Kolejna niespodzianka. Justin Bieber – Swag II, 2025 (recenzja)

Kanadyjski wokalista Justin Bieber po raz kolejny zaskoczył swoich fanów i muzycznych słuchaczy.

W lipcu bieżącego roku, bez większych zapowiedzi i tak naprawdę to znienacka, artysta wydał siódmy w swojej dyskografii album muzyczny o tytule Swag. Teraz wydał jego drugą część, a zarazem ósmą płytę zatytułowaną Swag II.

Ogólnie rzecz biorąc to Justin ewidentnie postawił na niespodzianki – a to jeden album nagle wydany, teraz drugi, po drodze jeszcze były publikowane muzyczne wideo-klipy na jego oficjalnym kanale YouTube. A jak wyszło tym razem?

Może zacznę od jednej sprawy. Koniec końców, muzyka jaką obecnie tworzy Bieber i tak mi się podoba. Czy mniej, czy bardziej – nieważne. Ważne, że w ogóle. Nie będę jednak ukrywała, że nie jest mi po drodze z jego miłością do gatunku muzycznego, jakim jest R&B. Lecz wiem, iż on jest w tym najszczęśliwszy, dlatego rozumiem i akceptuję. Dlatego wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy ogarnęłam, że na płycie Swag II jest ociupinkę mniej tego stylu, niż na pierwszej części. Mało tego, usłyszałam melodie nie tylko popowe, ale też i elektroniczne.

Chyba już się domyślacie do jakiej finalnej oceny zmierzam. Dobra, przechodzimy do prawidłowej recenzji.

Zacznijmy od Speed demon, utworu, który rozpoczyna również cały krążek Swag II. Już po pierwszej pół minucie domyśliłam się z czym będziemy mieć do czynienia, czyli kontynuacją pierwszej płyty. Jednak tutaj jest właściwie tak samo jak w przypadku Swag – dobry początek. Tyle, lub aż tyle.

Z kolei Better man jest następną, spokojną piosenką. Skłamałabym jednak, gdybym napisała, że te „melodyjne przeszkadzajki” mi nie przeszkadzały. Bo przeszkadzały za pierwszym razem. Dopiero po którymś razie udało mi się wyrzucić to z głowy i skupić się na tym, co dobre. A to jest dobry kawałek.

Zaś I do jest już czymś znacznie, znacznie, ZNACZNIE lepszym. Nie przypomina mi to aż tak bardzo kochany przez niego gatunek muzyczny R&B. Lekka i sympatyczna przyjemność dla ucha.

Eye candy skojarzyło mi się z innym, niestety nieżyjącym artystą – mam na myśli Michaela Jacksona. Potem się zorientowałam, że w sumie całe wydawnictwo Swag II przypomina mi nieco twórczość Króla Popu. W sumie to nie ma co się dziwić, ponieważ jest on idolem Justina. Aczkolwiek nie myślałam, iż tak wielkiej inspiracji zaczerpnie. To dobrze! (dla mnie)

Na krążku Swag II nie zabrakło duetów. Świadczy o tym chociażby numer Poppin’ my s*** z gościnnym udziałem muzyka, który nazywa się Hurricane Chris. Przypomniało mi to jego dawne hip-hopowe kolaboracje, a najbardziej to Playtime z Khalilem.

Safe space to mój absolutny faworyt. Nie R&B, a pop, a nawet elementy muzyki elektronicznej. No, po prostu sztos. Jeśli uznać możemy nowe teledyski za, jakby, single – to mam nadzieję, że doczekamy się jakiegoś wideo obrazka do tego właśnie arcydzieła.

Story of God sprawiło, że nie mam słów i nie wiem co napisać. Wzruszenie mi odebrało te możliwości. Coś przepięknego.

Reasumując: Swag II Justina Biebera jest zdecydowanie lepszą płytą, niż Swag. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko trzymać kciuki za kolejne jego dokonania i żeby mógł wznosić się o kolejne, wyższe poziomy.

Czytaj również