Postać Czesława Mozila jest o tyle wyjątkową na polskiej scenie muzycznej, że wzbudza sympatię zarówno starszych, jak i młodszych pokoleń. Teatralność jego twórczości, jak i tematyka utworów, w których artysta często porusza tematy trudne i życiowe, przyciąga przeważnie dojrzalszych słuchaczy. Jednakże okazuje się, że piosenek Mozila często słuchają także dwudziesto i trzydziestolatkowie, chociażby przez sentyment do muzyka, który popularny był już w czasach ich dzieciństwa, czy młodości. Międzypokoleniowa rozpoznawalność Czesława skutkuje zatem tym, że postawa i poglądy artysty, które wyraża w swoich utworach są odbierane przez liczne grono Polaków, wywierają na ich przemyślenia realny wpływ. Odważnie stwierdzam, że bycie wpływowym to szalenie wielka odpowiedzialność społeczna, a nieśmiało dodaję, że każdy artysta powinien być tego świadomy. Szczególnie teraz, gdy o popularność jest łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej.

Na #IDEOLOGIĘMOZILA czekałam od pierwszej zapowiedzi. Spośród dwunastu (jeśli liczyć Outro) kawałków, trzy mieliśmy okazję usłyszeć przed premierą. Single Mama zawsze mówiła i Dzień w którym uśmiech znikł pojawiły się w serwisach streamingowych w ostatnim miesiącu. Z kolei utwór Z miłości dostępny był w Internecie od 2020 roku, natomiast jedynie w solowym wykonaniu Mozila. Kiedy na płycie usłyszałam wspólny wraz z Hanią Rani wykon utworu, przyznam, że kawałek, który do tej pory jakoś specjalnie mnie nie poruszył, tym razem skradł moje serce i jest moim zdaniem najlepszym na całym albumie. Utwór opowiada o przemocy domowej, a artysta niestandardowo przyjął w nim rolę oprawcy.
W zasadzie każda z piosenek porusza jakiś problem społeczny, a Mozil mówi równocześnie za siebie, jak i przyjmuje rolę głosu ludu. Wypowiada się za wiele osób w społeczeństwie, których te kwestie dotyczą. To jednak mimo wszystko jego osobista wizja świata, co koresponduje z tytułem albumu. Teksty Mozila nigdy nie były specjalnie bezpośrednie, taki już jego styl. Dlatego też album jest moim zdaniem bardzo trudny. Nie dość, że podejmuje tematy polityczne, czy światopoglądowe – wielowątkowe i wymagające wielogodzinnych dyskusji – to jeszcze opowiada o nich używając metafor i biorąc pod uwagę tylko niektóre elementy. Nie da się przecież szczegółowo przedstawić perspektywy osoby, która świadomie decyduje o tym, że nie chce mieć dzieci, czy też problemu przemocy domowej w czterominutowym kawałku.
Nie da się ukryć, że jednym z celów Mozila jest zwrócenie uwagi na istotne sprawy i sprowokowanie słuchacza do myślenia. Można się zatem pokusić o skrytykowanie go za używanie do tego niezrozumiałego dla wielu przekazu. Taka uwaga byłaby jednak moim zdaniem krzywdząca i niesprawiedliwa w stosunku do artysty. Uderzałaby bezpośrednio w jego osobiste podejście do sztuki i sposobu ekspresji, do którego Mozil, jak i każdy twórca ma przecież pełne prawo.
Kolejność utworów w składance nieco mnie zaskoczyła. Myślę, że słusznie było rozpocząć album od kawałka Dzień w którym uśmiech znikł, którego przekaz jest skierowany chyba do najszerszej grupy odbiorców. Utwór opowiada o aktualnych wydarzeniach w Polsce, artysta nawołuje do działania. Już od samego początku słuchacz zostaje wprawiony w lekki niepokój (ale i wymusza się na nim skupienie), co utrzymuje się aż do piątego kawałka – Pan tu nie stał. Piosenka z udziałem Stanisława Soyki i zespołu Bum Bum Orkestar muzycznie jest chyba najciekawsza ze wszystkich i bardzo ,,mozilowa”. Opowiada o niezrozumieniu między pokoleniami, co jednak nie było dla mnie od początku tak oczywiste.
Gdybym miała wybrać najweselszy, a na pewno najbardziej energetyczny z utworów na płycie, bez wahania wskazałabym Mama zawsze mówiła. Piosenka opowiada o poszukiwaniu własnego ja, a pojawiający się w niej dziecięcy chór zdecydowanie ją ubogaca. Moją uwagę przykuł również kawałek Młynarzu Miel, który jest muzycznie ciekawy i inny niż wszystkie. Utwór Głód to częściowo poezja śpiewana, w mojej osobistej hierarchii uplasowałabym go na trzecim miejscu, po Z miłości i To nasze coś.
Kawałek Korsaka pojawia się tak naprawdę na płycie dwa razy. Raz w towarzystwie ciekawej aranżacji, a drugi raz jako Outro, w formie przypominającej pieśń kościelną. Ciekawy zabieg, takiego Mozila jeszcze nie słyszeliśmy. Moim zdaniem jednak sprawdzi się tylko w przypadku, gdy posłuchamy albumu od początku do końca.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że wszystkie utwory zostały napisane w języku polskim. Chapeau bas dla Czesława, który w ten sposób zawalczył, jak sam mówi, ze swoim kompleksem.
„#IDEOLOGIAMOZILA” to także płyta, która jest moją osobistą walką z kompleksem pisania po polsku. To pierwsza płyta, do której teksty napisałem w większości samodzielnie. Jako emigrant, wychowany na duńskiej ziemi, zawsze odczuwałem tremę pisząc po polsku. Tym razem podjąłem tę walkę z własnymi strachami, co było jak katharsis. Mam 42 lata, jestem wykształconym muzykiem, z dyplomem Duńskiej Królewskiej Akademii Muzycznej w Kopenhadze, ale przede wszystkim jestem prostym grajkiem, który kocha stać na scenie”.
#IDEOLOGIAMOZILA to album spójny i ciekawy pod względem muzycznym. Każdy z kawałków został dopracowany i ubarwiony w typowe dla artysty smaczki, dzięki czemu przyjemnie i płynnie się go słucha. Pojawiają się również momenty, gdzie słuchacz jest zaskoczony przebiegiem utworu i dzięki temu się nie nudzi. Fortepianu, smyczków, chóru i pięknej harmonii nie zabrakło, więc płyta o świeżym charakterze, przesiąknięta jest dobrze nam znanym, niepodrabialnym stylem autora. Na szczególną uwagę zasługują zatem aranżacje utworów. Pod względem tematyki myślę, że krążek może być przytłaczający. Praktycznie nie ma tu lekkich piosenek, a te obecne są tak zróżnicowane tematycznie, że natłok przemyśleń może sprawić, że słuchacz zniechęci się do samodzielnej analizy. Myślę, że w tym przypadku dobrą radą będzie, by album podzielić na części i dawkować sobie kolejne utwory. W ten sposób nie umkną nam te mniej wyróżniające się kawałki i w pełni zrozumiemy zamysł Czesława Mozila, a osobiście uważam, że naprawdę warto.
- Data premiery: 28 11 2021
- Single: Mama zawsze mówiła, Dzień w którym uśmiech znikł
