Cira – Plastikowy kosmos (2013), recenzja Marty Mrowiec

Na Plastikowy kosmos czekałam z zaciekawieniem. Kolejne single dawały nadzieję na dobry krążek. Czy spełnił moje oczekiwania? Teraz już mogę zadać sobie pytanie, co się dzieje kiedy połączymy poezję z rapem? Wystarczy posłuchać Plastikowego Kosmosu Miachała 'Ciry’ Ciruka, aby przekonać się, że takie połączenie daje niezwykle dobry krążek.

Plastikowy kosmos premierę miał 25 stycznia, jednak już o wiele wcześniej dostawaliśmy kawałki zapowiadające album – praktycznie od marca 2012 roku. Zapewne przejście Ciry do Step Records nieco spopularyzowało premierę krążka, niemniej jednak uważam, że doskonale poradziłby sobie sam, gdyż zwyczajnie jest bardzo dobry. Krążek zadebiutował na 6. miejscu zestawienia OLiS i zasłużenie była to tak wysoka pozycja. Pierwotnie album miał być epką, jednak Cira lubi zaskakiwać i oto rozrosło się to do longplaya i chwała mu za to. Dostaliśmy album zawierający 12 kawałków, który zabiera nas w galaktyczną, muzyczną podróż. Ile na płycie jest plastiku? Jak wygląda kosmos w oczach białostockiego rapera?

cira

Już pierwszy bit wprowadza nas w kosmiczną przestrzeń, wsłuchując się w kolejny kawałek przestajemy odczuwać grawitację. Za podkłady na krążku odpowiada Szatt, którego możecie kojarzyć z kolektywu Nocne Nagrania. Warstwa muzyczna krążka na pewno nie jest plastikowa. Nie ma tutaj sztuczności, udziwnień i upiększaczy. Nie równa się to z brakiem zabawy dźwiękami. Przeciwnie. Szatt majstrował z elektroniką, gdzieniegdzie słyszmy dobry bass, jest nawet pianino, gitara czy dęciaki. Podkłady są w miarę jednostajne dzięki czemu płyta jest klimatyczna, mogłoby się wydawać, że przez to będzie monotonna. Nic bardziej mylnego. Specyficzny (kosmiczny?) klimat całości podkładów nie pozwala nam się nudzić. Przy każdym odsłuchu możemy doszukiwać się nowych muzycznych smaczków.

Cira to poeta, ale nie taki osiedlowy, który opowiada o szarej rzeczywistości. To poeta z prawdziwego zdarzenia, zresztą nie od dziś wiadomo, że Michał lubi poezję. Oprócz tego, że jest dobrym poetą – tekściarzem jest również rysownikiem a jego prace mogliśmy zobaczyć w jednym z klipów – Sz cz. Artystyczna dusza rapera na pewno pomogła mu stworzyć  alternatywę dla „ulicznej” liryki. I tak apogeum poetyckości następuje w Przełęczy. Cira w wymyślnych epitetach wprowadza nas w jakąś magiczną aurę, którą dodatkowo podsyca bit, by później spokojnie opowiedzieć o miłosnych wahaniach. Pomimo poetyckiego wydźwięku jego tekstów to nadal jest rap na wysokim poziomie z pokazaniem skillsów, których Michałowi nie brak. Co do warstwy lirycznej to jest ona zróżnicowana. I tak na przykład w Trzym fason raper rozlicza się z przeszłością, dokonując swoistej retrospekcji.

Miałem kiedyś koleżkę, z którym lubiłem melanżować Siata piw, pety, spliff, bit i rozmowa Słowa rozhahane lały się jak łycha z butli Nauczyłem go palić i pić, od czego ma się kumpli

W To tu opowiada o codziennym życiu rapera, Sz Cz to głównie zabawa formą i moja perełka językowa na albumie. Wycisnął ile mógł zarówno poetycko jak i dźwiękowo a równocześnie śmignął swobodnie po bicie. Zresztą przeczytajcie a potem posłuchajcie lub jeżeli wolicie najpierw posłuchajcie a później przeczytajcie ;) :

Szanowna publiczności, sztuka to sztylet do kości,
to nie szpan, tani szlam, biszkopty i uprzejmości,
wiem, że szata szatana, szyta na sznytach i sztamach,
sztampa i banał to szara szemrana szama dla mas.
Sztuka to czas w pigułce, to nasz sukces,
a nie morze szampana, Sheraton i złote sztućce,
sztuka szuka sztalugi, to szept, nie sztab ludzi (…)

Ważne jest, że pod względem warstwy tekstowej jak i formy wszystko jest dobrze zbilansowane. Nie ma tutaj przesadnych refleksji a z drugiej strony nie dostajemy tylko naszpikowanych środkami poetyckimi rozpraw o niczym. Poetyckość kawałków idzie w parze z ich merytorycznym sensem.

Plastikowy kosmos to również ciekawe featy. I tak w refleksyjnym Przybywa nam lat mamy Miousha, Hukosa i Onara, w którym również warto zwrócić uwagę na wykorzystany sampel Anny Jantar Spocząć. W Trzym fason Cirę wspiera Hukos i Tuszu na Rękach a w tytułowym kawałku usłyszymy Te-Trisa i Bisza a sam track jest jednym z lepszych na płycie. To swego rodzaju odniesienie to sztuczności panującej w muzycznym świecie i muzycznych gwiazdek, gwiazdeczek i innych ciał niebieskich obecnych w show-biznesie. Cira w ogóle nie odstaje od swoich gości, niektórzy wręcz mogą ukryć się w jego cieniu. W ostatnim bonusowym numerze Lazy Champ raper pokazuje, że potrafi również nawijać po angielsku. Idąc za Trzecim Wymiarem śmiało może powiedzieć: Umiejętności – u mnie jest dość ich. Bo i technikę ma, równe tempo, flow, bogaty warsztat językowy a nade wszystko swobodę w obcowaniu z językiem polskim na nieco wyższym poziomie.

Opuściłem ziemię na chwilę bo jest za trudna. Słuchając Plastikowego kosmosu ja również opuściłam ziemię na nie całą godzinę, bo tyle w przybliżeniu trwa przesłuchanie albumu. A potem na kolejną i kolejną, bo de facto od Plastikowego kosmosu nie można się oderwać. Jeżeli styczniowe krążki są odzwierciedleniem czekającego nas roku to bezapelacyjnie możemy spodziewać się dobrego, muzycznego 2013 roku. I oby taki był!

Cira_Plastikowy_Kosmos_front

Czytaj również