Dorian Electra – My Agenda (2020), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Dorian Electra to najbardziej bezkompromisowi twórcy muzyki pop XXI wieku – równie poważni, co prześmiewczy w swojej działalności. Nie dość, że w tym roku otrzymaliśmy rozszerzoną wersję ich debiutanckiego dzieła Flamboyant, tak od kilkunastu dni możemy cieszyć się jego następcą, czyli albumem My Agenda. Pytanie jednak, czy rzeczywiście było na co czekać, jeśli chodzi o nowe przekonania Dorian Electra?

Może ze smutkiem, ale muszę przyznać, że nie czekałem szczególnie na ten projekt, a czemu? Flamboyant już w swej podstawowej wersji zaspokoił mój apetyt na twórczość ośmieszającą rzeczywistość, gdzie w tym przypadku były to stereotypowe męskie perypetie oraz zwyczaje. Żeby tego było mało, niecały rok później otrzymaliśmy rozszerzoną wersję tego dzieła, która zawierała w sobie cztery dodatkowe utwory oraz jeden remix. Chciałoby się więc myśleć, że promocja Flamboyant będzie trwała w najlepsze, ale stało się zupełnie inaczej. Niecałe trzy tygodnie później w świat wyruszył pierwszy singiel promujący My Agenda, czyli Sorry Bro (I Love You). Skąd więc taki, a nie inny ruch?

Dorian Electra announces new project 'My Agenda' | DIY

Oto krótka lekcja z wiedzy na temat mediów społecznościowych! Współczesna muzyka przede wszystkim opiera się na obecności na platformach streamingowych. Jako, że Spotify również należy do grona social mediów, bazując swoje działania na algorytmach wykorzystywanych na przykład w tworzeniu playlist, tak aby zostać zauważonym przez tenże, należy wykazywać się regularną aktywnością. Zatem im więcej utworów jest w twoim katalogu i na domiar systematycznie publikowanych, tym większa szansa, że zostaniesz zauważony przez ten algorytm, a w konsekwencji również przez słuchaczy. Ten sam trick z pewnością stosują takie gwiazdy jak Ariana Grande, Dua Lipa, czy Lil Nas X. Zatem czy istnienie My Agenda wynika wprost z artystycznej woli Dorian Electra? Niekoniecznie, co oczywiście nie znaczy, że nie ma tu artystycznego zaangażowania, ale po kolei.

My Agenda jak sam tytuł wskazuje stanowi myślicielsko-społeczny program polityczny, który mówi o zasadach prawilnego życia na krawędzi w homosocjalnym towarzystwie, by z czasem stało się w pełni homoseksualne, włącznie z żabami. Oczywiście owa agenda została podana w ekstremalnie bizarnej i karykaturalnej otoczce toksycznej męskości rodem z Instagrama, czy Tumblra, zarówno jeśli chodzi o tekst, jak i samą melodię. Jasnym jest, że nie będę rozkładać w tej recenzji każdej piosenki na czynniki pierwsze, bo od tego jest chociażby platforma Genius, tak nie da się ukryć, że wszystkie mają swój temat, zarówno muzyczny, jak i merytoryczny, co się najzwyczajniej chwali. Jednak pomysły to jedno, a ich realizacja to drugie, a z tą bywa różnie.

Gdyby Dorian Electra podarowali sobie jeszcze pół roku na dopracowanie tego, co już powstało, a może nawet i wzbogacenie aktualnego zestawu utworów, My Agenda tylko by na tym zyskała. Co prawda nie ma tu złych kompozycji, ale są za to takie, które wymagałyby dodatkowego dopieszczenia. Barbie Boy brzmi jak odrzut z Flamboyant i spokojnie mógł znaleźć swoje miejsce na rozszerzonej wersji tego krążka, więc jego obecność tutaj jest dla mnie średnio zrozumiała. Sorry Bro (I Love You), podobnie jak M’Lady, nie dostał szansy na rozwinięcie swojej bardzo intrygującej myśli, gdy Monk Mode nie został nawet piosenką, zyskując miano interludium. Natomiast Edgelord zupełnie nie korzysta z potencjału Rebecki „Friday” Black, będąc najsłabszą piosenką z projektu My Agenda. Co do całej reszty, ta jest niezwykle udana!

My Agenda z udziałem Village People (!!!) oraz Pussy Riot to bezapelacyjnie jedna z najlepszych popowych piosenek tego roku. Gentlemen mógłby trwać nieco dłużej, ale za to nadrabia ten mankament nostalgicznym dla Europejczyków saksofonem. Rave’owe trio, czyli F The World, Iron Fist oraz Ram It Down, bez wahania porywa swoją groteskowością, bo jak inaczej skusić kogokolwiek, by na poważnie skakał do tych piosenek. Give Great Thanks cudownie zamyka album, równie cudownym podziękowaniami. Co do produkcji, chylę swój dżentelmeński kapelutek, choć czasami przydałoby się wyciąć ten jeden efekt czy wrzask i pozostawić utwór bardziej przejrzystym dla dobra naszych bębenków usznych.

My Agenda niewiele zabrakło aby stać się godnym następcą Flamboyant. Nie oznacza to jednak, że jest to w jakimkolwiek rozumieniu album zły. Jest wręcz przeciwnie – jest jeszcze bardziej przegięty, nieokiełznany i pojebany, jednocześnie będąc jeszcze bardziej wnikliwym i szyderczym. Dorian Electra to gwiazdy jutra, które są już dziś – oby więcej tego dobrego, lecz z większym pietyzmem do tego, co dobrego powstaje.

Dorian Electra - My Agenda
  • Data premiery: 16 10 2020
  • Single: Sorry Bro (I Love You), Give Great Thanks, Gentleman, M'Lady, Edgelord, My Agenda
Najlepsze utwory: My Agenda, Gentleman
Najsłabsze utwory: Edgelord, Monk Mode


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Dorian Electra to najbardziej bezkompromisowi twórcy muzyki pop XXI wieku - równie poważni, co prześmiewczy w swojej działalności. Nie dość, że w tym roku otrzymaliśmy rozszerzoną wersję ich debiutanckiego dzieła Flamboyant, tak od kilkunastu dni możemy cieszyć się jego następcą, czyli albumem My Agenda....Dorian Electra – My Agenda (2020), recenzja Christiana Cieślaka