Udany powrót po dobrze przyjętym debiucie to jedno z największych wyzwań, z jakim musi zmierzyć się twórca. Rosnące oczekiwania są nieodłącznym elementem odliczania dni do premiery drugiego album uwielbianego artysty, który już za pierwszym razem ustawił sobie wyjątkowo wysoką poprzeczkę. Billie Eilish niewątpliwie należy do tego grona. Artystka tworząc swój debiutancki album When We All Fall Asleep, Where Do We Go?, pozornie dała upust całej tlącej się w niej kreatywności. Efektem okazał się jeden z najlepszych albumów minionej dekady, nagrodzony czterema najważniejszymi statuetkami Grammy. Zaledwie dziewiętnastoletnia, młoda artystka przyzwyczaiła słuchaczy do wykorzystywania pomysłowych dźwięków oraz niekonwencjonalnych, lecz natychmiastowo zapadających w pamięć, mocnych bitów. Charakterystyczne brzmienie w połączeniu z anielskim głosem Eilish oraz trafiającymi w sedno tekstami zaowocowało wieloma globalnymi hitami oraz błyskawicznym wspięciem się Billie na szczyt popularności.
W tej wyliczance nie sposób pominąć znaczenia współpracy z niezwykle zdolnym i pomysłowym producentem oraz autorem tekstów – bratem Billie, FINNEAS’em. To on, po napisaniu przeboju Ocean Eyes początkowo stworzonym na potrzeby jego zespołu, uznał, że kawałek świetnie zabrzmiałby zaśpiewany przez jego, 14 letnią wówczas, młodszą siostrę. Kawałek momentalnie zdobył ogromną popularność, rozpoczynając sławę rodzeństwa, które okazało się mieć znacznie więcej do zaoferowania światu.
Nic dziwnego, że drugi album Billie Eilish był jednym z najbardziej wyczekiwanych wydawnictw roku. W kontraście do debiutu, Happier Than Ever miał przyjąć nieco spokojniejszy ton. Nie wszyscy okazali się zachwyceni taką zmianą kierunku, przedwcześnie przewidując, że wydany wraz z końcem lipca album nie powtórzy sukcesu swojego poprzednika, jednak moim zdaniem świadoma rezygnacja z niektórych stosowanych poprzednio rozwiązań często okazuje się korzystnym rozwiązaniem – pozwala uniknąć powtarzalności, a także otworzyć się na nowe rozwiązania oraz otwiera drogę do poszukiwania innych form ekspresji.
Na Happier Than Ever Billie udowadnia, że wciąż ma wiele historii do opowiedzenia, z pewnością nie jest to wydawnictwo nudne lub powtarzalne. Jeśli ktoś, sugerując się tytułem, obawia się, że jest to album złożony z nudnych, optymistycznych i beztroskich ballad – nie powinien. Co prawda pozornie nie znajdziemy na albumie kawałków tak wstrząsających słuchaczem jak w przypadku Bad Guy, jednak nie powinniśmy się do niego zrażać przedwcześnie. Nie brakuje charakterystycznych dla Billie odważnych, kreatywnych brzmień, umiejętnie wykorzystywanej elektroniki, humoru ani świetnie skomponowanych tekstów.
Album otwiera hipnotycznie pulsujący kawałek Getting Older. Tekst utworu pozwala zagłębić się w wyzwania, którym Billie stawia czoła każdego dnia, a utwór urzeka swoją wnikliwością. Zapowiada też stale obecną i łatwo wyczuwalną autorefleksyjność wydawnictwa. Jednym z głównych motywów albumu jest proces dorastania, poznawania samej siebie oraz rosnąca, połączona z lękiem ekscytacja związana z nadchodzącą wielkimi krokami przyszłością. Pierwszym utworem stanowiącym przedsmak nadchodzącego wydawnictwa był wydany rok temu singiel my future, który wciąż pozostaje jednym z najbardziej emocjonalnych kawałków na albumie. Mimo że od daty premiery przesłuchałam go wiele razy, jako część całości wciąż brzmi świeżo. Również w tym przypadku, wraz z Billie, wgłębiamy się w proces poznawania samej siebie, budowania jej miłość do samej siebie, jak i nadziei związanych z tym co jeszcze nieznane.
Na wydawnictwie nie brak również refleksji dotyczących złamanego serca czy radzenia sobie z traumami. Za serce chwyta świetnie napisana, promująca album ballada Your Power, opowiadająca o toksycznym związku oraz o dochodzeniu do siebie po uwolnieniu się z takiej relacji. Do podobnych przemyśleń skłania zamykająca album, piosenka Male Fantasy, gdzie Billie w akompaniamencie akustycznej gitary śpiewa I know I should, but I could never hate you.
Kolejnym z głównych motywów nowej twórczości Eilish są przytłaczające ją negatywne konsekwencje sławy, z którymi musi mierzyć się jako jedna z najpopularniejszych artystek młodego pokolenia. W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć między innymi o wydanym kilka tygodni temu singlu NDA, który niemalże natychmiastowo urzekł mnie kryjącą się w nim melancholią. To w nim Billie opowiada o braku prywatności oraz konieczności ukrywania się przed stalkerami w tajnej posiadłości. Wszystkie te doświadczenia, związane zwłaszcza z ciągłą krytyką, owocują u artystki przemyśleniami, znajdującymi fenomenalną, zmuszającą do myślenia kumulację w recytowanym utworze Not My Responsibility. To swego rodzaju statement, w którym w akompaniamencie świdrującego uszy dźwięku Billie wyraziła swoją frustrację związaną z ciągłymi założeniami o niej oraz krytycznymi ocenami, z którymi musi się mierzyć niezależnie od tego jaką decyzję podejmie lub jakie ubranie założy. Cieszę się, że ten utwór ukazał się na albumie, myślę, że jest ważnym głosem nie tylko dla Billie, ale również dla każdego, kto nie mogąc spełnić oczekiwań całego świata traci pewność siebie i gubi się w sobie. Poznaliśmy Billie jako nastolatkę, lubującą się w szerokich, ekstrawaganckich ciuchach i kolorowych włosach. Szybko została przedstawiona jako kontrast dla innych gwiazd popu, znanych z odważnego eksponowania swojego ciała, a jej decyzja o wzięciu udziału w sensualnej sesji zdjęciowej dla Vouge, wywołała ogromny sprzeciw niektórych odbiorców. Jednak w pewien sposób każdy z nas stawia czoła ocenianiu naszego ciała lub ciągłej krytyce naszych upodobań – jednak Billie uczy nas, że to w zasadzie nie nasza sprawa, bo nasza wartość nie zależy od cudzej opinii na nasz temat.
Intrygujące dźwięki i fenomenalna produkcja błyskawicznie stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów muzyki Amerykanów, co znajduje odzwierciedlenie również tym razem. Nie sposób nie przyznać, że Billie i Finneas wiedzą jak stworzyć hit – piosenkę, o której wszyscy będą mówić i którą każdy, chcąc nie chcąc, kiedyś usłyszy. Produkcyjnie żaden kawałek w dyskografii Billie nie odstaje poziomem od reszty, jeśli chodzi o brzmienie utworów na tym albumie nie ma żadnego słabego punktu. Happier Than Ever w niesamowity sposób wciąga słuchacza w swój świat, zachowując jego uwagę do ostatniej minuty. Każdy kawałek ma swoje unikalne brzmienie, a mimo to wydawnictwu nie można zarzucić braku spójności. Już pierwsze kawałki takie jak rozpoczęte szczekaniem wściekłych psów I Didn’t Change My Number czy nieco delikatniejsze, dojrzałe Billie Bossa Nova to świetne przykłady udowadniające, że w aspekcie produkcji i warstwy muzycznej kawałki Billie nie mają sobie równych. A to dopiero początek. Fanom mocniejszych numerów Eilish na pewno przypadnie do gustu nuta Oxytocin. Nie brakuje w niej tradycyjnej żartobliwości, ironii i odrobiny umiejętnie wykorzystanego mroku. Ekscytację jedynie wzmacniają umiejętnie zastosowane syntezatorów i efektów specjalnych. Następnie przychodzi kolej na podobnie wciągający kawałek GOLDWING, który początkowo wydaje się bardziej stonowany. Piosenka rozpoczyna się od zapętlonego wersetu z hinduskiego tekstu Rig Veda, by później przyspieszyć tempo i przypomnieć słuchaczowi z czyją muzyką ma do czynienia. W tej wyliczance nie może zabraknąć też pełnego humoru, wpadającego w ucho Therefore I Am, od którego po przesłuchaniu nie sposób się uwolnić. Album cichnie wraz z rozpoczęciem się tytułowego utworu, który okazuje się największym zaskoczeniem albumu. Piosenka w płynny i zaskakujący sposób ewoluuje od sennej ballady do pełnej gniewu i rockowego, gitarowego brzmienia.
Ogromnym atutem twórczości Billie Eilish jest doskonałe zrozumienie nie tylko wyzwań współczesnej młodzieży, ale również jej fantazji. Doskonale łączy mroczność i bezkompromisowość z melancholią, czarnym humorem, ironią. Mimo młodego wieku potrafi znaleźć złoty środek między hałasem a ciszą. W akompaniamencie doskonałej produkcji, przelewa swoje myśli w szybko wpadające w ucho, pozornie proste teksty, z którymi niejedna osoba może się utożsamić, którym ciężko odmówić trafności. I mimo rosnącej sławy, pozostaje w tym wszystkim wyjątkowo szczera i autentyczna. Happier Than Ever to kolejny powiew świeżości na mainstream’owej scenie muzycznej. Sięgając po znane każdemu problemy, Billie udaje się uzyskać reakcję inną niż znudzone ziewnięcie. Melodie, wokale i teksty są jednolicie świetne, a Billie Eilish zachowuje swoją pozycję jako fenomen kulturowy młodego pokolenia. Wierzę, że rodzeństwo O’Connell ma jeszcze wiele asów w rękawie i muszę przyznać, że nie mogę się doczekać kolejnych owoców współpracy Billie i Finneasa.
- Data premiery: 30 07 2021
- Single: My Future, Your Power, Therefore I Am, NDA, Lost Causes
