Bez wątpienia ósemka jest wyjątkową cyfrą – starożytni widzieli w niej symbol nieskończoności i wieczności, uosobienie ziemskich i niebiańskich energii, wieczną podróż między czasem a przestrzenią. Nie bez przyczyny wspominam o tym w kontekście najnowszego albumu Enigmy – a znając new age’owe zapędy Michaela Cretu, nietrudno doszukiwać się mistycznych analogii. The Fall of a Rebel Angel jest ósmym w dorobku grupy krążkiem, w dodatku wydanym po ośmiu latach milczenia. Dodajmy do tego nieco dantejskich motywów, udział nowych wokalistów w projekcie oraz zmysłowe, elektroniczne brzmienie… To co, gotowi na podróż rodem z Boskiej Komedii?
Enigma to projekt wyjątkowy, mistyczny, pełen tajemnic: choć największą popularność grupa Michaela Cretu odnosiła w latach 90., nie ma chyba osoby, która nie kojarzyłaby jej muzyki. Utwory Mea Culpa, Sadness, Retun To Innocence czy Push The Limits do dziś są często grane przez największe stacje radiowe. Na kolejny krążek spod znaku new age, subtelnej elektroniki i downtempo musieliśmy czekać dość długo – nie ukrywam więc, że nieco obawiałam się kolejnego odcinania kuponów od kultowego albumu MCMXC a.D. Na szczęście nie miało ono miejsca i na The Fall of a Rebel Angel można usłyszeć Enigmę w niezłej, choć nie powalającej formie.
Zaciekawił mnie sam pomysł na concept album – dantejski motyw to nie tylko mroczny tytuł, okładka przypominająca średniowieczne ryciny z Boskiej Komedii, ale i sama idea wędrówki bohatera do „lepszego świata”. Nie pierwszy raz pojawia się ona w repertuarze grupy, ale tym razem brzmi jakoś inaczej. Być może to zasługa nowych wokalistów, których Michael Cretu zaprosił do współpracy nad płytą – tym razem, oprócz dobrze znanych Anggun i Nanuk, pojawiają się głosy Marka Joshera oraz brytyjskiego duetu Aquilo.
Czternaście utworów to niepełna godzina słuchania, ale całkiem przyjemna i momentami zaskakująca. Jak to w przypadku Michaela Cretu, mamy do czynienia z dwoma typami nagrań: pierwsze to utwory, drugie zaś intro lub „utwory przejściowe”, które może niewiele wnoszą na płytę, ale pełnią funkcję połączenia między kolejnymi piosenkami. Jak zwykle płytę otwiera enigmowe intro (Circle Eight) – spokojnie wprowadza w nastrój i pokrótce przedstawia historię najnowszego concept albumu. Następujący po nim The Omega Point nieco mnie zmylił: spodziewałam się kolejnego, delikatnego utworu i choć początek faktycznie taki jest, później pojawia się wyrazistszy rytm. Podobnie byłam dość zaskoczona The Die Is Cast: po niemal całkowicie instrumentalnym początku, wokal Marka Joshera brzmi nieco zaskakująco. O ile spodziewałam się kolejnego, lekko rozmytego i tajemniczego dźwięku, głos brzmi niemal popowo, w stylu R&B: nigdy nie pomyślałabym, że takie połączenie może się sprawdzić w przypadku Enigmy, ale brzmi bardzo ciekawie. Największe wrażenie zrobiły na mnie utwory Mother, Agnus Dei i Confession of the Mind: piękny, zmysłowy głos Anggun sprawia, że najnowsza płyta Enigma brzmi wyjątkowo i uspokaja zmysły.
Co jeszcze zaskakuje na najnowszym albumie Enigmy? Na pewno utwór Oxygen Red – chyba nikt nie spodziewał się, że Michael Cretu sięgnie po inspiracje do… dubstepu, bo początek tego utworu błyskawicznie mi się z nim skojarzył. To chyba największe zaskoczenie tego krążka, a jednocześnie najlepszy jego moment; jest dla Enigmy czymś zupełnie nowym, ale udanym. Kolejnym ciekawym punktem jest utwór Sadeness (Part II) – nastawiłam się, że kolejny raz usłyszę dobrze znany motyw z albumu MCMXC a.D. Tym razem zamiast chorału gregoriańskiego mamy motyw z Toccata i fugi D-moll Johanna Sebastiana Bacha, co czyni ten utwór dość… hmm, „łączącym tradycję i nowoczesność”. Nie jestem jednak do końca pewna, czy tych wszystkich elementów nie jest za dużo: w moje gusta ten utwór nie trafił, bo Michael Cretu wymieszał w nim zbyt wiele brzmień.
Trudno jest oceniać płyty wykonawców, którzy na długie lata zamilkli, ale w końcu powracają z nową płytą. W przypadku Enigmy nie spodziewałam się raczej radosnego popu czy innych radykalnych kroków – The Fall of a Rebel Angel jest albumem poprawnym, niezłym, choć czegoś mi w nim brakuje. Gdybym miała wskazać jego najmocniejszy punkt, byłoby to subtelne, zmysłowo-elektroniczne brzmienia oraz magiczny klimat. Ogólnie słucha się go dobrze – to album dobry do wyciszenia się, medytacji, złapania chwili oddechu i wsłuchania się w siebie. Mi jednak pozostawił pewien niedosyt: nie znalazłam na nim utworu na miarę kultowych Sadness czy Mea Culpa, na które bardzo liczyłam. Wypadnę więc z „enigmowej” symboliki ósemek i pozostawię go z nieco inną oceną.


Jedno z rozczarowań roku. Nie dość, ze Cretu stał się swoim własnym epigonem, to dodatkowo uraczył fanów produktem zdającym się być dziełem niedokończonym, zrobionym od niechcenia, wtórnym i niemożliwym do zapamiętania. Parę lat pauzy, wielki powrót, wielka kampania, a finalny…produkt (Tak. To raczej bezduszny produkt niż dzieło autorskie, mające zadanie jak sprzedać się niczym ziemniaki w markecie) okazał się być wydmuszką. Czterdzieści pięć minut, z których zapamiętamy chyba tylko początkową sekwencję, motyw muzyczny, który Cretu powtarza na każdej swojej płycie. Wygląda na to, że ze swojej pracy najlepiej wywiązał się autor oprawy graficznej, Niestety 1/5 jak dla mnie. bez pomysłu, polotu, zaangażowania, chęci i geniuszu.
Niestety pozwolę sobie nie zgodzić się z ani jednym zdaniem w Pańskiej wypowiedzi. Słucham te krążek już 5 raz i za każdym razem odkrywam coś nowego, inspirującego, jednocześnie poszukując czegoś z poprzednich wydań – i znajduję !!! Być może słucha Pan na niewłaściwym sprzęcie albo kiepskich słuchawkach, albo po prostu zestarzał się na tyle, że zmieniły się Pańskie gusta. Mamy tu do czynienia z prawdziwym kunsztem muzycznym i niepowtarzalnym klimatem, który jednak nie na wszystkich musi oddziaływać. Jestem zachwycony i czekam na wersję SACD ( o ile w ogóle wyjdzie)
Otóż miły Panie. Słucham na Sennheiserah HD 598, które nie są złymi słuchawkami, a i sprzęt muzyczny mam klasy wyższej. To dlatego, że muzyka odgrywa w moim życiu duzą rolę. Kazdy ma inny gust i oczekiwania. Ja uwielbiam muzykę ENIGMY i podobnych wykonawców takich jak DELERIUM, ale wiedząc, co potrafi z siebie dać dany artysta jest to w mojej opinii najgorszy, wymęczony krążek. Bedąc znajomym panów Fulbera i Leeba (DELERIUM) w realnym świecie nie miałem problemu, aby pewne albumy uznać za nieudane i podzielić się z nimi tym spostrzeżeniem. Nie da się cały czas przeć do przodu tyle lat na jednym poziomie i jestem to w stanie zrozumieć. Uważam, ze jako fan mam prawo do absolutnie szczerej i bezstronnej krytyki. Nie mam problemu by ocenić najnowsze dziecko Cretu tak nisko. Pojawienie się go na SACD (jeśli to nastąpi) uznam za dodatkowy skok na kasę, tym razem mający na celu naciągnięcie zwolenników najlepszej jakości brzmienia. Inną sprawą jest, ze najdroższy sprzęt i wybitne warunki odsłuchowe nie uratują mizernej zawartości muzycznej. Czytając Pański wpis śmiałbym stwierdzić, ze raczej jest Pan pracownikiem Universal Polska-wydawcy, chcącym ratować opinię, niż wiernym fanem artysty. Znając jego dorobek nawet laik zauważy, ze jest to postępujący spadek formy i większe zainteresowanie stanem konta, niż raczeniem słuchaczy czymś ciekawym. Zdania nie zmienię, a Pan swoje może jak najbardziej posiadać.
Witam ponownie.
Niestety nie zgadł Pan- nie jestem przedstawicielem żadnego z dystrybutorów muzycznych.
To , że z Pańską pseudo recenzją obszedłem się tak łagodnie świadczy tylko, że mam trochę bardziej wysublimowane poczucie piękna jaką przedstawiają nam twórcy ze wszelkich gatunków muzyki. Senheiser hd 598 to jeden z moich ulubionych źródeł muzyki nausznej. Jednakże podłączony do nieprawidłowego wzmacniacza może powodować bóle głowy ,tudzież różne inne frakcje.
Jak już wspomniałem gust jest domeną jednostki umysłu, tak więc nie powinno się go krytykować. Jednakże Pana opinia jest trochę …albo jak ja myślę – nieadekwatna do przedstawionego materiału. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie jestem fanem kiczu , szmiry itp. Dawno temu pracowałem jako DJ.
Stąd moja wrażliwość na takie wypowiedzi, które uważam za samolubne.
Pozdrawiam
Kocham Enigme i powiedzenie komus ze z uwagi na wiek moze sie nowa plyta nie podobac, to niegrzecznosc i co najmniej dziwna argumentacja. Plyta jest slaba i daleko jej do kunsztu z pierwszych plyt.
Zgadzam sie calkowiecie z opinia. Jestem fanka Enigmy od ponad 20 lat. Dawne utwory kocham. Juz przedostatnia plyta mnie troche zawiodla. Niestety ta plyta wrecz mi sie nie podoba, uwazam ja za zla. Rozczarowala mnie. Nie ta atmosfera, stare pomysly, odrzewane kollety, brak tego artyzmu ktorym cechowaly sie poprzednie kompozycje. Jedyny utwor ktory mnie zachwycil to Amen. To nie ta Enigma, nie ten Creatu. Odnosze wrazenie, ze niestety nie uslysze juz nic, co by dorownalo „starej” Enigmie, Enigma z lat 1990 -2006 nie istnieje.
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.