Coma – Metal Ballads Vol. 1 (2017), recenzja Alicji Surmiak

0
490
Coma - Metal Ballads. Volume 1

Na najnowszy, szósty już album jednego z najbardziej znaczących zespół polskiej sceny muzycznej – Coma  – nie kazano nam czekać długo. Niemal równo rok po zbierającym zróżnicowane opinie 2005 Yu55, nadszedł czas na jego następcę, o kolejnym intrygującym tytule: Metal Ballads vol.1, zapowiadając jednocześnie:

Praca nad tym albumem była piękną, choć niełatwą podróżą, próbą pokonania przyzwyczajeń i stereotypów. Teraz dajemy wam to co w nas najlepsze.

Jak to jest i rzeczywiście słychać tak wielki przeskok w twórczości grupy? Włączając Metal Ballads vol.1 nie powinniśmy się przesadnie kierować tytułem, bo na próżno szukać tu faktycznie typowych, metalowych ballad. Ale za to porządnego alternatywnego rocka, czerpiącego z lat 70. – jak najbardziej. Łatwo się od tego klimatu uzależnić.

Kompozycja otwierająca ten album to jedna z ciekawszych, które tu znajdziemy. Uspokój się jest uzależniające – ciężko uwolnić się zarówno od wciąż powracających do głowy charakterystycznych dźwięków instrumentów, linii melodycznej, poruszającego tekstu. Wrażenie to, w spotęgowanej wersji przynoszą singlowe Lajki, w teledysku do których ujrzeć możemy debiutującą w tym roku Darię Zawiałow

Na nowym albumie Comy choć na chwilę nie ustępuje świeżość i energia. Panowie instrygują i choć każdy z utworów jest po prostu mocny i gitarowy, to jednak każdy potrafi czymś zaskoczyć – a to już ogromny plus. Snajper urzeka zmysłowością powolnych zwrotek przeplatanych głośnym refrenem. Odwołone to niezmienne szybkie tempo i hałas. Grupa szybko zyskała też moją sympatię istną perełką wśród innych nagrań – wyraźne, charakterystyczne, gitarowe riffy i intrygujący wokal Roguckiego  wyśpiewującego tytułowe słowa w Widzę do tyłu składają się na jedną z najlepszych kompozycji, jakie tylko możemy tu spotkać.

Celuję w ciebie palcem, ale chciałbym, by to był karabin.

– śpiewa wokalista w wciąż gitarowej, choć lżejszej od reszty piosence Cukiernicy, by zaraz potem obsypać nas równie intrygującym Confetti. Znajdziemy tu również ponad pięciominutowe Za chwilę przestaniemy świecić, ujmujące wykrzyczaną, psychodeliczną końcówką. Tę psychodelię utrzymują zamykające krążek Proste decyzje, będące właściwie podsumowaniem tego, co zespół oferuje nam na swoim najnowszym wydawnictwie, a również Odniebienie jest utrzymane w podobnym klimacie. Jednym z najbardziej wyróżniających się tu punktów jest także utwór Za słaby, zaskakujący akustycznymi elementami.

Metal Ballads vol.1 poruszające jest też pod względem bogatej i intrygującej warstwy lirycznej, skłaniającymi do myślenia, niebanalnymi tekstami. Pojedyncze wersy zapadają w pamięci, jak chociażby ten z Uspokój się: 

Nie da się wymienić całego powietrza. Trzeba się nauczyć inaczej oddychać.

Nie sposób też nie zwrócić uwagi na tekst Lajków, który właściwie odgrywa tu najbardziej znaczącą rolę:

Gdy pomyślałem, że mnie zechcesz, to polubiłem cię na fejsie. Ale myliłem się i wiem, że mnie nie chcesz. Oddawaj wszystkie moje lajki.

Metal Ballads vol.1 to krążek w pierwszym odczuciu mało różnorodny – bo właściwie warstwa instrumentalna faktycznie taka jest, ale to dobrze, bo dzięki temu ta płyta jest spójna. Mimo wrażenia mało ciekawej i głośnej, z biegiem czasu łatwo się do niej przekonać. Przede wszystkim brzmi świeżo. Jest głośno i hałaśliwie, ale w tym wszystkim nie bezmyślnie. Choć po eksperymentalnym poprzedniku ciężko mi stwierdzić, czy rzeczywiście jest lepiej, błędem byłoby mówić, że to płyta słaba. A na pewno to coś nowego – odejście od dawnych koncepcji. A więc obietnica, którą zapowiadano to wydawnictwo, została spełniona.