Od kilku lat panuje moda w branży muzycznej, że wszyscy artyści czy zespoły nagrywają specjalne, świąteczne albumy. Nie inaczej było z niemieckim zespołem euro-dance Cascada, z wokalistką Natalie Horler na czele. W 2012 roku ukazała się płyta grupy – It’s Christmas Time, na której znalazło się jedenaście nowych wersji bożonarodzeniowych klasyków: Jingle Bell Rock, Santa Claus Is Coming to Town czy Winter Wonderland. Dwunastą propozycją okazała się autorska piosenka zespołu. Premiera albumu, wydanego przez wytwórnie Universal i Zooland Records, odbyła się 30 listopada 2012 roku. Produkcją zajęli się członkowie niemieckiego trio – Manuel „DJ Manian„ Reuter i Yann „Yanou„ Peifer.
Płytę otwiera spokojny utwór Let It Snow, po przesłuchaniu którego mamy pewność, że Cascada potrafi nagrać nie tylko euro-dance’ową sieczkę, ale także przyjemne dla ucha numery. Największą perełką całości okazał się bardzo ciekawy wokal Natalie, który nie został przerobiony tak, jak w repertuarze znanym z płyt Everytime We Touch czy Perfect Day. Drugim utworem, który stworzył ciepłą, świąteczną atmosferę, został Have Yourself a Merry Little Christmas, śpiewany w oryginale przez Judy Garland. Nowa wersja zaczęła się relaksującymi brzmieniami saksofonu, by później pieścić uszy słuchacza dźwiękami fortepianu. Po raz pierwszy podczas słuchania utworów w aranżacji Cascady, nie przeniesiemy się w centrum dyskotek, ale na salę świetnych, kameralnych koncertów. Pozostałe wolniejsze propozycje, takie jak I’ll Be Home for Christmas czy smooth-jazzowe Winter Wonderland pozostały w rodzinnym, spokojnym klimacie, prezentując Cascadę z nowej, znacznie lepszej muzycznie, strony. Co ciekawe, na płycie zagrał ojciec Natalie – jazzowy trębacz David Horler. Muzyk pojawił się gościnnie m.in. w dynamicznej piosence Christmas Song.
Oczywiście, na płycie nie zabrakło szybkich, skocznych utworów, które wprowadziły w świąteczno-zakupowy klimat. Pierwszym z nich jest przebój zespołu Wham! – Last Christmas, który Cascada znacznie przyspieszyła, nadając mu energii. Do najlepszych z albumów zaliczyć trzeba Jingle Bell Rock Bobby’ego Helmsa. Kawałek już od samego początku wpada w ucho, podobnie jak Santa Claus Is Coming to Town Johna Fredericka Cootsa i Havena Gillespie’a. Dzięki mocnemu wokalowi Natalie oraz niemieckiemu wokaliście U-Jeanowi, który zaśpiewał w chórkach, numeru słuchało się bardzo przyjemnie.
Do perełek z płyty należy dodać wzruszające ballady w wykonaniu Cascady: Oh Holy Night z repertuaru Placide Cappeau oraz Silent Night, które poruszą słuchacza emocjonującym śpiewem Horler, bogactwem instumentów oraz genialnymi bridgami. Słuchając każdej z nich aż trudno uwierzyć, że na co dzień zespół zajmuje się dyskotekowymi numerami, dobrymi na potańcówki oraz konkursy karaoke.
W porównaniu z innymi wolnymi utworami z It’s Christmas Time, bardzo słabo wypada cover piosenki Away in a Manger. Nie wyróżniał się niczym, instrumenty usypiały, a wokal Natalie okazał się w nim niezwykle nijaki. Całkiem inne odczucia miałem podczas słuchania autorskiego utworu Cascady – Somewhere At Christmas Time. Piękna ballada z fortepianowym intro z pewnością wyciśnie niejednemu łzę z oczu, podobnie jak głęboki tekst.
Po przesłuchaniu całego albumu It’s Christmas Time, przez pierwsze pół godziny nie mogłem wyjść z podziwu. Zespół, kojarzący się większości ludzi tylko i wyłącznie z muzyką euro-dance, stworzył pół-jazzową płytę ze świątecznymi kompozycjami. Krążek zdominowały wzruszające ballady, chociaż znalazło się też miejsce na dynamiczne, elektroniczne przeboje. Na pierwszym miejscu pojawił się jednak bardzo czysty wokal Natalie Horler, a świetnym dopełnieniem całości był gościnny udział w sesji nagraniowej ojca wokalistki.
