Bardzo ładny album, tylko troszeczkę warszawski. Dłonie – Goniłem za słońcem, bo myślałem, że to dojrzałe mango, 2022 (recenzja)

Inne recenzje

„Z tysiąca szarych biur
Zmęczony wyszedł chór
Odstawił w kąt liczydła
Wykąpał się w powidłach
I zapadł w sen i śnił
A tu nagle pogoda
Taka dobra pogoda na szczęście”

Tak pisze Agnieszka Osiecka – moim zdaniem o pierwszym grudniowym śniegu. Jak to dobrze, że w tym roku pierwszy śnieg zgrał się czasowo – przynajmniej w Warszawie – z premierą albumu, na taką pogodę doskonałego, który z podobną czułością otulić może przytłoczonych Listopadem i Przesileniem, Wszystkich. Mam tu na myśli płytę małego i warszawskiego zespołu Dłonie, o zdecydowanie za długim i zbyt rozczulającym tytule Goniłem Za Słońcem, Bo Myślałem, Że To Dojrzałe Mango. Samo nagranie jest za to zdecydowanie za krótkie, zwłaszcza że zespół na drugą swoją płytę kazał czekać trzy lata.

W międzyczasie grał swoją muzykę na koncertach w okolicznościach równie kameralnych co ich muzyka. Ich piosenki pałają właśnie atmosferą, zadymionego, zaciemnionego i zatłoczonego pubu, w którym jednak, jak nigdzie indziej, można być z kimś przez chwilę bardzo delikatnym.

„Lekkie dłonie masz i chwytasz nimi za gałęzie suche,
Widzę, że oddalasz się od ziemi z każdym swoim ruchem.
Sam wysnułeś swoje wnioski, nie wiesz dokąd cię poniosą,
Idziesz z głową w ciasnym słoju całkiem popękaną szosą.
Znów patrzyłeś długo w słońce, aż cię rozbolały oczy,
I myślałeś o czymś ważnym, ale nie pamiętasz o czym”

Mniej kategoryczni, niż Pablopavo, mniej rozedrgani niż ostatni album Natalii Przybysz i Kory, mniej pretensjonalni niż większość piosenek o miłości Osieckiej, i dużo ciekawsi niż soundtrack Piosenek o miłości, polskiego filmu z 2021 roku. Jednak cała ich opowieść muzyczna osadzona jest właśnie w tych dźwiękach i sposobach mówienia o świecie. Rozwlekłe, delikatne dźwięki przetykają konsekwentnie perkusją i śpiewają na tle tego kompletnie industrialną poezję.

Opowiadają w ten sposób o miejskiej codzienności, romantyzując każdy jej wycinek. Uchwycają rzeczywistość jak analogowe zdjęcie, ze zbyt wysoką czułością na światło, zapisując w swoich piosenkach świat, w którym nie wiadomo, czy bardziej istotne jest zauroczenie, czy powrót w deszczu z nowym kaktusem do domu. Tylko podejrzewać można, że kluczowy dla podmiotu lirycznego jest jednak drugi z tych incydentów.

-
  • Data premiery:
  • Single:
Najlepsze utwory:
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

„Z tysiąca szarych biurZmęczony wyszedł chórOdstawił w kąt liczydłaWykąpał się w powidłachI zapadł w sen i śniłA tu nagle pogodaTaka dobra pogoda na szczęście” Tak pisze Agnieszka Osiecka – moim zdaniem o pierwszym grudniowym śniegu. Jak to dobrze, że w tym roku pierwszy śnieg zgrał...Bardzo ładny album, tylko troszeczkę warszawski. Dłonie - Goniłem za słońcem, bo myślałem, że to dojrzałe mango, 2022 (recenzja)