Conchita Wurst – Conchita (2015), recenzja Tomasza Frąckowiaka

Świetnie pamiętam historyczny występ na Eurowizji, podczas którego gdy tylko usłyszałem początek piosenki Conchity z miejsca ją pokochałem i byłem pewny, że to ona zdobędzie zwycięstwo. Co najlepsze stało się tak jak przepowiadałem i pomimo wszelkich agresywnych oskarżeń po konkursie oraz zarzuceń, że stanie się ona tylko sezonową gwiazdą byłem przekonany, że oni wszyscy się mylą, a to właśnie ja mamy rację. Nadszedł dzień, w którym można to nareszcie sprawdzić.  W końcu artystka/artysta wydał swój debiutancki album, który mam nadzieję rozwieje wszelkie wątpliwości i odpowie na pytanie: Czy poza brodą ma nam coś jeszcze do zaoferowania?

Krążek otwiera singlowa kompozycja  You Are Unstoppable, której bajkowa, smyczkowa melodia zachwyca, działa kojąco i wprowadza słuchacza w magiczny, wspaniały świat. Kawałkowi z całą pewnością nie można odmówić  dużej chwytliwości i lekkości, którą kipi na kilometr. W Up for Air początek  niestety nie porywa i zupełnie nie zachęca do słuchania dalej, jednak z czasem przez zmianę klimatu na nieco bardziej taneczny dużo zyskuje i staję się kolejnym materiałem na wielki hit!  Jednak te numery wydają się zwykłymi średniakami przy kolejnym bardzo marzycielskim i dającym nadzieje utworze Put That Fire Out, w którym głównym atutem jest fantastyczny chór, dodający piosence prawdziwości i piękna. Wspaniała kompozycja, pełna emocji i magii. Najlepsza do tej pory! Colours of Your Love to zupełna mieszanka uczuciowej, chwytającej za serce ballady z klubowym, elektronicznym tworem. Należy przyznać, że był to eksperyment bardzo kontrowersyjny i niezwykle niebezpieczny, jednak bez wątpienia jego efekt to prawdziwe arcydzieło, pełne świeżego i nowego spojrzenia na muzykę komercyjną.

Spodziewałem się oczywiście Conchity w repertuarze delikatnym i niezwykle emocjonalnym, śpiewającej dla osób nieakceptowanych i wykluczonych przez społeczeństwo, dlatego też bardziej byłem ciekaw jej dynamicznej, rozrywkowej twarzy  na której chciałbym się teraz skupić. Out of Body Experience to dość spore zaskoczenie, na szczęście znowu ogromnie pozytywne. Słyszymy tu trochę bębnów,  zmysłowych i duchowych hinduistycznych melodii oraz ciut elektroniki, co wszystko składa się na ten mistyczny i świetny,  taneczny numer. Kocham artystów, którzy bawią się muzyką i mieszają różne gatunki w jeden, czego efektem jest popowe Where Have All the Good Men Gone, w którym ciężko nie dopatrzeć się inspiracji soulem i jazzem. Ta piosenka bez wątpienia zawiera w sobie tyle radości i energii, że każdego rozweseli i w sekundę przywróci mu radość z życia. Piosenka Firestorme to już podróż w stronę współczesnych technopopowych brzmień, która sprawdzi się  idealnie na imprezach i sprawi, że zwłaszcza nastolatki, ale nie tylko : ) będą przy niej szaleć do rana. Czy tylko mi kawałek przywodzi na myśl hity samego Micheala Jacksona?

Conchita-Wurst-Eurovision-2014

Wróćmy, więc do kojących, rozczulający ballad za które Wurst pokochałem nie tylko ja, ale też spora część świata. W tym zestawieniu, aż ciężko znaleźć faworytów, bo właściwie każda z nich mnie czymś oczarowała i ma w sobie to coś. Jednak zdecydowanie moje serca skradło magiczne Heroes, którego piękny, miłosny tekst i emocje, ubrane w melancholijną, delikatną melodię czarują. Niesamowity utwór! Nie mogłem, oczywiście zapomnieć o historycznym, eurowizyjnym Rise Like a Phoenix, który bez wątpienia jest największym hitem albumu  i pewnie na zawsze pozostanie najcudowniejszym utworem Conchity, szczególnie przez olbrzymi sentyment ludzi i ogrom uczuć, które wręcz wylewają się z piosenki. Płytę zamyka senne i intymne Other Side of Me, przy którym nie sposób się nie wzruszyć. Piękne, poruszające i emocjonalne zakończenie wspaniałego krążka!

Podsumowując Conchita to album skończony tzn. taki w którym nie zmieniłbym nawet jednej nuty, nie usunąłbym żadnej piosenki, nic bym nie dodał. To album, który opowiada prawdziwą historię – historię straty, radości, żalu i szczęścia.To również bez wątpienia jeden z najlepszych płyt popowych, które miałem przyjemność wysłuchać. Wielkie uznanie dla artystki, która w końcu pokazała, że broda, czy niecodzienny wygląd to nie wszystko, czym potrafi urzec odbiorcę.

Czytaj również