Farben Lehre – Trzy Dekady (2016), recenzja Michała Szuma

0
216

Będąc trzydzieści lat na scenie niewiele trzeba udowadniać komukolwiek, a tym bardziej sobie. Wbrew pozorom jest to dość trudna sytuacja, bo ogrom wydanego materiału i ilość zagranych koncertów warunkuje to, że do twórczości może wkradać się banalność, monotonia i powtarzalność. Doskonale wiedzą o tym panowie z Farben Lehre, dlatego swoje trzydzieste urodziny uczcili niebanalnie, bo trzypłytowym wydawnictwem o jednoznacznie brzmiącej nazwie – Trzy Dekady.

Album został podzielony na trzy części, bowiem każda z nich ukazuje inną stronę zespołu. Zdecydowanie najbardziej oczywistą jest strona Elektrycznie, składająca się z kawałków będących esencją brzmienia grupy. Jasna sprawa, że wybór tych a nie innych utworów to tylko i wyłącznie sprawa zespołu, ale w proces selekcji pośrednio wmieszani są również fani grupy, którzy pokochali te, a nie inne piosenki. W wywiadzie dla portalu Muzol, Wojciech Wojda przyznał:

W sumie były trzy podstawowe kryteria. Kilka utworów wzięliśmy z klucza bezdyskusyjnej popularności poszczególnych songów, m.in. „Anioły i demony”, „Spodnie z GS-u” czy „Terrorystan”. Z kolei niektóre kawałki, które planowaliśmy umieścić na wydawnictwie po prostu nie zabrzmiały w wersji akustycznej, stąd musiały odpaść (m.in. „Handel”). No i po trzecie postanowiliśmy sięgnąć po parę kompozycji, które traktujemy jako istotne, nietuzinkowe, a poniekąd „skrzywdzone” przez historię i niedocenione przez słuchaczy. W tym ostatnim przypadku mogę wskazać „Sztylet”, „Idziemy przez czas” czy „Żywioły”.

Wybory dokonane w pierwszej części tyczą się nie tylko wspomnianej już stronie elektrycznej, ale i następnej w kolejce odsłonie Farben LehreAkustycznie. Tutaj sprawa jest o tyle innowacyjna, że piosenki zostały zupełnie przearanżowane, do tego stopnia, że część z nich ciężko rozpoznać na pierwszy rzut ucha. Już od początku, czyli od Aniołów i Demonów zagranych nieco w stylu barokowym, napotykamy się na nietuzinkowe pomysły, bogate instrumentarium i zupełnie inne brzmienie poszczególnych utworów. Jednak to, co ucieszyło mnie w tym zestawieniu najbardziej, to barwa i pozycja wokalu Wojtka. Wydawało mi się, że w każdym innym gatunku niż punk będzie brzmiał on jak mało znaczący dodatek, tymczasem w wersji akustycznej jest równorzędnym kompanem gitar i perkusji.

Mimo, że każdy aranż jest wyjątkowy i zdecydowanie odbiega od klasycznej wersji, znalazłem wśród nich dwie perełki, które szczególnie przypadły mi do gustu. Pierwszą z nich jest piosenka Erato z gościnnym udziałem Roberta Gawlińskiego z formacji Wilki. W tym przypadku nie dość, że brzmienie i tempo zostały wywrócone do góry nogami, to jeszcze linia wokalna zmieniła swój charakter. Wersja pierwotna, bardzo agresywna i szybka, przerodziła się w coś oryginalnego – piosenkę miłosną o zupełnie łagodnym obliczu. Taką rzewną balladę z czystym sumieniem można zaśpiewać swojej wybrance serca, bez obawy o reakcje sąsiadów mniej zafascynowanych punkiem.

Druga pozycja z mojego prywatnego TOP to Spodnie z GS-u. Tu także możemy wspomnieć jednego gościa, mającego znaczny wpływ na całokształt kompozycji: jest nim Michał Jelonek. Na co dzień grający nieco cięższą odmianę rocka, w wersji akustycznej brzmi bardzo swojsko, niczym wyjęty z wiejskiej potańcówki. I bynajmniej nie jest to obraza pana Michała – po prostu w takiej roli nie słyszy się go często. Co do samego utworu, to jego tempo nie zostało gwałtownie zbite, jak to się miało w poprzednim przypadku, a zmiany widać szczególnie na płaszczyźnie linii melodycznej. Poza gościnnym występem skrzypiec, instrumentarium ogranicza się do gitar i perkusji, ale one spokojnie wystarczają do tego, aby poczuć nowy, specyficznie piękny klimat utworu. Tutaj po raz kolejny ukłon w stronę wokalu – szacunek panie Wojtku.

Trzecią i jednocześnie ostatnią częścią wydawnictwa jest DVD koncertowe, nagrane przy okazji gigu na scenie Viva Kultura w ramach Przystanku Woodstock 2016. Każdy, kto chociaż raz był na koncercie Farben Lehre kojarzy jakie emocje kumulują się na przestrzeni całego występu: szaleństwo, euforia, radość i mnóstwo optymizmu. Dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zobaczyć grupy na żywo, zapis z Woodstocku może być dobrym pretekstem i zarazem ciekawym preludium do rzeczywistości, która bardzo często zaskakuje. To właśnie w tej części najlepiej widać, że trzydziestoletni staż wcale nie musi oznaczać braku pozytywnej energii i chęci do gry. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że płocczanie są jak najlepsze wina – im starsi, tym lepsi.