
Eluveitie dla wielu stanowią kwintesencję folk-metalu. Szwajcarski zespół jest na scenie metalowej już od kilkunastu lat, ciesząc się dużą grupą stałych fanów, którzy z entuzjazmem przyjmują każde nowe dzieło. W 2016 roku zespół przeszedł prawdziwą rewolucję – opuściło go aż trzech członków, w tym wokalistka Anna Murphy, którą w 2017 roku zastąpiła Fabienne Erni. Po zaledwie dwóch latach od wydania poprzedniego wydawnictwa, Eluveitie powraca z nowym longplay’em Ategnatos.
Tajemnicze słowo ,,Ategnatos” oznacza właśnie ,,Odrodzenie” i to właśnie ono najlepiej charakteryzuje nową erę. Nie bez powodu wspomniałam o nowej erze – ten album to kamień milowy i całkowicie nowy rozdział w historii grupy. Dostaliśmy mieszankę całkowicie nowych brzmień, stworzonych we współpracy starego składu z nowymi członkami Muzycy zawsze doskonale radzili sobie z łączeniem melodycznego folku z potężnymi, metalowymi brzmieniami. Po akustycznym Evocation II: Pantheon, postanowili powrócić do agresywnych uderzeń i charakterystycznego dla ich twórczości growlingu. Album zachwyci każdego fana deathmetalowego hałasu. Dzieło zostało skomponowane bardzo spójnie, utwory łączą się ze sobą, tworząc wspólną całość. Nie oznacza to jednak nudy – każdy z nich ma własne, unikalne brzmienie, połączone podobieństwami, które jednak nie dają wrażenia obecności bezpłciowej kalki. Mimo że grupa wciąż trzyma się folkowych korzeni, nie stroni również od eksperymentów. Jednak to właśnie wykorzystanie folkowych instrumentów sprawia, że ta muzyka zostaje w głowie i chętnie się do niej powraca. Nagrywając Ategnatos, muzycy po raz kolejny wykorzystali między innymi dudy, flety, skrzypce, celtyckie harfy i charakterystyczną dla swojej twórczości lirę korbową. Za ich sprawą, w utworach nie brakuje chwytliwych elementów. Łącznie album składa się z aż 16 dopracowanych kawałków.
Otwiera go tytułowa piosenka, która świetnie wprowadza do klimatu wydawnictwa. Wyjątkową pozycją jest według mnie czwarty utwór – Black Water Dawn. Melodyjny wokal Erni świetnie komponuje się z muzyką, a kawałek urzeka od pierwszej nuty. Przyznam, że jestem fanką głosu poprzedniej wokalistki, a do zmiany składu podeszłam dość sceptycznie. Okazało się, że moje obawy nie były zasadne, a Fabienne Erni doskonale radzi sobie z zadaniem. Ma śliczny głos, który jak ulał pasuje do granej przez zespół muzyki. Wybranie jej nową wokalistką było strzałem w dziesiątkę!
Wyjątkowo chwytliwym kawałkiem jest The Raven Hill. Przy rytmicznym refrenie noga sama drga do podrygiwania, a gdy dźwięki cichną, od razu ma się ochotę nacisnąć przycisk „REPLAY”. Album stanowi połączenie melodycznych utworów z kipiących agresją i bezkompromisowością nut. Chwilami można by odnieść wrażenie, że połączenie tych dwóch światów nie do końca do siebie pasuje, ja jednak jestem innego zdania. Uważam, że 16 utworów nieprzerwanego łupania gitarą straciłoby swój urok i zamysł, który wyróżnia Eluveitie spośród kolegów po fachu. Dzięki tym cichszym utworom słuchacz może odpocząć i bardziej docenić te mocniejsze. Jedynym niezrozumiałym dla mnie rozwiązaniem jest umieszczenie osobnych utworów takich jak 11 sekundowe Acnus oraz około minutowe The Silvern Glow czy Trinoxition. Te kawałki doskonale sprawdziłyby się w roli intro do innych kawałków, jednak nie do końca rozumiem cel wyodrębnienia ich jako oddzielne utwory.
Oprócz wspaniałego wokalu, należy wspomnieć także o świetnej grze gitarowej. Odpowiadający za nią Jonas Wolf oraz Rafael Salzmann działają cuda w takich nutach jak The Slumber, Breathe czy Mine Is The Fury. Nie można również nie wspomnieć o Chrigelu Glanzmannie, twórca jest nie tylko gitarzystą – to również założyciel zespołu i człowiek odpowiedzialny za wszechobecny growling. Jego kunszt można dostrzec przede wszystkim w Deathwalker, gdzie to właśnie jego umiejętności grają pierwsze skrzypce obok… Tych prawdziwych. Za grę na skrzypcach odpowiada Nicole Ansperger, bez której również ciężko jest wyobrazić sobie ten album. Całość zamyka melodyjne, urocze, pełne smutku Eclipse przywodzące na myśl ballady sprzed wieków, które klamrą spina tę godzinną podróż, w którą niewątpliwie warto się wybrać.
Ategnatos to świetna pozycja, doskonale wpasowująca się w dotychczasową dyskografię Eluveitie. Każdy słuchacz znajdzie coś dla siebie – zarówno fani metalowego hałasu, jak i miłośnicy folkowych melodii nie wyłączą płyty zawiedzeni. Nic dziwnego, że album spotkał się z tak przychylnym odbiorem słuchaczy, którzy z niecierpliwością czekają na czerwcowy koncert szwajcarskich muzyków podczas Mystic Festival w Krakowie.
- Data premiery: 05 04 2019
- Single: Ategnatos, Ambiramus
