Doja Cat – Hot Pink (2019), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Znalezione obrazy dla zapytania: Doja Cat - Hot Pink

W końcu nadeszła pora, aby nadrobić album, który w 2019 niepostrzeżenie umknął przed moim muzycznym nosem, a nie powinien. Na szczęście dla Doja Cat i jej twórczości, w 2020 udało się jej na tyle mnie zachwycić takim kompozycjami jak Boss Bitch, Say So, czy Cyber Sex, iż nie mogłem odmówić sobie przyjemności spotkania z jej różowym wcieleniem, co zowie się Hot Pink. Oto jak wygląda świat gorącego różu Doja Cat, kwartał po jego światowej premierze.

Z pewnością Amalaratnie Zandili Dlamini, bo tak naprawdę nazywa się Pani Cat,nie można odmówić pomysłu na siebie wyrażającego się poprzez nie zawsze poważną muzykę oraz swój wielobarwny wizerunek. Oczywiście nie jest pierwszą na świecie wokalistką, która romansuje z różnorodnymi stylami muzycznymi, kolorem włosów, czy fasonami swoich szalonych kreacji. Jednak jak niewielu z tych, co silnie inspirują się takimi ikonami jak Nicki Minaj, czy Lil’ Kim, Doja Cat zdaje świetnie odnajdywać się w tym tęczowym bałaganie, gdzie raperka równie dobrze może być też reprezentantką popowej sekcji muzycznego biznesu. Z pewnością nie można też odmówić jej bogatej osobowości, co ma odzwierciedlenie w tym co tworzy. Wydaje mi się, że wszystkie teledyski promujące Hot Pink powstały dzięki jej autorskiej inwencji, a nie skrupulatnie sporządzonym pod konkretną grupę demograficzną pomysłom jej menadżerów, co z pewnością się chwali. Zatem Pani Cat nie brakuje praktycznie niczego, by zostać jedną z najbardziej rozpoznawalnych artystek mojego pokolenia, oprócz swojego unikatowego brzmienia.

Hot Pink to zbieranina fajnych i ciekawych pomysłów oraz krajobrazów, które niestety z każdym kolejnym utworem zdają się być co raz bardziej wtórne i przewidywalne. Tak jak zaczyna się rozkosznie, a zarazem ponętnie wraz z utworem Cyber Sex, tak kończy się dość nudnawo za sprawą Better Than Me (nie licząc znanego już wcześniej Juicy z gościnnym udziałem Tygi). Odniosłem wrażenie, że po ostatniej nucie Talk Dirty Doja Cat zabrakło po prostu pomysłów na kolejny ciekawy utwór. Zresztą nie jest to takie dziwne, gdy w 2018 wydało się swój debiutancki album i od tamtej pory ciągle coś muzycznie czynisz. Dodatkowym problemem było dla mnie zaaranżowanie trzech ostatnich kompozycji, czyli Addition, Streets oraz Shine. Nie chcąc węszyć spisku, Doja najzwyczajniej nie brzmi jak Doja ze swoich wcześniejszych piosenek zgromadzonych na Hot Pink. Oczywiście nie wykluczam, że Pani Cat dysponuje tak plastycznym głosem, który idealnie sprawdziłby się w pracy aktora dubbingowego, jednak w takiej sytuacji oczekiwałbym spójności w tym, jak brzmi artysta wykonujący swoją muzykę.

Największą siłą Hot Pink są jego single, co zresztą nie powinno dziwić, kiedy stały się takimi przebojami w mediach społecznościowych. Say So to idealne disco XXI wieku – uwielbiam w nim delikatną, choć nadal zadziorną stronę Pani Cat. Cyber Sex jest przeuroczo zabawne i do tego nie tak bardzo wulgarne, jak można by było się na pierwszą nutę spodziewać. Rules charakteryzuje się bezkompromisową butą, pewnością siebie i szczególną dla Doja Cat niepokornością. Bottom Bitch świetnie odnosi się do jej początków, gdy postanowiła rzucić szkołę, by zostać artystką i założyła zespół garażowy, co utwór idealnie to uchwycił w swojej niechlujności. Natomiast Like That to klasyczny reprezentant R&B ostatnich paru, choć nie można mu zarzucić bycia nudnym.

Sporo miłego o Hot Pink mówi też jego wyśmienita muzyczna produkcja. Jak już mówiłem wcześniej, sama Doja Cat nie zawsze brzmi jak ona, więc tutaj trzeba zganić twórców. Jednak pod względem czysto ogólny, jest naprawdę dobrze. Pod względem lirycznym Pani Cat ma jeszcze trochę pracy przed sobą, jednak ma też talent oraz pomysły, a z tym w świecie muzyków czasem bywa różnie. Spośród pozostałych utworów moje serce zdobył bezapelacyjnie Won’t Bite, który świetnie plasuje się gdzieś między zadziorem Rules, a słodyczą Say So – oby więcej takich perełek. Niestety pozostałe piosenki potrzebowałyby większego dopieszczenia i jakieś przewodniej idei, a zdają się jej niestety nie mieć, co szczególnie rzuciło się w uszy przy utworach Shine oraz Streets.

Doja Cat to artystka z sukcesami. Choć niewiele jej brakuje by osiągać również sukces artystyczny, sądzę, że osiągnie go równie szybko jak niektóre jej piosenki, które stały się viralowymi przebojami. Hot Pink nie jest najlepszym albumem w historii, ale przy odrobinie dobrego nastroju, może stać się jedynym z waszych ulubieńców zakończonego już roku 2019. Pani Cat życzę sukcesów i dużo świetnych kompozycji, które rozgrzeją moje różowe serce.

Doja Cat - Hot Pink
  • Data premiery: 07 11 2019
  • Single: Juicy, Bottom Bitch, Rules, Cyber Sex, Say So, Like That
Najlepsze utwory: Say So, Rules, Cyber Sex, Won't Bite, Juicy
Najsłabsze utwory: Shine, Better Than Me, Streets


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

W końcu nadeszła pora, aby nadrobić album, który w 2019 niepostrzeżenie umknął przed moim muzycznym nosem, a nie powinien. Na szczęście dla Doja Cat i jej twórczości, w 2020 udało się jej na tyle mnie zachwycić takim kompozycjami jak Boss Bitch, Say So, czy...Doja Cat - Hot Pink (2019), recenzja Christiana Cieślaka