Charli XCX – Vroom Vroom EP (2016), recenzja Pawła Markiewicza

Zdobywczyni nagrody Billboard w kategorii Hitmaker of The Year po dwóch latach przerwy powróciła na rynek muzyczny. Charli XCX zaprezentowała fanom zupełnie nową twarz. Artystka zrywa z wizerunkiem związanym z płytą Sucker i zaskakuje swoich słuchaczy. Nowa EPka jest przedsmakiem nadchodzącego longplay’a.

Twórczość Charlotte zmienia się jak w kalejdoskopie. Po komercyjnym Suckerze dostajemy bardzo niszowy projekt Vroom Vroom EP. To pierwsze wydawnictwo, które sygnowane jest własną wytwórnią Charli. TAK, WŁASNĄ WYTWÓRNIĄ. Charli poszła śladami Beyonce i Adele, i w lutym 2016 r. założyła własną wytwórnię. Vroom Vroom Recordings oficjalnie znajduje się pod skrzydłami Atlantic Records UK i Warner Music Group. Widać, że takie posunięcie dało jej ogromną swobodę muzyczną.

Charli XCX już dawno przyzwyczaiła mnie do faktu, że kocha eksperymentować z muzyką, ale teraz przeszła sama siebie. Vroom Vroom EP to połączenie bubblegum pop i bubblegum rock. Do tego wisienką na torcie jest wokal Charli, który momentami przemienia się rasowy rap. W dwunastominutowy klimat wprowadza nas kompozycja Vroom Vroom, notabene zaliczam ją do najlepszych piosenek. Utwór zaczyna się od rapu artystki, który idealnie komponuje się z produkcją Sophiego. Refren jest nieco słodki ze względu na głos Charlotte. Producent świetnie tutaj wykorzystał efekt dźwięku pocierania ostrym narzędziem o metalową blachę. Jedyna kwestia, w której wokalistka się nie zmieniła to teksty. Charli dalej bawi się słowem i łączy je w pikantną jak papryczka chilli całość.

Lam-to-Lamborghini, girls out on the right side
Chauffeur stayed at home because my girl wanted to ride
Lookin’ lux and tastin’ plux, I’m feelin’ so alive
Want to take it to the highway, come on, let’s go for a drive

Drugi utwór zupełnie zbił mnie z tropu. Na początku myślałem, że Charli zaprosiła do współpracy Crazy Froga. Początkowy efekt jej zniekształconego wokalu i Diamonds psuje całą piosenkę. Hannah niestety przy temperamentnej Charlotte wypada mdło, przezroczyście jak szyba w szklarni. Kompozycja przepełniona jest przesłodkim tekstem, ale nie ma co się dziwić, w końcu to klimat bubblegum. Instrumental zaczyna się spokojnie, później rozkręca się jak samochód z okładki mini-albumu, by potem znów zwolnić tempo. Producent musiał się trochę napracować. Finalny efekt prezentuje się dobrze, jednak uważam, że to najgorszy numer na wydawnictwie.

Do Trophy mam tylko jeden zarzut. Czemu ta piosenka jest taka krótka? 2:39 to zdecydowanie za mało, utwór ledwo nabiera tempa i zaraz się kończy. Wydaje mi się trochę, że druga zwrotka, to ostrzejsza wersja refrenu Fancy. Mogę się mylić, ale takie są moje odczucia. Tutaj ponownie objawia się hiphopowa wersja Charli i znowu te ostre jak brzytwa teksty, które nie wiedzieć czemu cholernie mi się podobają. Ostatni utwór Secret (Shh) cholernie zawodzi pod kątem tekstów. Słowa zawarte w kończącym Epke numerze na tle całego mini-albumu wypadają marnie. Mało tutaj kreatywności. Dobrze, że chociaż muzyka i wokal nie zawodzą. A produkcja? Sophie pod koniec trochę przesadził.

Vroom Vroom to zupełnie nowy grunt dla Charli. Artystka już na samym początku przygody z własną wytwórnią mogła stracić wszystko, ale jednak tak się nie stało. Eksperyment z mini-albumem wyszedł jej na dobre i wypadł o niebo lepiej od wydanego dwa lata temu Suckera, którego też lubię. Jeżeli nowa płyta, będzie w takich klimatach, co ta EPka, a wiem, że będzie, to kupuję ją w ciemno.

Czytaj również