Flo Rida – Wild Ones (2012), recenzja

To dopiero czwarty album amerykańskiego rapera, jednak dzięki licznym współpracom z wieloma artystami, zyskał on popularność na całym świecie. Flo Rida, bo o nim mowa, kazał czekać na swój kolejny krążek aż dwa lata. Przed przesłuchaniem jego najnowszego albumu, postawiłem sobie dwa pytania, na które chciałem znaleźć odpowiedź. Czy Wild Ones bardziej wciąga od Only One Flo (Part 1) oraz czy dalej można nazywać Tramara Dillarda raperem? 

  • Artysta: Flo Rida
  • Tytuł: Wild Ones
  • Data premiery: 29 czerwca 2012 roku
  • Gatunek: dance pop, Hip hop, hip house
  • Długość: 34:46
  • Wytwórnia: Poe Boy, Atlantic
  • Single: Good Feeling, Wild Ones, Whistle, Let It Roll
  • Ocena: 7/10

Początkowo krążek miał zostać nazwany Only One Rida (Part 2), który miał być kontynuacją poprzedniej płyty. Flo Rida ostatecznie nazwał album tak samo jak drugi singiel – Wild Ones. Za każdym razem, gdy przeglądam informacje o danej płycie, patrzę na nazwiska producentów. Lubię wsłuchiwać się przede wszystkim w muzykę, która nieraz przyprawia mnie o ciarki na plecach. Patrząc na tę listę, znacznie mniejszą od tej z „Only One Flo (Part 1)„, wiedziałem, że podkłady będą bardzo dobre. Czy jednak to wystarczy, aby uratować Amerykańskiego artystę po fali krytyki, która zalała go po wydaniu trzeciego albumu?

Zacznijmy od początku. Pierwszym utworem z Wild Ones jest Whistle, trzeci singiel z omawianej płytki. Żadnych zastrzeżeń do tego utworu nie mam, wchodzi w głowę od pierwszego usłyszenia. Już po usłyszeniu tytułowych „whistle’ów”, chce się gwizdać razem z Flo Ridą. Moim zdaniem bardzo dobrze, bo jak dla mnie, ta płyta ma być pełna typowych hitów, które będą non stop puszczane w rozgłośniach radiowych.

Wild Ones to drugi numer z krążka, zatytułowanego dokładnie tak samo. Jest to również drugi singiel z płyty, który promował czwarte dzieło Flo Ridy od grudnia 2011 roku. Tramara Dillarda wspomaga tutaj Sia. Dlaczego ona? Myślę, że to wszystko przez Titanium Davida Guetty, dzięki któremu Sia Furler otrzymała niezwykły rozgłos. 36-letnia piosenkarka w znacznym stopniu przyczyniła się do wielkiego zainteresowania Wild Ones, które jako singiel w Stanach Zjednoczonych uzyskało miano platyny.

Let It Roll zostało niedawno ogłoszone jako czwarty singiel z tego albumu. W radiach usłyszymy je jednak dopiero po spadku popularności Whistle, które jak na razie ma wielu zwolenników. Ogólnie pozytwny kawałek, jednak moim zdaniem, na singiel numer cztery, zasługują inne utwory z tej płyty.

Pierwszy singiel z omawianej płyty, Good Feeling to oczywiście numer, w którym wykorzystano wokal Etty James z piosenki Something’s Got a Hold on Me… Tak, to sama piosenkarka, która śpiewała w Levels Aviciiego. Nie mogło obyć się oczywiście bez kontrowersji. Na początku posądzano Flo Ridę o plagiat, a chodziło tu przede wszystkim o użycie tego samego sampla, co Avicii w Levels. Sprawa jednak ucichła, po kilku oświadczeniach obydwu artystów i Tim Bergling został wpisany na listę osób, które wyprodukowały Good Feeling. Kto oprócz Aviciiego został tam wpisany? Przykładowo Dr. Luke czyli Łukasz Gottwald, w którego żyłach płynie polska krew.

Kolejny, już piąty utwór z Wild Ones, to In My Mind, Part 2, który prywatnie wciągnął mnie najbardziej z całej płyty. Myślę, że to przede wszystkim dzięki głównemu producentowi – Axwellowi. Uwielbiam jego wszystkie produkcje, czy to solowe, czy z Ingrosso i Angello jako Swedish House Mafia. Ten kawałek wciąga na maksa od pierwszego usłyszenia i moim zdaniem, powinien być kolejnym singlem, promującym ten krażęk. Wiele osób, kochających muzykę elektroniczną, połączoną z lekkim rapem Flo Ridy, może dzięki temu numerowi skusić się na cały krążek.

Jennifer Lopez z Tramarem Dillardem? To prawda! Sweet Spot to ich wspólny utwór, jednak po pierwszym przesłuchaniu go, nie byłem w stanie stwierdzić, kto towarzyszy Amerykańskiemu artyście. Bardzo lekki głos Jennifer zmylił mnie i śmiało mogłem obstawiać, że na wokalu jest zupełnie kto inny. Całość jak najbardziej na plus i obstawiam, że będzie to kolejny singiel, zaraz po Let It Roll. Bo ze śliczną Jennifer Lopez można łatwo ludzi zachęcić do zakupu krążka.

Thinking of You czyli spokojny podkład, połączony z szybkim rapem Flo Ridy. Jak dla mnie, te dwie rzeczy zupełnie do siebie nie pasują i kawałek ten oceniam na minus. Jest to jednak pierwszy numer, który nie spodobał mi się z tej płyty i może niech tak zostanie?

Powiem tak. Tak, jak pierwsze utwory z Wild Ones mnie zakręciły, tak te z końca listy zupełnie mi się nie podobają. I Cry zupełnie nie pasuje tutaj do pozostałych utworów. Producenci spróbowali się tutaj z lekkim dubstepem, jednak nie do końca pasuje do całości albumu. Run ratuje jednak sytuację ostatnich dwóch numerów. Przy produkcji pomogli Redfoo z LMFAO oraz GoonRock, a przy pisaniu tekstu, Flo Ridę wspomógł między innymi T-Pain czy Bryan Adams! Na wokalu słyszymy również Redfoo z LMFAO, a oprócz niego, bliżej nieokreśloną wokalistkę z bardzo przyjemnym głosem. Run zdecydowanie pasuje tutaj na utwór kończący cały longplay.

Do Wild Ones podchodziłem z pozytywnymi emocjami, które wywołały prywatne wspomnienia z kawałkiem Whistle oraz In My Mind, Part 2. Nie zawiodłem się na Tramarze Dillardzie. Mogę śmiało powiedzieć, że płyta zasługuje na zdecydowanie wyższa ocenę niż jej poprzednik – Only One Flo (Part 1). Jedyne zastrzeżenie. Jak dla mnie, kolejne płyty Flo Ridy, utrzymywane w takim samym klimacie, powinny być zaliczane do kategorii dance pop, ewentualnie hip house. Czysty hip hop to nie jest, a do podkładów, produkowanych przez takich ludzi jak Axwell, Redfoo czy soFLY & Nius, można śmiało bawić się na dyskotekach. Właśnie w takiej muzyce Flo Rida sprawdza się jak na razie bardzo dobrze i oby tak zostało. Czekam za jego kolejnym krążkiem, mam jednak nadzieję, że nie będę musiał na niego czekać dłużej niż na Wild Ones.

Lista utworów:

  1. Whistle
  2. Wild Ones (feat. Sia)
  3. Let It Roll
  4. Good Feeling
  5. In My Mind, part 2 (feat. Georgi Kay)
  6. Sweet Spot (feat. Jennifer Lopez)
  7. Thinking of You
  8. I Cry
  9. Run (feat. Redfoo)

Czytaj również