Eldo – Chi (2014), recenzja Marty Mrowiec

Truizmem byłoby pisanie, że Eldo w środowisku hiphopowym uchodzi za postać wybitną. Owszem artysta ten ma wielu zwolenników, jak i przeciwników, jednak nikt nie może odmówić mu  specyficznego stylu i znakomitych tekstów. Stąd na swoim najnowszym krążku znowu popisuje się słowem i pokazuje ciągle tę samą szarą rzeczywistość, jednak ubraną w przemyślane linijki.

Chi to kolejny krążek w dyskografii rapera wydany w My Music. Czekaliśmy na niego prawie 4 lata, gdyż jego poprzednik, Zapiski z 1001 i jednej nocy, ukazał się w 2010 roku. W międzyczasie dogrywał on gościnne zwrotki (ostatnio chociażby w kawałku Buty z betonu na albumie Rasmentalism) oraz wraz z Pelsonem i Włodnim stworzyli projekt Parias i wydali album o tym samym tytule.

Krążek Chi, którego interpretację tytułu raper pozostawił słuchaczom (Tytuł płyty pozostawię do przemyśleń zainteresowanych – mówił raper) promowany był przez singiel, w którym gościnnie pojawił się Tomson. Już po singlu było widać, że Eldo jest w formie. Jednak mimo to singiel mnie nie przekonał i uważam, że obecność Tomsona gryzie się nieco ze spójnością albumu. Niemniej jednak jest to jeden z żywszych kawałków, który na pewno ma koncertowy potencjał. Warto wspomnieć, że członek Afromental to jeden z trójki gości, których słyszymy na albumie. Mamy jeszcze Pelsona w kawałku Rybałci oraz W.E.N.Ę w Zatoce dobrych pomysłów, który zaliczył jedną ze swoich  mocniejszych zwrotek w ostatnim czasie.

Za produkcję albumu odpowiada młody producent Fawola. Album jest spójny i klimatyczny, jednak produkcje te nie zachwycają. Owszem, należy zauważyć, że  dobrze odrobił on swoją lekcję, jednak bity te nie dają Eldoce zbyt dużego pola do popisu. Miejscami mamy wrażenie, że słuchamy tego samego bitu. Zabrakło trochę zabawy, polotu i może troszeczkę odwagi. Jak na pierwszy raz źle nie jest.

W rapie Eldo trudno doszukać się czegoś nowego. Porównując jego dzisiejsze nagrania z wcześniejszą twórczością słuchacz z pewnością nie usłyszy wielkiej rewolucji w sposobie nawijania. Nadal mamy do czynienia z raperem, który przekłada treść ponad formę. Stąd dostajemy metaforyczne teksty, które jednak dobitnie opisują rzeczywistość. Jak wspominałam wyżej nie ma tutaj żadnych nowoczesnych trendów, syntetycznych podkładów czy eksperymentalnych granych produkcji. Surowe produkcje nadają klimatu. Na Chi żaden kawałek nie odstaje poziomem, ma wyjątkowy klimat, dzięki czemu całość jest spójna i daleka od chaotycznego, bezbarwnego charakteru. Uwagę należy skupić na warstwie lirycznej, gdyż to ona wiedzie tutaj prym. No właśnie – słowo. To od zawsze kręgosłup twórczości Eldoki. I tym razem usłyszymy teksty gorzkie i szczere, w żaden sposób nie ocierające się o patos a przy tym bardzo liryczne, głębokie i pełne nadziei (jednak daleko im do moralizatorstwa). Dla tych, którzy znają twórczość Eldo będzie to niczym powrót do przeszłości. Tak więc teksty te nie są tylko pustym, sztampowym, moralizatorskim bełkotem. Raper wie o czym mówi i co w swoich tekstach chce przekazać. I chociaż miejscami daje nam proste linijki to są one na tyle trafne, że zmuszają do przemyśleń.

Nie jest to najlepszy album rapera, nie będzie on zapewne kolejnym przełomem w karierze. Jednak jest to krążek dobry, na który na pewno należy zwrócić uwagę. W który trzeba się wsłuchać i odkryć piękno i bogactwo warstwy lirycznej. Bardzo spodobała mi się również książeczka z tekstami, ale żeby zobaczyć dlaczego musicie wybrać się do sklepu ;)

eldo-chi-2014

Czytaj również