„Matcha o smaku dubajskiej czekolady w kształcie labubu w wersji filmowej”. Tak ktoś podsumował na Twitterze vibe nowego filmu Wuthering Heights od Emerald Fennell. W obsadzie Margot Robbie i Jacob Elordi, a muzyką zajmię się Charlie XCX. Już bardziej trendy być nie może.
Już wiadomo, że nie będzie to klasyczna adaptacja powieści Emily Brontë. Pierwsze ujęcia wyglądają pięknie, ale nie koniecznie wiele mają wspólnego z XIX-wieczna saga o zakazanej miłości. Nic dziwnego, że fani książki kręcą nosem. Aktorzy kompletnie nie przypominają postaci z oryginału, a rola Jacoba (czyli współczesnego Heathcliffa) już wzbudza gorące dyskusje, gdyż w książce była to postać o ciemnej karnacji.
Ale hej, przecież to Emerald Fennell! Po szokującym Saltburn raczej nikt nie powinien spodziewać się grzecznej ekranizacji. Tutaj romans, dramat i estetyka idą w totalnie odjechaną stronę. Biorąc pod uwagę, że Charlie XCX odpowiada za soundtrack, możemy być spokojni, że klimat będzie pulsował od emocji i elektronicznej zmysłowości.
To nie film, który ma być wierny literaturze. To film, który chce się bawić ideą i opakować ją w coś pięknego, dziwnego i trochę szalonego. Po trailerach wygląda to jak wizualny cukierek i spokojnie może być jednym z najgłośniejszych tytułów 2026 roku.
Czy widzowie to kupią? Zobaczymy. Ale jeśli szukacie planu na najbliższe walentynki, Wuthering Heights wydaje się idealną opcją: popcorn, romantyczny chaos i odświeżony „klasyk”, którego Emily Brontë na pewno by się nie spodziewała.


