Ewa Farna – (W)inna? (2013), recenzja Filipa Wiącka

Cofnijmy się na chwilę do 2006 roku. Nikomu nieznana wówczas wokalistka wypuściła na czeski rynek muzyczny singiel Měls mě vůbec rád pochodzący z albumu o tym samym tytule. W następnym roku wydała kolejne dwie płyty – Ticho (po czesku) oraz Sam na sam (po polsku). I od tego czasu stała się jedną z największych, zarówno czeskich, jak i polskich, gwiazd. Kto to taki? Ewa Farna. Ostatnio nieco o niej ucichło. Wzięła udział w jakimś czeskim programie typu talent-show, miała wypadek – słowem, nic nie nagrywała. Aż do teraz. Krążek (W)inna? to czwarty polskojęzyczny album piosenkarki. I jednocześnie pierwszy tak eksperymentalny.

Ten krążek powstawał ponad rok. Nigdy nie byłam tak wielką częścią, tego co możecie usłyszeć. Rozwijam się, już tyle nie pytam – szukam odpowiedzi. Każda nuta, każde słowo to mój świat. Zapraszam Was do niego, otwieram drzwi, poznajcie mnie…

…tak Farna mówiła przed wydaniem płyty. Poszperałem, posprawdzałem i faktycznie – tym razem rzeczywiście miała spory wkład w nowy materiał. Na żaden z poprzednich krążków nie napisała tylu utworów. Jednak pod względem tekstów to nadal ta sama, stara Ewa. Oczywiście znajdziemy tu pozytywy: Mamo! opowiadające o relacjach wokalistki z matką, a także osobiste Przepraszam nawiązujące do wypadku, ale będące też pieśnią pochwalną życia. Są to jednak wyjątki. Mamy tu bowiem takie banały jak Znak:

Patrzę w cieniu stoją buty Widzę je jakby przez mgłę (…) A ja płaczę Mogę uciec stąd Majaczę

albo Ulubiona rzecz:

To ja! Nazywaj mnie jak chcesz! Twoja! Ulubiona rzecz!

Potencjał ma tekst do Poradnika dla początkujących. Przedstawia realia polskiego show biznesu (playback, trzepanie kasy). Pomysł dobry, wykonanie marne – tekst zawiera tak miałkie i dziecinne sformułowania, że nic, tylko walić głową w mur.

Kolejnym problem tej płyty są single. Wiadomo – to właśnie one miały nas zachęcić nas do zakupienia longplaya. I teraz myśląc (W)inna? od razu na myśl przychodzą mi właśnie dwa single – tragiczne Znak oraz okropne Ulubiona rzecz. Znak to ogólnie chyba najgorszy kawałek w całej twórczości wokalistki. Charakteryzuje się mało pomysłowym, syntetycznym bitem oraz irytującym refrenem poniżej możliwości Ewy. Rozumiem jednak wybranie tego na singla – to komercyjny, radiowy numer dla mało wymagających słuchaczy. Zupełnie natomiast nie wiem, dlaczego Ulubiona rzecz stało się drugim singlem. To słaby, chaotyczny utwór, któremu nie wróżę dużego sukcesu.

Ocenę tego albumu ciągnie w górę tak naprawdę pięć utworów. Przede wszystkim ballady – wyjątkowo się Farnej tym razem udały. Mamy tu chociażby osobiste, intymne Mamo! oraz Przepraszam. Oba te utwory charakteryzują się pięknym brzmieniem pianina oraz instrumentów smyczkowych. Ze względu jednak na niesamowicie emocjonalny mostek wybieram Mamo!. Bardzo podoba mi się także Rutyna. Co ciekawe piosenka wcale nie jest taka rutynowa, jak inne kawałki Ewy. Kawałek zawiera elementy soulu. To przebojowa, radosna i bardzo interesująca pozycja. Jeszcze bardziej zaskakuje Tu bi kontiniut… Tym razem artystka już w ogóle zaszalała i sięgnęła po… jazz! Piosenka nie sprawdziłaby się może w latach 30. czy 40., ale na (W)inna? stanowi ciekawe urozmaicenie i słucha się jej bardzo przyjemnie.

Jednak najbardziej Ewa powaliła mnie balladą Nie w porę. To bodajże najdelikatniejszy, najsubtelniejszy utwór na albumie. Jest bardzo cichy, niepozorny. Artystka śpiewa w nim cudownie. Lekko, ładnie, uroczo. Muzyka ogranicza się do wspaniałych dźwięków pianina oraz gitary akustycznej. Nie spodziewałem się tak ładnej piosenki na (W)inna?.

Reszta utworów przedstawia się różnie – raz jest mocniej (Poradnik dla początkujących), raz słabiej (Tajna misja, Z napisami). Przy przesłuchiwaniu albumu nieco zawadzała mi jego niekonsekwencja. Tu mamy balladę, za chwilę nieudany eksperyment z dubstepem (Z napisami), by w końcu uraczyć nas jazzem czy soulem. Często sięga też po pop i pop rock. Ok, różnorodność różnorodnością, ale lepiej byłoby w tym przypadku zdecydować się na jeden gatunek. Bo tak np. Poradnik dla początkujących to utwór wręcz przeładowany. Chórek z bezsensownym nanana, monotonny bit w zwrotkach i mówione fragmenty. Jednak mocny, przebojowy refren oraz bardzo dobra solówka gitarowo nadrabiają te niedoskonałości. Reasumując, to nawet udane dzieło, które zawiera kilka świetnych perełek, ale psute jest niestety kilkoma zapychaczami i niewypałami (w tym koszmarnymi singlami). Gorsze od EWAkuacji, ale na pewno lepsze od infantylnego Cicho.

ewa farna winna

Czytaj również