Edyta Górniak – My (2012), recenzja płyty


Edyta Górniak to jedna z najwybitniejszych polskich piosenkarek, laureatka wielu prestiżowych nagród. Po długiej przerwie, którą zafundowała swoim fanom wreszcie wydała długo oczekiwaną płytę.

Ostatni krążek tej wokalistki EKG, dostępny, jako dodatek do Gazety Wyborczej miał być wielkim powrotem piosenkarki na scene muzyczną. Z wielkim rozmachem zaplanowany teledysk do reklamującej płytę piosenki List okazał się rewolucją, jednak płyta była wielkim rozczarowaniem i klapą.

My to połączenie dawnego stylu Górniak wraz z nowoczesną elektoroniką i dyskotekowym basem. Na krążku znajdują się przede wszystkim wolne i melodyjne kawałki przy czym płyta nie jest czymś zaskakującym.

Zacznijmy od plusów: jedyną piosenką, która jest godna polecenia to dyskotekowe Consequences. Lekkie brzmienia i basy świetnie współpracują z mocnym głosem Górniak. Jest jeszcze Nie zapomnij, delikatne rytmy na romantyczne wieczory. …a reszta? Cóż. Są to raczej nijakie utwory, które niczym nie są porównywalne do dwóch wcześniejszych. Edyta znów zawiodła, prócz dwóch wyżej wspomnianych utworów na tej płycie nie ma nic, co by jakoś zachwyciło, chwyciło za serce.

Edyta Górniak zamiast wylewaniem żali w gazetach i promowaniem głównie siebie i swojej osoby powinna ostro wziąć sie do pracy. Ma idealne warunki głosowe, których od kilku lat nie potrafi wykorzystać. Może trzeba było porzucić ten krążek i rzeczywiście nagrać tę jedną piosenkę z Davidem Guettą?

Czytaj również