku, jednak Flume pokazał swój warsztat. Cały ten utwór to kwintesencja tego co potrafi stworzyć ten niesamowity muzyk. Po emocjonujących duetach Flume na chwileczkę staje się samodzielny. W głośnikach wybrzemiewa Wall F**ck. Tytuł trochę podpowiada nam już charakter tego utworu. Tak, to moment w którym Flume wyżywa się artystycznie. Ogromnie groźna i zwariowana kompozycja, która trochę przypomina mi jeden z najlepszych utworów zeszłego roku czyli Gosh z repertuaru Jamiego xx. 

Wyjątkowe w twórczości Flume, jako muzyka tworzącego elektronikę, są jego głębokie inspiracje w hip-hopie i trip hopie. I chyba właśnie to pobudza jego nietuzinkowość. Tych raperskich elementów nie mogło zabraknąć na dziele Skin. Wszystkie skumulowane są choćby w utworze Smoke & Retibution, który powstał przy współpracy z Vincem Staplesem i tajemniczą Kučką. To, co się dzieje podczas tych kilku minut to coś rewelacyjnego. Nie dość, że Vince to aktualnie jeden z lepszych raperów na młodej scenie hip-hopowej, to jeszcze ten nieznany nam głos Kučki. Coś takiego mógł wymyśleć tylko Flume. Jak widać tych dobrych utworów na tym albumie jest dużo, ale to wszystko prowadzi do jednego, genialnego końca. Do piosenki z Beckiem. Naprawdę wiele oczekiwałem od tego utworu – nadzwyczaj szanuję obu tych artystów, przez co bardzo bałem się rozczarowania. No, ale o tym nie było nawet mowy. Kompozycja Tiny Cities to absolutna perła na tej płycie. Flume stworzył lekko melancholijny bit, który rewelacyjnie działa z głosem wielkiego Becka. Co tu dużo mówić… Jeszcze długo ta piosenka zostanie w moim odtwarzaczu.

Produkcja tej płyty niesamowicie onieśmiela i zachwyca. Flume, jako znakomity twórca dopilnował każdego szczegółu na swoim najnowszym wydawnictwie, dzięki czemu po raz kolejny udało mu się stworzyć jednolite dzieło. Skin szczyci się swoją spójnością i konsekwencją, a całości słucha się nadzwyczaj przyjemnie. Nie będę nikogo oszukiwał. Wiedziałem, że tak się stanie. Byłem przekonany, że Flume mnie nie zawiedzie. No i nie zawiódł.

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.