Coldplay – A Rush of Blood to the Head (2002), recenzja Zuzanny Janickiej

Zespół Coldplay poznałam za sprawą krążka Viva La Vida. Potem nadszedł czas na elektroniczne Mylo Xyloto i się zaczęło. Nie sądziłam, że muzyka Coldplay aż tak będzie na mnie działać. Dziwne byłoby, gdybym za chwilę nie sięgnęła po pierwsze albumy w dyskografii tej czwórki mężczyzn z Wielkiej Brytanii. Studyjne krążki pochłonęłam w mgnieniu oka, a dziś postanowiłam zaprezentować wam mój ulubiony album zespołu – A Rush of Blood to the Head.

To drugi album Coldplay. Poprzedni, Parachutes, sprawił, że o zespole z Wielkiej Brytanii stało się głośno na całym świecie. Debiut rozszedł się w ponad 8 milionach egzemplarzy i przyniósł takie hity jak Yellow czy Trouble. Taki wyczyn trudno powtórzyć. Wiele osób miało nadzieję, że Coldplay to sezonowy zespół, którego gwiazda zabłysła tylko na chwilę. Jak bardzo się przeliczyli! A Rush of Blood to the Head było jeszcze bardziej chwalone przez krytyków i słuchaczy. Przysporzyło zespołowi nowych sympatyków nie tylko w Europie, ale i za oceanem, gdzie zakupiło go ponad 4 miliony ludzi. Na dokładkę dodam, że płyta znalazła się na 473. miejscu najlepszych albumów wszech czasów magazynu Rolling Stones.

Dobra, tyle liczb. Trzeba przejść do konkretów. Między Parachutes a drugim krążkiem jest sporo różnic. Przede wszystkim A Rush of Blood to the Head to album bardziej przemyślany i dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Bardziej rockowy, bogatszy w dźwięki i emocje. Wrażliwszy. Przyjemny, ale przede wszystkim jakiś. Zajmujący, nie pozwalający przejść obok siebie obojętnie oraz… idealny.

http://www.youtube.com/watch?v=EqWLpTKBFcU

Pierwszym singlem z drugiej płyty wybrana została piosenka In My Place. Coldplay nagrali ją podczas prac nad Parachutes, ale ostatecznie znalazło się dla niej miejsce na A Rush of Blood to the Head, co było dobrym posunięciem. Zakochałam się w niej niemalże od razu. Jest to prosty, ale chwytliwy kawałek. Kolejnym singlem wybrano balladę The Scientist. To jeden z najmocniejszych punktów na płycie! Prawdziwa perełka. Urokliwy, chwytający za serce utwór. Cudowne, delikatne dźwięki pianina wspaniale komponują się z wokalem Chrisa. Nie jest to na szczęście jedyna ballada na albumie. Kolejną (moim zdaniem nawet lepszą) jest Green Eyes. Na początku nie zwracałam na to nagranie większej uwagi. Do czasu. Usiadłam, posłuchałam i… zatraciłam się w tych dźwiękach. Za każdym razem kiedy jej słucham, czuję się tak, jakby zespół grał ją tylko dla mnie (tak, mam zielone oczy). Tytułowy utwór – A Rush of Blood to the Head – również można zaliczyć do spokojniejszych. Do czasu… . Refren jest mocny, zdecydowany. Stanowi świetny kontrast do powolnych i stonowanych zwrotek. Uwielbiam tekst do tego utworu:

I’m gonna buy a gun and start a war, if you can tell me something worth fighting for and I’m gonna buy this place, is what I said, blame it upon a rush of blood to the head (PL: Mam zamiar kupić broń i rozpętać wojnę, jeśli powiesz mi coś, o co warto walczyć, mam zamiar kupić to miejsce, tak, jak mówiłem i zrzucić całą winę na uderzenie krwi do mózgu).

Ostatnia piosenka zwalnia jeszcze bardziej. Amsterdam to wolny, cichy utwór. Nie wpada w ucho tak szybko jak inne piosenki  na tym krążku, ale warto dać mu szansę i uważnie się w niego wsłuchać. Nie należy pomijać stonowanego, prostego nagrania Warning Sign, które wprowadza słuchacza w błogi nastrój i stanowi świetny kontrast do czającego się zaraz za nim utworu A Whipser.

http://www.youtube.com/watch?v=e9Kcg_8gK30

Było już o balladach, a przecież album Coldplay to również ostrzejsze, rockowe kompozycje ze świetnym, tajemniczym a nawet nieco psychodelicznym A Whisper na czele. Udanym utworem jest również otwierające album Politik. To bardzo głośny numer. Mocne gitary, perkusja i silny wokal Chrisa składają się na sukces. Obok tego kawałka nie da się przejść obojętnie. Podobnie jak obok Clocks, które przez wielu uznawane jest jednym z najlepszych nagrań Coldplay. Nie bez przyczyny. Wartymi uwagi są również dwie inne piosenki – Daylight oraz God Put a Smile Upon Your Face.

Po raz pierwszy A Rush of Blood to the Head słuchałam w październiku ubiegłego roku. Wówczas dużego wrażenia na mnie nie zrobiło. Odłożyłam na półkę. Kiedy sięgnęłam ponownie – wpadłam. Świetna muzyka, przemyślane teksty oraz cudowny wokal Chrisa Martina zawładnęły mną na dobre. Znam już wszystkie studyjne albumy Coldplay i szczerze mogę powiedzieć, że ten jest najlepszy. Jestem nim zachwycona.

https://www.youtube.com/watch?v=yEoHFzEmld0

Czytaj również