Conchita Wurst – Truth Over Magnitude (2019), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Królowa Europy. Mesjasz Eurowizji. Kobieta z brodą. Po prostu Conchita, Conchita Wurst. To już ponad pięć lat od jej legendarnego występu w Kopenhadze i cztery od premiery debiutanckiego krążka Conchita. W ciągu tych kilku wiosen nie tylko porzuciła wieczorowe sukienki i zaczęła chodzić na siłownię, ale i stworzyła swoje muzyczne ja zupełnie na nowo. Conchita to dziś T.O.M. i to jest jego czas!

Zacznę od najgorszego aspektu Truth Over Magnitude, czyli od jego promocji. Przed tegorocznymi wakacjami dostaliśmy, aż pięć singli zwiastujących nowy album Conchity Wurst. Niestety z nieznanych nam przyczyn, nie otrzymaliśmy go w momencie, gdy za sprawą chociażby takich utworów jak Hit Me, czy To The Beat, potencjalne zainteresowanie widowni było największe. Czyja to była zasługa? Sama Conchita zdaje się być bardzo aktywną postacią w mediach społecznościowych, więc praca nad T.O.M. raczej nie toczyła się do ostatnich chwil przed jego publikacją. Ktokolwiek podjął taką decyzję, z pewnością nie wpłynęła pozytywnie na odbiór dzieła przez międzynarodową publiczność, a co za tym idzie również i moją. Jednak co wydaje się w tym momencie być bardziej istotne, to czy rzeczywiście warto było czekać na Truth Over Magnitude ponad cztery miesiące od premiery jego ostatniego singla? Odpowiedź jest prosta…

Moje ogólne wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Oto w nasze ręce trafia dwanaście lepszych i gorszych utworów, które mogą, ale i nie muszą porwać każdego słuchacza, jednak wyróżnia je bardzo intrygujący styl samej wykonawczyni. Conchita, jak już wcześniej wspomniałem, od paru ładnych miesięcy uosabia zupełnie inny wizerunek, niż ten, który mogliśmy podziwiać chociażby między zwycięstwem w Kopenhadze, a współprowadzeniem Eurowizji w Wiedniu. To, co Wurst obecnie ma na sobie, silnie współgra z tym, o czym i jak śpiewa. Conchita Wurst stała się bardziej męska, nieco mniej popowa, zdecydowanie bardziej poetycka i mniej obscenicznia.

Przez męskość w nowej twórczości Conchity, mam na myśli porzucenie stereotypowych kobiecych atrybutów, jak długie włosy, czy wieczorowe kreacje, na rzecz tych bliższych jej rzeczywistemu ciału. Trudno jest mi mówić o Truth Over Magnitude jako albumie świetnej popowej wokalistki, bo mało tu wokalnych popisów, ale i tanecznych, jak Firestorm, oraz pompatycznych, jak Heroes, utworów, które znalazły się na Conchita. Jej dotychczasowa sceniczna prezencja przerodziła się w nieco subtelniejszy, choć nadal bardzo wyrazisty artyzm, któremu ja nie mogę się oprzeć. Conchita za sprawą T.O.M. pokazała mi, że nie jest kolejną standardową drag queen. Kryje się za to niezwykle intrygująca persona, która mając jednocześnie wiele do pokazania, ma też wiele do powiedzenia.

Truth Over Magnitude z pewnością nie jest klasycznym popowym albumem. Zdecydowanie bliżej mu do stylistyki R&B oraz wszelakich odcieni alternatywy. Największe wrażenie zrobiła na mnie warstwa liryczna, która powstała przy udziale Conchity, Evy Klampfer oraz Albin Janoskiej. Czuć w tych tekstach coś zdecydowanie więcej, niż tylko zbitki wyrazowe. Conchita postanowiła poromansować z byciempoetką i bardzo mi się to podoba. Ze strony czysto produkcyjnej jest nieco mniej rewelacyjnie, choć i tak nie mogę oprzeć się urokowi niektórych z melodii znajdujących się na T.O.M.. Czasami brak mi w tych utworach małego akcentu, który podbiłby te najważniejsze momenty, które z pewnością tam występują. Na niekorzyść Truth Over Magnitude, nierzadko emocje wpakowane w ten album nie wybrzmiewają tak dosadnie, jak by mogły.

Do najlepszych utworów z pewnością należy zaliczyć Hit Me, bezapelacyjnie najlepsza piosenka Conchity poza Rise Like A Phoenix, jak i jedna z lepszych europejskich kompozycji tego roku. Z pozostałych singli uwielbiam również niezwykle pozytywne To The Beat oraz Forward. Na gorące oklaski z mojej strony zasługuje również Satori i Can’t Come Back. Słabych punktów praktycznie brak, może poza długością Resign, lecz jest to naprawdę żadnym problemem, biorąc pod uwagę ile dobroci przyniósł mi Truth Over Magnitude.

Kto by pomyślał pięć lat temu, że Conchita Wurst może wyrosnąć na naprawdę interesujący artystycznie projekt łączący niebanalny styl, intrygującą warstwę liryczną i naprawdę przyjemne melodie. Truth Over Magnitude to album dobry, choć z pewnością nie jest najbardziej porywającym dziełem w historii popowej muzyki. Nie można jednak odmówić mu twórczej radości, która aż wylewa się z nowego wcielenia Conchity Wurst. Bylebyśmy nie czekali na jej kolejny album długie cztery lata.

Conchita Wurst - Truth Over Magnitude
  • Data premiery: 25 10 2019
  • Single: Trash All The Glam, Hit Me, See Me Now, To The Beat, Forward
Najlepsze utwory: Hit Me, To The Beat, Can't Come Back, Satori
Najsłabsze utwory: Resign


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również