Falco – Exquisite (2016), recenzja Marty Muśko

1
228

Johann Hölzel znany jako Falco, od ponad trzydziestu lat posiada miano najsłynniejszego austriackiego wokalisty na świecie i wydaje się mało prawdopodobne, aby komukolwiek w przyszłości miał odstąpić tego tytułu. Mimo, iż nie ma go wśród nas od blisko dwóch dekad, wytwórnie wciąż dbają o wizerunek artysty we współczesnym świecie muzyki. Kolejno oferowane przez nich składanki stopniowo zaczęły nudzić słuchacza, ci więc poszli o krok dalej i w dniu urodzin muzyka przedstawili naszej uwadze wydawnictwo z ośmioma rozszerzonymi, bądź przekazanymi na DJ’ską konsolę, bardziej lub mniej znanymi kompozycjami.

Przyznajmy wprost – język niemiecki przeważnie nie brzmi melodyjnie, ani romantycznie, czy jakkolwiek przyjemnie dla ucha. Ten stereotyp trzymał się mnie aż to momentu poznania Falco. Artysta zminimalizował mój dystans do niemieckojęzycznych przejawów twórczych do tego stopnia, że dziś ciężko byłoby mi wyobrazić dłuższą przerwę od jego muzyki, a on sam z miejsca wywindował do czołówki moich ulubionych wykonawców. Jak tego dokonał – nie jestem pewna do chwili obecnej. Charakterystyczny głos i jego niewymuszona, spontaniczna improwizacja, może pisane przez niego autorskie (najczęściej niemiecki przeplatany z angielskim) teksty w których nie stronił od ryzykownych i kontrowersyjnych tematów? Zdecydowanie, jednak przede wszystkim – starał się patrzeć na muzykę perspektywicznie (patrz perfekcyjny od pierwszego do ostatniego numeru album Wiener Blut czy nowatorskie jak na swój czas Data De Groove), za co najczęściej otrzymywał mocno dotkliwe słowne ciosy od ówczesnych krytyków i znajomych po fachu. Legenda, którą podtrzymuje film biograficzny Verdammt, wir leben noch!, głosi, że w chwili hucznego świętowania przez kolegów z wytwórni sukcesu singla Rock Me Amadeus, który stał się pierwszym niemieckojęzycznym numerem jeden w USA w całej historii, Falco dostał doła. Był świadomy prawdopodobieństwa, że już resztę życia spędzi w cieniu jednego utworu, a kolejny raz będzie o nim głośno dopiero po jego śmierci. Niestety, po części te słowa okazały się prorocze. Mimo, że piosenki Hansa rozbrzmiewały na cztery strony świata, kolejny sukces komercyjny osiągnięto dopiero po tragicznym wypadku samochodowym. Muzyk tuż przed śmiercią z ogromnym podekscytowaniem pracował nad wydaniem albumu Egoist (tytuł ostatecznie zmieniono) oraz singla Out Of The Dark, którego zdążył zaprezentować na kilku zamkniętych imprezach. Oficjalnej premiery niestety, nie doczekał…

Kolejne pośmiertne wydawnictwo zatytułowane Exquisite zostaje otwarte właśnie przez kultową piosenkę o Amadeuszu znajdującej się na przełomowym w karierze artysty, III z 1985 roku. Rock Me Amadeus skomponowane przez braci Bolland jest jak do tej pory pierwszym i ostatnim niemieckojęzycznym singlem w historii muzyki, który dotarł na sam szczyt amerykańskiego Billboardu. Z okazji trzydziestolecia premiery postanowiono wydać rozszerzoną wersję singla w siedmiu wersjach. Jedna z nich American Edit znalazła się również na ostatnim wydawnictwie. Różni się przede wszystkim tempem i klasyczną wstawką instrumentalną w końcówce utworu.

W skład Exquisite wchodzą mocno okrojone, pierwsze trzy rozdziały kariery Falco oraz fragment muzycznego życia po śmierci. Pierwsze dwa stanowią niemieckojęzyczne Einzelhaft oraz Junge Roemer – płyta z którą Falco zadebiutował w odległym 1982 roku i jej następca wydany dwa lata później. Debiut Hansa niektórzy mogą skojarzyć z jedną z najpopularniejszych piosenek o policjancie – Der Kommissar. Tu jej nie usłyszymy. Jest natomiast Helden von heute i tytułowe Junge Roemer w wariancie Extended.

null

Rozdział III to etap wprowadzenia do repertuaru wzbogaconego językiem angielskim, czyli najbardziej płodnej w sukcesy ery – czerwono okładkowej Trójki. Przypomniano nam kolejny szlagier na koncie wokalisty – Vienna Calling. Tym razem telefon z Wiednia brzmi w rytmie czterominutowego remiksu 86er Mix zaczerpniętego z winylowego singla.

Od pierwotnej wersji zasadniczo, niewiele się różni – otrzymujemy jednak więcej dźwięków w tle i żeński chórek w refrenach. Pozostając nadal przy trzeciej płycie, wytwórnia postanowiła udostępnić rozszerzoną wersję utworu Jenny, rozpoczynającego kontrowersyjną trylogię, Opowiada ona o relacjach między mężczyzną i kobietą, która zostaje zamordowana. W ówczesnym okresie na Falco spadła lawina krytyki podając za zarzut propagowanie antyspołecznych zachowań. W rzeczywistości przesłanie teledysku miało za zadanie uświadomić społeczeństwo o powadze problemu i konsekwencjach, dotykających ludzi w realnym świecie. Bojkoty niemieckich stacji radiowych na nic się zdały. Jeanny zostało numerem jeden w wielu krajach europejskich. Obecnie po raz pierwszy oficjalnie możemy jej posłuchać w aż dziewięciominutowej wersji.

Erę III zamyka Manner des Westens. Piosenka – jeden z faworytów jeżeli chodzi o całe wydawnictwo. Jakiś czas temu wydano ją w postaci odnowionego singla w wersji T. Borger, a sam teledysk powstał z fragmentów koncertów i poszczególnych wydarzeń z historii „mężczyzn zachodu”. Podsumowując: do pierwowzoru wracam zdecydowanie częściej.

Na zakończenie, życie po śmierci. Kompozycje, które z nieznanych powodów zostały odłożone gdzieś wysoko i głęboko na półce, a światło dzienne ujrzały dopiero na pośmiertnych wydawnictwach. Wielka strata, ponieważ niosły ze sobą ogromny potencjał. O Urban Tropical wiadomo niewiele. Piosenka znalazła się na stronie B winylu promującego singiel Rock Me Amadeus w Hiszpanii. Brzmi nieco egzotycznie, jak na tytuł przystało i do czego Falco już dawno zdążył przyzwyczaić swoich słuchaczy. Począwszy od chaosu po przenikający do pamięci refren. Jak natomiast według Hansa powinno brzmieć Die Konigin von Eschnapur? Odpowiedzi raczej nigdy nie uzyskamy. Według danych udostępnionych w booklecie albumu Verdammt wir leben noch, utwór powstał w latach 1995 – 1999, czyli artysta prawdopodobnie cały czas ją udoskonalał. Dotychczas powstało kilka jej wersji – od rockowej, przez nowoczesne r&b z raperskimi wstawkami Nazara, po muzykę symfoniczną. Swoją interpretację przedstawił także DJ Peter Kruder.

Exquisite, czyli jeden z licznych synonimów czegoś znakomitego, wytwornego. Taka była twórcza droga Falco. Po raz pierwszy od wielu lat, wytwórnia sprawująca opiekę nad jego dorobkiem nareszcie zaproponowała nam odrobinę niekonwencjonalnego i odbiegającego od powielanego schematu tradycyjnego wydawnictwa the best of. Boli natomiast nadal nieugięty fakt zamykania się na resztę bogatego repertuaru muzyka. Chociażby niedoceniane, czerpiące motywy z kompozycji wiedeńskich kompozytorów muzyki klasycznej – Wiener Blut, czy poziomem dorównujące, a różnorodnością przebijające TrójkęNachtaflug. Te płyty zasługują na kolejną szansę, a same piosenki na długo nie dadzą słuchaczowi o sobie zapomnieć.

1 KOMENTARZ

  1. Jako że lubię muzykę Falco, cieszę się, że powstała taka recenzja :) A może All About Music pokusiłoby się o osobny dział skupiający niemieckojęzycznych artystów – tych starszych (np. Nena), ale także współczesnych? Mam wrażenie, że tamtejsza muzyka jest u nas nieznana, a w najlepszym wypadku niedoceniana…

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.