Rzadko kiedy musimy czekać na płytę tyle ile polscy fani Ewy Farnej czekali na jej nowy album. Ostatni polski krążek wokalistki, Inna, został wydany w 2015 roku, a i tak w większości zawierał akustyczne wersje znanych już wcześniej utworów. Ostatnie wydawnictwo w pełni składające się z nowych kompozycji zostało wydane… prawie 9 lat temu. Mowa tu o (W)Innej?. W dzieciństwie byłam ogromną fanką artystki. Dziś moje i jej muzyczne drogi zdecydowanie się mijają, ale patrząc z dystansem, do teraz uważam, że dwa wyżej wspomniane krążki to najdojrzalsze w jej karierze. Trudno nie mieć w związku z tym oczekiwań, zwłaszcza, że było naprawdę mnóstwo czasu żeby przygotować następcę. W dodatku w międzyczasie Ewa Farna zmieniła wytwórnię – jej najnowszy album ukazał się pod szyldem Warner Music Polska (wcześniej był to Universal Music).
Umami – bo tak nazywa się najnowsze wydawnictwo Ewy Farnej – tytułem ma nawiązywać do macierzyństwa, w którym – jak wskazuje wokalistka – odnalazła ona piąty smak życia, stanowiący jego idealne dopełnienie. W rzeczywistości tekstowo porusza na płycie znacznie więcej tematów i pod tym względem wcale nie jest nudno. Muzycznie nie jestem pewna, czy w moim prywatnym rankingu przebije poprzedników, ale jest tu parę zaskoczeń i brzmień, których wcześniej w twórczości artystki nie było.
Mój stosunek do tej płyty to prawdziwa sinusoida. Przyznam, że zapowiedzi pierwszego singla, Ciało, były w moim odczuciu dosyć obiecujące i wypatrywałam go z ciekawością – miał poruszać istotny społecznie temat akceptacji swojego wyglądu, a w dodatku towarzyszyła mu całkiem sympatyczna akcja promocyjna, która w formie krótkich filmików przedstawiała kobiety i historie zapisane na ich skórach. Sama kompozycja była dla mnie trochę zawodem – nie podpasowała mi ani produkcja, ani specyficzny bit, ani melodia. Po czasie nieco się do niej przekonałam, choć uważam, że na Umami znajdziemy znacznie ciekawsze momenty. Nadzieje na coś dobrego zabił kolejny utwór zapowiadający album – No nie to kompozycja, w której artystka próbuje czerpać z hip hopu, a tym samym jej wokal balansuje na granicy śpiewu i rapu. Całość, w moim odczuciu wypada dość chaotycznie, choć plus za poruszenie tematu asertywności.
Następne w kolejności single – Wersja 2.0 i Na skróty utwierdziły mnie w przekonaniu, że ten album spójny raczej nie będzie, ale jest nadzieja, że nie nazwę go nieudanym. Wersja 2.0 to raczej mało zaskakująca muzycznie ballada o swoi wewnętrznym dziecku, zaś Na skróty to jedno z najbardziej chwytliwych i udanych nagrań na krążku. Funkowa linia basowa nadaje mu fantastycznego nastroju, który zdaje się być wspomnieniem lat 80. Najmniej podoba mi się dubstepowa wstawka w pewnym momencie – bez niej zdecydowanie też by się obeszło.
Spośród reszty, do moich ścisłych faworytów należy Mała czarna – power ballada o rockowym zacięciu, urozmaicona dźwiękami pianina i akustycznej gitary. Tekstowo to również jedna z mocniejszych pozycji na płycie. Jeśli chodzi o Luz warstwa liryczna niekoniecznie mi podeszła (mimo, że w sumie doceniam jego naturalność), ale produkcyjnie i wokalnie to naprawdę niezły zawodnik na Umami. Szalona zamyka moje top3 z tej płyty – Ewa Farna w brzmieniach R&B i soul to bardzo udane połączenie, a całość wypada całkiem zmysłowo (w przeciwieństwie do następującego po nim Ross i Rachel, będącego bardzo prostą, choć pozytywną pop-rockową piosenką).
To co zostało jeszcze na Umami, to ballady. Na pierwszym miejscu spośród nich stawiam Smutną piosenkę napisaną we współpracy z Mery Spolsky. Zdziwiła mnie współpraca tych artystek, choć chyba jeszcze większym zaskoczeniem jest w niej… Krzysztof Zalewski, który wspomógł Farną wokalnie. 2 min. są całkiem przyjemne w odsłuchu, choć niezrozumiała jest dla mnie czeska zwrotka rapera Sofiana Medjmedja – o ile doceniam koncept takiego eksperymentu, tak uważam, że można było w tej wersji postawić na któregoś z polskich wykonawców. Całość zamyka dojrzała i zwracająca na siebie uwagę ballada Umamy (Korzenie i skrzydła), od której bije pewnego rodzaju spokój. Motywem łączy się z intro Umami, które otwiera wydawnictwo.
Podoba mi się fakt, że Ewa Farna po wielu latach na scenie szuka siebie i robi muzykę w zgodzie ze sobą. To ważne i daje poczucie autentyczności. Choć muzycznie to nie jest coś, czego oczekiwałabym na co dzień, nie jest wcale tak źle. Są pozycje, przez które trudno mi przebrnąć, są takie które są mi obojętne i takie, przy których warto się na dłużej zatrzymać. Warto docenić liryczną różnorodność – teksty są bardzo konkretne i nie ma się poczucia, że są o niczym, nawet jeśli nie zawsze są idealnie melodyjne, a niektóre wyrażenia bywają banalnie proste. Mamy tu mowę o samoakceptacji, o asertywności, godzeniem się z własnymi porażkami, dystansie do samej siebie, miłości do dziecka i miłości romantycznej. To istotnie spory zestaw jak na 11 kompozycji. Widzę w twórczości Ewy Farnej pewien progres. Nie umiem ocenić czy na tyle lat przerwy to dużo, ale wiem, że to krok w przód. A może nawet dwa.
- Data premiery: 28 01 2022
- Single: Ciało, No nie, Wersja 2.0, Na skróty
