Fifth Harmony – Better Together (EP; 2013), recenzja Sergiusza Królaka

Wielka Brytania, talent-show, girlsband, pop. Na początku byłem przerażony faktem, że na rynku pojawi się kolejny żeński zespół oraz ich debiutancka EP-ka. Wydany 22 października br. album Better Together grupy Fifth Harmony przywrócił mi nieco wiarę w muzykę popularną proponowaną przez finalistów programów rozrywkowych.

Zespół Fifth Harmony, podobnie jak boysband Emblem3, wziął udział w drugiej edycji amerykańskiej wersji programu The X Factor. Ally Brooke, Dinah Jane Hansen, Lauren Jauregui, Normani Kordei i Camila Cabello przyszły na casting osobno, jednak na potrzeby talent-show zostały połączone w jedną grupę. Po ośmiu tygodniach odcinków na żywo dotarły do podium konkursu, zdobywając ostatecznie wysokie, trzecie miejsce w finale. Prawie rok po zakończeniu edycji, girlsband nagrał debiutancką EP-kę, na której znalazło się pięć utworów. Wydawnictwo wydały wytwórnie Epic oraz  Syco.

Jak można było się domyślać, płytę zdominował pop. Już patrząc na samą okładkę, miałem przed oczami sceny z filmów pokroju High School Musical. Jednak zawartość okazała się znacznie ciekawsza, niż opakowanie. Album otworzyło dynamiczne Don’t Wanna Dance Alone, które zachęciło mnie do dalszego słuchania. Ciekawa barwa głosu wokalistek, całkiem przyjemna, elektroniczna linia melodyczna oraz gitara Freddiego Foxa w tle stworzyła dobrze wróżącą krążkowi całość. Znacznie gorsze wrażenie sprawił singiel Miss Movin’ On, który nasunął mi od razu skojarzenia z repertaurem Miley Cyrus za czasów Hannah Montana. Słodko-balladowo-pop-rockowy wstęp, sztuczna chrypka, wtórne beaty w refrenie oraz nijakość nie pozwoliły mi się nacieszyć piosenką. Jedynym plusem była druga zwrotka, która jako tako wpadła mi w ucho i rozruszała biodra.

Gdybym musiał wybrać jeden najlepszy utwór, z pewnością byłaby to ballada Who Are You, która podkreśliła niezłe warunki każdej z piosenkarek. Warstwa instrumentalna, jak zawsze w wolniejszych, lirycznym utworach, dopisała i stworzyła przyjemną kompozycję. Wtórną i przemieloną już milion razy, ale wciąż przyjemną. A jeżeli o tym mowa, nietrudno zauważyć, że każda z pięciu propozycji na Better Together jest powtarzalna, nie wyróżnia się czymś wyjątkowym i równie dobrze mogłaby nie powstać, a rynek muzyczny w ogóle by nie ucierpiał. Zarówno tytułowy singiel, jak i Leave My Heart Out of This nie wybiły się niczym, brzmiały bardzo przeciętnie i przewidywalnie. Chociaż wszystko od strony producenckiej zostało zrobione na wysokim poziomie, wtórność zniszczyła wszystko.

Powtarzalność i brak oryginalności zabił całą EP-kę. Wszystkie utwory zostały nagrane przez uzdolnione wokalistki na całkiem wysokim poziomie przez wielu producentów (m.in.przez kierownika produkcji – Juliana Bunettę). Zabrakło mi jednak czynnika, który wyróżniłby Fifth Harmony spośród tysięcy innych, wschodzących gwiazd muzyki pop. Praktycznie żadnej z piosenek nie pamiętam, mimo że albumu słuchałem kilkanaście razy.

fifth harmony

Czytaj również