Cukierki – Euforia (2016), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

0
189

Artyści zabierają się do stworzenia zespołu czasami kilka miesięcy. Poszukują gitarzystów, perkusistów, basistów i wokalistów. Proces ten trwa momentami naprawdę długo. Bohaterowie recenzji, a tym samym najsłodszego zespołu w Polsce, stworzyli grupę przypadkiem, pewnej nocy w 2015 roku. Duet Rusin i Dred są dość niecodziennym połączeniem towarzyskim – aktor i realizator, którzy w zaciszu Magazine Studio Mobile wydali debiutancki longplay. Znajdziemy na nim 10 elektro-popowych kawałków, a już sam jego tytuł Euforia przynosi uśmiech na twarzy.

Znakiem szczególnym Cukierków są nienarzucające się dźwięki elektroniki. Brzmienie, które nie napada od razu słuchacza i zagłusza wszystkie jego myśli identycznymi uderzeniami przez całą długość krążka. A jeśli nawet zdarzyłoby się, że dla kogoś dźwięki stają się zbyt nachalne, wtedy na pomoc przybywa Mateusz Rusin. Jego subtelny i delikatny wokal jeszcze bardziej łagodzi muzykę Cukierków, stanowiąc idealną harmonię. Te nieagresywne dźwięki przejawiają się również poprzez dużą melodyjność całego krążka. Pomimo, że wszyscy elektronikę kojarzą z mocnymi uderzeniami techno, Euforia jest zdecydowanie daleka od tego typu muzyki.

Koncept album rozpoczyna Something, czyli intro, mniej więcej prezentujące, co czeka nas dalej. A później jest już tylko lepiej. Tytułowa Euforia jest najlepszym i niestety najkrótszym utworem na płycie. Zabieg zastosowany przy wokalu daje efekt chóru co najmniej czterech Rusinów ( :P ) i bardzo dobrze wzbogaca linię melodyczną utworu. Time o zdecydowanie bardziej wyraźnych uderzeniach rozpędza się do pewnego momentu, jednak potem wydaje mi się, że utwór trochę stoi w miejscu, czekając wybrzmienie 30sekundowego zakończenia. Singlowe Więcej utrzymuje wolniejsze tempo albumu, jednak w kolejnym utworze już nie brakuje energii i szybkości. Hałasy o zdecydowanie większej rytmiczności mają w sobie coś jeszcze. Mianowicie bardzo zabawną melodyjkę, którą Dred grając na klawiszach kieruje w stronę naszych uszu.

Drugą piątkę Euforii otwiera kompozycja Idziemy z brzmieniem nieco odbiegającym od całości płyty, szczególnie w refrenach. Oddech to przede wszystkim elektroniczna melodia z bardzo ograniczoną ingerencją wokalną i jeszcze bardziej minimalistycznym tekstem. Cukieraski są instrumentalem o zmiennym tempie i melodii. Swoją drogą brawa chłopaki za pomysłowość tytułu ;) Euforię zamykają delikatne i spokojne Materiały i outro w dźwiękach This Life. Po tym ostatnim utworze mam jeden zarzut i sugestię – śpiewanie po polsku wychodzi Mateuszowi zdecydowanie lepiej.

Płyta Cukierków jest połączeniem melodyjności i rytmiczności. Nie brakuje tam również powiewu świeżości elektroniki, a delikatność wokali jest wartością dodaną Euforii. Płyta, jako debiutancki krążek spełnia na pewno jedno zadanie – po jej przesłuchaniu czeka się na więcej. Dodatkowym plusem jest fakt, że Euforia jest od początku do końca efektem pracy Rusina i Dreda (z małą pomocą Jarka Toifla). Na sam koniec wspomnę, że ukłony należą się również autorowi okładki, gdyż taka grafika bardzo przykuwa uwagę.