Cyndi Lauper – Detour (2016), recenzja Zuzanny Janickiej

„She’s so Unusual” – słowa tworzące tytuł debiutanckiej płyty Cyndi Lauper z 1983 roku towarzyszą amerykańskiej wokalistce z pewnością nie rzadziej niż przebój Girls Just Want to Have Fun. Bowiem mało która jej koleżanka po fachu pochwalić się może tak bogatą dyskografią. Nie wyraża się ona jednak w ilości studyjnych albumów, lecz liczbie gatunków, którymi już artystka się bawiła. Popowe True Colors; jazzujące, pełne klasyków At Last; roztańczone Bring Ya to the Brink czy w końcu będące ukłonem w stronę muzyki amerykańskiego południa Memphis Blues, które na moment ożywiło karierę Lauper. Na najnowszym, tegorocznym wydawnictwie wokalistka zabiera nas w podróż do Tennessee.

Chociaż między „Detour” a ostatnim krążkiem Amerykanki jest aż sześć lat przerwy, nowa płyta sprawia wrażenie naturalnego następcy „Memphis Blues”. Cyndi Lauper ponownie odrobiła lekcje i czuwała nad tym, by fani country nie poczuli się zażenowani, a jedynie tylko trochę zaskoczeni. Artystka chętnie zaprasza do duetów ludzi, którzy z danym gatunkiem są za pan brat. Tym razem są to Emmylou Harris, Vince Gill, Jewel, Alison Krauss i – największa gwiazda jej albumu – Willie Nelson.

Na Detour Cyndi proponuje nam trwającą niecałe czterdzieści minut wycieczkę po kilku dekadach, nie starając się zachować chronologii. Zaczyna od samego początku lat 60., wystawiając na powitanie bez trudu wpadające w ucho, żywsze i nowocześniejsze nagranie Funnel of Love. Datowane na połowę lat 40., lekko swingujące Detour łatwiej pozwala słuchaczowi poczuć klimat Nashville. Ładnie przedstawia się pierwsza ballada – delikatnie sunące Misty Blue.

Spokojnych kompozycji Lauper przygotowała dla nas jeszcze kilka. Jedną z nich jest nieperfekcyjnie zaśpiewane The End of the World. Do bardziej udanych należą zaś powiew retro w postaci Night Life; odprężające Begging to You; łączące country z tradycyjnym popem I Fall to Pieces oraz nieco nieporadne, ale przez to naturalne Hard Candy Christmas z gościnnym udziałem Alison Krauss.

Warto zainteresować się kobiecym, wzbogaconym lekkim pianinem i nucącym chórkiem Walkin’ After Midnight; puszczającą oko do słuchacza, rytmiczną „rozmową” Lauper z Vincem Gillem You’re the Reason Our Kids Are Ugly oraz tradycyjnym, westernowym I Want to Be a Cowboy’s Sweetheart.

Cyndi Lauper nie znosi nudy – taki prosty wniosek wysnuć można przeglądając (nawet pobieżnie) jej dyskografię. Muzyczne ADHD wokalistki mogło doprowadzić do tego, że spora część fanów poczuła się zagubiona. Wiadomo, nie każdemu sympatykowi tanecznych brzmień odpowiada vocal jazz. Mi jednak te podróże Lauper po różnych gatunkowych pagórkach się podobają, bo nie ma chyba nic gorszego dla artysty niż nuda i wypalenie. Próba nagrania płyty w klimacie country udała się Amerykance na czwórkę. Z plusem na zachętę. To co dalej? Symfoniczny metal?

Czytaj również