Ewa Szlachcic wraz ze swoim zespołem Way No Way wydała album Fotografie w styczniu 2012 roku. Czyli ponad rok temu. Krążek, niestety przeszedł bez echa w wielkim, popowym świecie. Nie mniej jednak – został zauważony. Już tłumaczę.
Ewa postawiła na klimaty mniej popularne, mniej radiowe – chillout, soul, w niektórych momentach klimaty taneczne. To nie jest zdecydowanie coś, co wspiera Zetka czy RMF.fm. Ale! Utwory artystki odniosły sukces nam w dzieciach głównej Zetki np. w Chili Zet. Nie jest tak, że nikt go nie zauważył, sama artystka w wywiadzie dla nas (już za godzinę) zdradziła, że rozeszło się 2000 kopii – bez żadnej promocji i wsparcia większej wytwórni.
Przechodząc do albumu. Pierwsze, drugie, piąte odsłuchanie było dla mnie trudne i ciężkie. Nie są to moje klimaty, nie jest to moja muzyka. Do wielu kawałków do tej chwili nie zapałałem wielką miłością i nie będę tego ukrywał. Ale znalazłem swoje perełki i już na samym początku pragnę tutaj wymienić balladę Your Love. Cudowna, piękna, delikatna – i piosenka, i Ewa. :D
Zanim jednak zacznę rzucać tutaj tytułami kilka ogólników – głos Ewy. W programie była jedną z moich faworytek, więc nie jest tajemnicą, że jej głos uwielbiam. Na tym albumie artystka brzmi jeszcze lepiej niż dałoby się to wyobrazić. Doskonale sprawdza się w balladach, ale również zaskakująco dobrze w kawałkach dynamicznych. Moje ulubione – singlowe Wyrafinowanie oraz urocze O Tobie. Nie zawiodły również teksty. Są zadziorne, ciekawe i nie mówią o przysłowiowej dupie Maryni. Oczywiście, jeśli ktoś nie lubi piosenek o miłości, to będzie zawiedziony, bo miłość to temat numer jeden na tej płycie.
W pierwszym akapicie napisałem, że płyta go głównie chillout, soul… warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że nie jest to jednostajny i monotonny. Stosunek numerów dynamicznych do ballad oraz kawałków typowo chilloutowych jest idealny. Wszystkiego jest odpowiednia ilość, a i warto też odnotować fakt, że Ewa i zespół napracowali się – album to siedemnaście utworów. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja znalazłem wymieniane już: piękną balladę Your Love, świetne taneczne kawałki O Tobie i Wyrafinowanie, lekko melancholijny Syndrom bezludnej wyspy czy przepełnione nadzieją kawałki Nadzieja i Ostatni raz.
Nie będę słodził – są też kawałki, których nie lubię. Nie spodobało mi się Uwierz czy Sen, również końcówka albumu lekko „nie moja” – Pumex zdecydowanie lepiej brzmi w wersji standardowej, a nie jako Pumex II. Fotografia jest średnia, jednak tuż przed nią kawałek Reputacja – zadziorny, skręcający w klimaty rockowe, rockowo-elektroniczna – bardzo mi się podoba. Całość wieńczy cudowna Droga, jeden z najlepszych numerów na całym albumie.
Ewa Szlachcic wydała album, jaki chciała. Nie patrzyła na nic, na nikogo. Za to brawa. Jest to krążek dobry, z pomysłem i zadziorem. Podoba mi się, chociaż część kawałków bym pominął. Z utęsknieniem czekam na kolejne poczynania tej młodej artystki, bo mam wrażenie, że może być o niej jeszcze bardzo głośno, bardzo dużo i bardzo dobrze. Trzymam kciuki.



