Deszczowe pożegnanie wakacji z Tomem Odellem. Relacja Martyny Adamowskiej

Giving me a feeling I can’t define, czyli emocje towarzyszące publiczności podczas sobotniego koncertu Toma Odella.  Nawet ulewny deszcz nie zepsuł niezapomnianych wrażeń z poznańskiego Late Summer Festivalu.

Znalezione obrazy dla zapytania Late Summer Festival

Nigdy wcześniej tak bardzo nie wyczekiwałam zakończenia wakacji. Do szkoły chodzić już nie muszę, a 1 września miałam po raz pierwszy zobaczyć na scenie bardzo ważnego dla mnie artystę. Wiem, artysta to wielkie słowo, ale w tym przypadku na pewno nie przesadzone. Tom Odell po raz kolejny odwiedził polską publiczność i zawładnął ich muzycznymi sercami.

Nie ulega jakiejkolwiek wątpliwości, że to właśnie do Odella należał najbardziej wyczekiwany koncert wieczoru. Jego występ poprzedzały ciekawe głosy polskiej sceny, które również zasługują na uwagę. Wystąpili m.in. Ralph Kamiński, Daria Zawiałow, Kasia Nosowska. Mimo wszystko najbardziej chciałabym się skupić na występie, który skradł moje serce od pierwszych minut.

Długo czekałam, by móc usłyszeć ten fenomenalny talent na żywo. Tym sposobem w sobotni wieczór spełniło się moje małe muzyczne marzenie. Kiedy panowie wyszli na scenę, emocje sięgnęły zenitu, a strugi deszczu przestały mieć jakiekolwiek znacznie. Wszyscy zapomnieli o niesprzyjającej aurze pogodowej, by wsłuchać się w dźwięki.

Jako pierwszy wybrzmiał utwór I Know, pamiętający debiutancki album. Od tej chwili nie było już wątpliwości jak piękny wieczór przed nami. Chwilę potem usłyszeliśmy singiel o przewrotnym tytule Wrong Crowd. W ciągu kilkudziesięciu minut przeprowadzono nas przez ścieżki całej twórczości brytyjskiego muzyka. Usłyszeliśmy najdawniejsze utwory, a także premierowe niespodzianki z nadchodzącego krążka pt. Jubilee Road, za pomocą których londyńska ulica na kilka chwil przeniosła się do Poznania.

Można powiedzieć, ze zaserwowali nam pewnego rodzaju huśtawkę emocjonalną – od wzruszeń po radosną euforię. Another Love wzbudziło największy entuzjazm wśród publiczności, Heal niesamowicie wzruszyło, Entertainment okazało się definicją zabawy i rozrywki, a przy Hold Me pokazał swój prawdziwie rockowy pazur.

Tom jest prawdziwym artystą, który w pełni angażuje się w to, co robi. Co więcej, doskonale umie zarazić tym tłumną publikę. Bije od niego charyzma i artyzm, przejawiające się dosłownie w każdym dźwięku. Na odległość widać, że żyje muzyką i czuje ją w każdej kości. Tego lata, niemal co tydzień miałam okazję bywać na muzycznych wydarzeniach i z czystym sumieniem mogę przyznać, że właśnie ten występ urzekł mnie najbardziej ze wszystkich.

Wystarczy tych pochwał, niestety były też pewne niedociągnięcia, które dość rzucały się w oczy. Patrzę na to łaskawym okiem, gdyż była to pierwsza edycja festiwalu. Trzeba przyznać line-up dobrano dobrze i to na pewno przyciągnęło wielu festiwalowiczów, mimo to w moich oczach organizatorzy przed przyszłorocznym eventem powinni trochę się jeszcze podszkolić. Brak telebimów podczas plenerowych koncertów nie jest najlepszym pomysłem, zwłaszcza gdy przewiduje się niemałą publikę. Akurat tego wieczoru przydałyby się, ponieważ wirujące parasolki utrudniały widoczność. W przyszłym roku również warto wziąć pod uwagę opaski, które zapewniają opuszczanie i powracanie na teren festiwalu.

Powiązane tematycznie