W Stanach Zjednoczonych od kilku miesięcy panuje wielkie szaleństwo na punkcie EDM – Electronic Dance Music. Kto jest tego sprawcą? Głównie Skrillex, jednak osobą stawianą na równi z producentem dubstepu jest deadmau5, który ponad tydzień temu zaprezentował swój szósty studyjny album.
Do albumu podchodziłem z wielkim apetytem, gdyż dwa pierwsze single mocno zachęcały do przesłuchania > album title goes here < (swoją drogą dosyć intrygująca nazwa, czyżby Zimmerman nie miał pomysłu na tytuł?). Maths oraz The Veldt, zdecydowanie kładąc nacisk na drugi kawałek, powinny zachęcić już po pierwszym usłyszeniu do kupna, bądź przynajmniej mocniejszym zainteresowaniem się albumem.
Zaczynając od Superliminal możemy spodziewać się mocno elektronicznego longplay’a, który przypadnie do gustu wszystkim fanom muzyki tanecznej. Następnym utworem jest Channel 42, który deadmau5 wyprodukował razem z Wolfgang Gartnerem. Nie jest to może bardzo dobry kawałek, jednak sam fakt zaproszenia Joey Youngmana jest mocnym punktem tego krązka.
Utworowi The Veldt postanowiłem poświęcić osobny akapit, gdyż jest to dla mnie jedna z najlepszych piosenek 2012 roku. Wokal Chrisa Jamesa i lekka kompozycja, odstająca od pozostałych z płyty, Joela Zimmermana to mistrzowskie połączenie. Sam fakt wyprodukowania tego utworu to inspiracja krótką historią autorstwa Ray’a Bradbury’ego, o tym samym tytule. Sam podkład został stworzony podczas 22-godzinnej sesji nagraniowej (którą deadmau5 transmitował na żywo w internecie w marcu 2012 roku). Kilka dni później Zimmerman znalazł Chris Jamesa, który stworzył własną koncepcję wokalu do tej piosenki. Joel zaskoczył się mocno wokalem artysty oraz tekstu, związanego z historią Bradbury’ego. Świetny utwór, który mocno podwyższył ocenę całej płyty.
Co do reszty utworów. Pierwszy singiel tego albumu – Maths to kawałek przypominający produkcje Justice czy Digitalism. Professional Griefers to kolejny mocny plus dla Zimmermana, ze względu na dołączenie do wszystkich utworów poniekąd stylu rockowego i brzmień gitarowych oraz przede wszystkim wokalu Gerarda Waya’a z My Chemical Romance. Pozostałe kawałki to zupełnie inne, od wcześniej wymienionych. Niektóre przypominają produkcje duetu Orbital (jak Fn Pig) czy Johna Digweeda (jak There Might Be Coffee). Close i October to typowo trance’owe utwory, co jest dowodem na to, że Zimmerman sprawdza się w każdym gatunku muzycznym.
Podsumowując, Joel Zimmerman swoim szóstym albumem potwierdził klasę i różnicę pomiędzy nim, a innymi producentami muzyki elektronicznej. Wolfgang Gartner, Gerard Way czy przede wszystkim Chris James świetnie sprawdzili się na tym longplay’u i mogę śmiało stwierdzić, że cały album (szkoda, że ocenę zepsuły dwie ostatnie piosenki z płyty) zasługuje na bardzo wysoką pozycję na liście najlepszych albumów roku 2012.

