Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem fanem Christiny Aguilery. Słuchanie jej muzyki od zawsze było dla mnie przyjemnością. Lubię nawet jej poprzedni album – niedocenione Bionic. Niestety – komercyjna klapa. Również krytycy byli w tym przypadku pół na pół. Kryśka biorąca wówczas udział w produkcji filmu Burlesque (zagrała w nim również Cher) zwyczajnie nie miała czasu na promowanie Bionic. Teraz powraca z nowym materiałem. Czy tym razem uda jej się zaczarować młodsze pokolenie swoją muzyką?
Kobieta-kameleon
To co zawsze lubiłem w jej muzyce to różnorodność. Debiutanckie Christina Aguilera pełne było popu i teen popu. Kolejne, Stripped, w niczym poprzednika nie przypomina. Christina pokazała na tym krążku prawdziwą siebie, mieszając soul, R&B oraz spokojny pop. Dalej, na Back to Basics, zrobiła kolejny obrót o 180 stopni, sięgając po muzykę jazzową, bluesową i soulową z lat 30. i 40. zeszłego wieku. Na Bionic natomiast przyjęła postać kobiety-robota. Adekwatnie do prezentowanego na okładce wizerunku, jej muzyka stała się bardziej taneczna i elektroniczna. A jak jest na Lotus? To najbardziej komercyjny krążek Aguilery. Mamy trochę dance-popu, dyskotekowych brzmień. Christina w tym wszystkim pozostała na szczęście sobą, czyli wokalistką obdarzoną niesamowitym głosem.
Love your body
Na utwór o takim tytule czekaliśmy już od końca zeszłego roku. Aguilera miała wykonać go już na początku 2012. Premiera była jednak stale przesuwana. Ostatecznie kilka miesięcy później singiel (o tytule skróconym do Your Body) ujrzał światło dzienne. Sukcesu wielkiego nie odniósł – doszedł jedynie do 34. miejsca na liście Billboard – ale mnie się od zawsze podobał. Utwór, będący mieszanką electropopu i R&B, szybko wpada w ucho. Od wielu innych popularnych obecnie piosenek Your Body różni się samym wykonaniem. Christina brzmi świetnie.
Mimo tego że Your Body bardzo lubię, obawiałem się albumu Lotus. Z początku faktycznie średnio mi się podobał. Szybko się na szczęście do niego przekonałem. Już od samego początku – utworu Lotus Intro – słyszymy, że to niezwykły krążek. Piosenka jest bardzo ciekawa. Wokal artystki został mocno przerobiony, ale nie traktuję tego jako minus. Ważną częścią jest także tekst, w którym pojawiają się m.in. słowa:
To the sky, I rise Spread my wings, and fly I leave the past behind (…) The unbreakable lotus in me I now set free
(PL: Wznoszę się do nieba Rozpościeram skrzydła i lecę Zostawiam przeszłość za sobą (…) Niezniszczalny lotos we mnie I teraz – uwalniam się)
Uważam, że to jeden z najmocniejszych punktów płyty.
Co jednak otrzymujemy na Lotus poza intrem oraz Your Body? Lepszym pytaniem byłoby: czego tu nie ma. Znalazło się miejsce dla świetnego, dance-popowego Red Kot Kinda Love, wykonywanego razem z raperem o pseudonimie Cee Lo Green Make the World Move oraz dla przebojowego, pop rockowego Around the World. Zaskoczeniem może być Let There Be Love. Takiego numeru się po Christinie nie spodziewałem. Łączy w sobie elementy muzyki dance, house oraz pop. Brzmi trochę tak, jakby był wyprodukowany przez Davida Guettę. Idealny na wakacyjny hit. Owszem – jest trochę tandetny i kiczowaty, ale jakże chwytliwy i wpadający w ucho. Bardzo mi się podoba. Warto tu wymienić także zadziorne, ale ciekawe i oryginalne kawałki Circles oraz Shut Up. Bezkompromisowe, może nawet wulgarne, ale bardzo trafne. Miło się ich słucha. Z grona tanecznych numerów najlepiej prezentuje się mimo tego Army of Me. Utwór w pewnym sensie jest kontynuacją pamiętnego Fighter z albumu Stripped. Podobieństwo słychać w warstwie tekstowej. Muzycznie Army of Me to mocny, taneczny utwór. Po raz kolejny należałoby tu wyróżnić wokal Christiny. Wykonanie, jak zawsze, perfekcyjne.
Dance, pop i co jeszcze?
Taneczne kawałki wychodzą wokalistce bardzo dobrze. Jednak od zawsze najważniejszą częścią jej muzyki są ballady. Potrafi pięknie śpiewać i umie swój głos wykorzystać. Same melodie też ładnie się prezentują. Przyznam, że z początku nie byłem zachwycony spokojnymi kawałkami, które uznałem za, co najwyżej, poprawne. Teraz na szczęście moje zdanie uległo zmianie. Pierwszą z ballad jest bardzo ładne, będące mieszanką popu oraz R&B, Sing for Me. Przyjemne. Podobne zdanie mam o posiadającym mocny refren Best of Me. Jednak nawet one blakną przy Blank Page oraz Just a Fool. Blank Page współtworzone było przez Się. Odpowiada ona także za inne ballady Kryśki (You Lost Me, I Am). Jej kolejny numer to strzał w dziesiątkę. Wzruszający, wspaniały. Jeszcze lepsze jest Just a Fool, w którym wokalistkę wspiera Blake Shelton. Razem brzmią świetnie. Sama muzyka też bardzo mi się podoba. Kojarzy mi się z moim beztroskim dzieciństwem. Wersja deluxe została dodatkowo poszerzona o urocze Light Up the Sky oraz podnoszące na duchu Empty Words.
Słuchając płyty, staram się jak najwięcej wychwycić ze słuchu. Niestety miałem wrażenie, że piosenkarka śpiewa o niczym. Na szczęście tak tragicznie nie jest. Owszem mamy dużo fragmentów o miłości i imprezach (Around the World, Let There Be Love), ale pojawiają się i bardziej ambitne tematy. Bardzo podoba mi się tekst do Army of Me, w którym Christina śpiewa, że stała się silniejsza, bardziej waleczna. Tak jak już pisałem – utwór to swoista kontynuacja Fighter. Uwielbiam też tekst do Cease Fire, który traktuje o wojnie. W dalszej kolejności polecam także miłosne Blank Page oraz Just a Fool.
Niezniszczalny lotos
Po przesłuchaniu albumu trudno mi stwierdzić czy Christina faktycznie jest tym unbreakable lotus (PL: niezniszczalnym lotosem). To jednak ani trochę nie przeszkodziło mi w pokochaniu muzyki zawartej na Lotus. Wiadomo, że znając jej poprzednie płyty (Stripped, Back to Basics) trudno tu mówić o jakiejś wielkiej otwartości czy szczerości. Nie o to wokalistce chodziło. Chciała pokazać, że wciąż jest silna, gotowa na nowy początek, jednocześnie nagrywając taneczny materiał. I to jej się udało. Jestem na ogromne ‘tak’.


