Eminem – Marshall Mathers 2 LP (2013) recenzja Kamila Gajdka

Rozpocznę przewrotnie, bo od pewnego dokumentu muzycznego. Something from Nothing: The Art of Rap, którego reżyserem jest Ice-t. Jest to film, który odpowiada na wiele ważnych pytań dotyczących kultury hip-hop i muzyki rap. Podstawowe pytania padające w rozmowach z legendami tego gatunku brzmią: kim tak naprawdę jest dobry raper? Co cechuje dobrego rapera? Wiecie kto został pochwalony przez 80% legend amerykańskiej czarnej muzyki? No zgadnijcie…

Eminema nie trzeba przedstawiać, nie ma sensu też przywoływać statystyk, bo tylko z nich, można by utworzyć opasłą księgę. Trzynaście Nagród Grammy i statuetka Oskara – wystarczy? No ja myślę. Slim Shady jest już legendą i nie tylko dlatego, że jest najlepszym na świecie białym mc, jest po prostu lirycznym geniuszem, które zmienił hip-hop na zawsze. We wspomnianym dokumencie pojawiają się raperzy ze wschodniego i zachodniego wybrzeża i odpowiadają na pytanie co cechuję wybitnego rapera. Wychodzi na to, że: charyzma, flow, technika, barwa głosu, pewność siebie i najważniejsze, o czym polski rap na przykład już zapomniał; oryginalność! Marshall Mathers ma to wszystko. Wdarł się na scenę jako niepokorny żartowniś dissujący połowę celebrytów, opowiadający o morderstwach, gwałtach, gejach itd. Generalnie tematy tabu nie istniały dla niego i nie istnieją. Niesamowita jest drogą, jaką musiał Shady przebyć by być tu gdzie jest. Biały gość z Detroit nagrywający wraz z Dr. Dre i Snoop Doggiem? Cieszący się szacunkiem innych graczy? Tak, jemu się to udało i chwała mu za to, bo muzyka by wiele straciła, gdyby nie pojawił się w niej E.

Albumy Slim Shady i Marshall Mathers są według mnie płytami znakomitymi. Sam fakt, że po kilkunastu latach dalej do nich wracam i mam do nich sentyment utrzymuje mnie w tym przekonaniu. Kolejne płyty Eminema zawsze sprawdzam, jednak z każdym kolejnym krążkiem to odsłuchiwanie jest coraz krótsze. Na album The Marshall Mathers LP 2 nie ostrzyłem sobie zębów, chociaż fakt, że tytuł nawiązuje bezpośrednio do jednej z moich ulubionych produkcji lekko przyspieszał mi tętno. Po przesłuchaniu powiem tak… Shady jest w formie, składa rymy znakomicie, bawi się głosem, ma mnóstwo pomysłów i genialne flow, ale… muzycznie dla mnie ta płyta jest mocno przeciętna, nie wiem po co Marshall śpiewa i te gościnne kobiece wokale psują mi całość.

Przykłady na +

Eminem – Rap God

Szczerze? Słucham rapu już z piętnaście lat i nigdy czegoś takiego nie słyszałem (przepraszam za powtórzenie). Zmiana tempa, flow, rymy, bit – Bóg Rapu !!! Można nie znosić Eminema, ale trzeba mu to przyznać, nikt, absolutnie nikt, obecnie nie jest w stanie dokonać tego, co Shady zrobił w tym numerze. Proszę Was, wysłuchajcie całość, a zrozumiecie. Każda zwrotka to inne flow i ten popis z przyspieszeniem na koniec!!! Te wykrzykniki są tu jak najbardziej na miejscu.

http://www.youtube.com/watch?v=0fbx2E4sdng

Dla miłośników starej stylistyki Eminema: So much better, Survival, Asshole, So far, Evil Twin, Baby.

Przykłady na –

Bad Guy (ten straszny kobiecy wokal psujący mroczną stronę kawałka) Legacy (troszeczkę kopia starego, dobrego Stana z Dido), The Monster (byłoby super, gdyby ten utwór różnił się chociaż trochę od poprzedniego duetu tych Państwa) Stronger then I was (śpiewający Eminem? Proszęęę nie…)

Eminem pokornieje, nie ma już tyle w nim szczerej agresywności co kiedyś. Dalej jednak jest to mistrz w swoim fachu. Utworem Rap God zmiótł wszystkich innych spod znaku „jestem bogiem”. Właściwie można nawet powiedzieć, że z nową płytą jest bardziej przystępny dla szerokiej publiczności. Może to i lepiej? Fani na pewno sprawdzą i docenią kunszt. Nowi słuchacze polubią go za kompozycje z Lamarem czy Rihanną. Chociaż Eminem stępił trochę pazury, to nie stępił ołówków i dalej jego orężem są cięte teksty, za które go najbardziej cenię.

Eminem-The-Marshall-Mathers-LP-2

Czytaj również