Youtuberów, którzy chcieli przebić się do przemysłu muzycznego można liczyć w setkach. Nikt jednak na polskim rynku nie wykopał drzwi z futryny w taki sposób, w jaki zrobiła to Ekipa. Ustanawiając nowe rekordy oglądalności, w zaciszu studia nagraniowego tworzyli debiut fonograficzny pod okiem futurystycznych producentów. W ręce fanów właśnie zostało oddane ich pierwsze muzyczne dziecko „Sezon 3”.
Album jest podróżą przez najbardziej pożądane, we współczesnych trendach, brzmienia muzyczne. Sezon 3 to Puszka Pandory, która skrywa w sobie brzmienia charakterystyczne dla najbardziej komercyjnego pop’u i najgłębiej zakorzenionych, underground’owych melodii trapu. Bez krzty zawahania wyciągają to, co zachwyca w czołowych liderach amerykańskiej sceny muzycznej i bawią się tym na swoich zasadach. Płyta to powiew świeżości zza oceanu. Współczesne produkcje, które trudno wpisać i zamknąć w jakichkolwiek ramach.

Każdy utwór jest inną historią. Podróżą przez dotychczasowe lata twórców YouTube’owych. Członkowie wybierają sposób ekspresji najbardziej im odpowiadający. Przez to płyta jest eklektyczna. Spoiwem, który trzyma ten album w ryzach jest czysta przyjaźń i chęć stworzenia pamiątkowego zdjęcia w postaci płyty. Na wydawnictwie przeplata się agresywny rap z dźwięcznymi wokalami dziewczyn. To takie sensualne połączenie, jakie lubi serwować chociażby Quebonafide.
Album dla niektórych może być smutnym zderzeniem z rzeczywistością. Prezentowane historie otwierają drzwi. Drzwi przez które możliwe jest poznanie życia infulencerów. Nie zawsze kolorowe i pokazujące, że sława nie zawsze staje na szali ze szczęściem.
„To nie jest numer do radia. Kariera z nieba nie spadła, zanim zaznałem tu życie jak gwiazda musiałem pokonać głębokie bagna. Droga ta nie była łatwa, czasem dusiła jak astma.”
Specyfika liryczna utworów i egocentryczna forma ich przekazu, przekonuje do tego, że płyta Sezon 3 jest autentycznym projektem. Projektem, w którym świat poznaje „ekipowiczów” od innej strony. Projektem, w którym niektórzy godzą się ze swoją przeszłością, inni z teraźniejszością. I wreszcie projektem, w którym podprogowo przekazuje się, że niemożliwe staje się możliwe.
„Wszyscy mówili, że bananowe dziecko, a na pracę poświęciłam całe dzieciństwo. Za 5k chciałam przeżyć całą wieczność, zbudować rodzinę i pokazać niezależność. Chcieliście zabić marzenia Werki – dziś mi z nieba leci confetti. Praca w Wiedniu na meczu Chelsea – dziś Mercedeski CLS-KI.”
I pomimo że niektóre teksty są ciężkie, to na albumie znalazło się miejsce na utwory luźne, z których raz wylewa się rozrywka, a raz sypie się złoto, blichtr, bogactwo. Gdzie droga marka Off-White wiedzie prym, a złoto staje się coraz cięższe. Stricte rozrywkowe, komercyjne, a może i nawet radiowe kompozycje stanowią idealną przeciwwagę. Pozwalają złapać oddech i oddać się beztrosce.
„Lubię kiedy jest melo. Teraz tańcz i pij – chcemy więcej takich chwil. Lubię kiedy jest melo. Taki mamy styl, na YouTube się nie urwie film. Influencer party hard, infulencer party hard, influencer party hard”.
Do projektu zaproszono producentów, którzy nie boją się wyjść z określonych schematów. Producentów, których łączy futurystyczny pogląd na muzykę. Jednym zdaniem – nad płytą czuwali trendsetterzy polskiego rynku muzycznego. Ich profesjonalizm pozwolił ulepić z gliny, jaką są członkowie Ekipy, muzyczne imperium, które zaczyna ustanawiać nowe reguły w polskim przemyśle fonograficznym.
Ciężka praca inżynierów muzycznych i członków Ekipy zaowocowała wydawnictwem, które odbije piętno w polskim przemyśle fonograficznym. Amatorszczyzna ekipowiczów okazała się ich najsilniejszą bronią. Żadnych reguł, żadnych ograniczeń. Głowa pełna – ale jedynie ograniczeń. Na pierwszy plan wybija się kilku członków z dużym potencjałem muzycznym. Kończąc – „[…] Od losu nikt nic nie dostał, to wszystko to ciężka praca. To nasza banda, pozdrawiam NASA – zwiedzimy kosmos jak zabraknie świata.”
- Data premiery: 26 06 2021
- Single: 3KIPA, Zaebyście, Chill, Zygzak, Napad na bank
