Ależ to jest soczysta płyta! Jaka bogata w dźwięki, style i przeróżne brzmienia! A dodatkowo pięknie wydana – z kolorowymi, psychodelicznymi, hippisowskimi rysunkami. I przede wszystkim jej wygląd zewnętrzny odzwierciedla wnętrze. Mono vs Stereo jest debiutem formacji Chango i jest to debiut więcej niż obiecujący.
W skład Chango wchodzi czwórka muzyków, ale mimo że zespół ten jest świeżym tworem, oni sami na scenie wojują już od dawien dawna. Tak więc skład prezentuje się następująco: Borys Sawaszkiewicz (rhodes, moog, clavinet, organy Hammonda), Szymon Drabkowski (gitary elektryczne), Maciej Kałka (gitara basowa) oraz Kuba Fiszer (perkusja). Dodatkowo do współpracy zaproszeni zostali – Tomasz Licak, który obsłużył saksofon, Adam Dziewiałtowski-Gintowt, który zagrał na perkusjonaliach w utworze Lazy Junkie oraz DJ Falcon1 – on zajął się skreczami. Jak widać Chango dysponowali bardzo bogatym instrumentarium i grzechem byłoby go nie wykorzystać – na szczęście taka sytuacja nie mogła mieć miejsca i oczywiście nie miała.
Płytę rozpoczyna utwór Train of Thoughts z długim wstępem z gitarą elektryczną w roli głównej, by po prawie dwóch minutach gitara ustąpiła miejsca organom Hammonda, których brzmienia tak mi ostatnio w muzyce brak. Ten idealnie otwierający płytę utwór już wprowadza nas w stylistykę krążka, czyli żonglowania stylami, bo przecież mamy tu i jazz, i świetne funky, i dobry gitarowy riff. Kolejny utwór – Song for Rachel – nie zwalnia tempa. To na co szczególnie zwróciłem uwagę to bardzo intensywna gitara basowa oraz zgrabność z jaką został ten utwór skonstruowany. Gangsta Cat – trzeci kawałek na płycie – wprowadza momenty wokalne oraz skrecze i te dwa elementy brzmią świetnie w dotąd wyłącznie instrumentalnych kompozycjach, a szczególnie przyjemnie brzmi jego lekkość i swoboda.
Po mocnym początku następuje chwila wytchnienia w Boyhood, a dzieje się to głównie za sprawą sentymentalnie brzmiącej gitary. Jednakże już po chwili wracamy w taneczny klimat za sprawą kompozycji zatytułowanej Traffic Jam. Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych momentów, jaki usłyszymy na Mono vs Stereo. Jego energiczna perkusja, linia basu, motywy organów i totalne popłyniecie w końcówce aż nie pozwalają usiedzieć w miejscu! Nie inaczej jest również w Lazy Junkie, w którym swoimi umiejętnościami popisują się Borys Sawaszkiewicz i Adam Dziewiałtowski-Gintowt.
Freedom, czyli siódmy utwór na płycie rzeczywiście ma w sobie coś z wolności – przede wszystkim dla Tomasza Licaka, który wykonuje tu wspaniałe solówki na saksofonie. Ale mało tego – gdzieś chwilę po drugiej minucie utwór nabiera tak świetnej, przywołującej na myśl właśnie wolność, rytmiki. To kolejny utwór przy którym polecam przystanąć na dłużej. Przedostatnia piosenka to Ballad Of a Bearded Man i rzeczywiście, mając w pamięci poprzednie utwory, można uznać ją za balladę – szczególnie balladowo brzmi moment z gitarą przed trzecią minutą. Na koniec usłyszymy, po raz kolejny, Lazy Junkie, ale tym razem zespół wsparł DJ Falcon1. Zeskreczowana kompozycja nabiera ciekawego, trochę groteskowego, trochę narkotycznego kształtu.
Mono vs Stereo posiada jeszcze jeden krążek – mono – i po niego również warto sięgnąć, ponieważ dopełnia całości konceptu. Podkreślę jeszcze raz – jest to debiut. Debiut! A jak zespół nagrywa tak wyraziste, ciekawe i wymykające się wszelkim szufladkowaniom utwory, to nie tyle warto, co trzeba śledzić ich dalsze poczynania. Teraz, gdy już znam każdą sekundę każdej piosenki, wypadałoby zapolować na jakiś koncert, bo to dopiero może być fascynujące przeżycie. Tak więc czekam – na koncerty i na kolejne płyty, a póki co – czapki z głów.


