Przez wielu nazywana jest księżniczką popu. Na punkcie jej muzyki oszaleli krytycy na całym świecie. Ostatni album – „E·MO·TION” znalazł się na szczytach najważniejszych zestawień muzycznych. Dziś reprezentantka modernistycznego disco z lat 80′ – Carly Rae Jepsen powraca z nowym materiałem, na który napisała ponad 200 utworów. Finalnie artystka odrzuciła 187 i wybrała najlepszą, ale pechową 13.
Niedoceniona gwiazda muzyki pop. Po wydaniu E·MO·TION ta dziewczyna zasługuje na określenie znacznie wyższe od „wokalistka”, „artystka”, „piosenkarka”. Dlatego nazywanie ją księżniczką jest jak najbardziej na miejscu. Trzeci album Carly Rae Jepsen nazywam współczesną biblią popu i uważam, że wielu artystów tworzących w tym gatunku powinno zainspirować się tamtym materiałem. Nikt tak jak ona nie opowiadał o miłości, nikt w tak piękny sposób nie był w stanie wyjąć elementów charakterystycznych muzyki disco z lat 80′ i wpisać je w dzisiejsze trendy. Wtedy powstało ponad 250 piosenek, na płycie znalazło się dwanaście z nich (+3 na deluxe). Reszta trafiła do szuflady. Tzn. prawie reszta. Z odrzutów zrobiła genialne Side-B.
I wolałbym, żeby Dedicated powstało w połowie z nowego materiału i odrzutów z ery
E·MO·TION. Tak po prostu. Po ludzku. Dla równowagi. Tamta płyta miała ducha. Równoległemu odsłuchwaniu czwartego krążka w dyskografii Carly, towarzyszyła mi pustka. Kompletna pustka. Niedosyt. Chęć usłyszenia czegoś więcej, wykrzesania tego demona, który tkwi w wokalistce. Utwory jakby niekompletne, niedoszlifowane – choć piękne.
Tylko musimy dobrze się zrozumieć. Po tak cudownym E·MO·TION i dyskotekowych, pięknie dopracowanych hitach na miarę I Didn’t Just Come Here To Dance, Warm Blood czy marzycielskim Gimmie Love, spodziewałem się czegoś, co podniesie poprzeczkę. Znowu. Dedicated to krok w tył. Niezbyt duży, ale jednak.
W rzeczywistości to wciąż dobry popowy album, który ma już mało wspólnego z komercyjnym popem, a więcej z klimatami disco ocierającymi się o przełom lat 80 i 90, synth i dance-popem. Artystka wciąż wierzy w prawdziwą miłość, czasami popada w lekkie skrajności, ale po tej płycie będziecie chcieli pokochać na nowo. Pokochać pełnym sercem i przeżyć najlepszy romans w swoim życiu. Tak działa ten materiał. Taki trochę dla naiwnych marzycieli, o których śpiewała Ania Dąbrowska.
Carly rozczula. Jej przesłodzony głos idealnie wpisuje się w klimaty rozpoczęte na
E·MO·TION i pogłebiający obrany kierunek muzyczny – Dedicated. Mówi o pewności siebie i miłości do samego siebie w Party For One, ale podkreśla też, że taka filmowa – książkowa miłość, choć nie zawsze usłana różami, też jest piękna. I uwierzcie, że tylko Rae Jepsen jest w stanie napisać w tak dobry i prosty sposób o emocjach uaktywniających się podczas zakochania.
Materiał na pewno nie jest dostosowany do potrzeb współczesnego słuchacza radia, ale znów mógłby podbić dyskoteki z lat 80′ i teraźniejsze imprezy tematyczne. Kobiety z potapirowanymi włosami i ubrane w szałowe kreacje – od legginsów z wysoko zaciągniętymi, kolorowwymi skarpetkami i opaskami na głowie aż po krótkie, pofalowane spódniczki z kurtkami jeansowymi – na pewno pobujałyby się chociażby do Automatically In Love, Too Much czy Julien. Natomiast Everything He Needs i The Sounds fajnie wpisałoby się w playlistę do wrotkarni, gdzie światło odbija się od kulki dyskotekowej, a w eterze rozchodzą się dźwięki tych dwóch kompozycji. Happy Not Knowing to ładunek dźwięków disco wpisujący się do ścieżki dźwiękowej filmu Tamte Dni, Tamte Noce. Dyskotekowa scena? Proszę bardzo.
I choć Dedicated wypada nieco gorzej od poprzednika, a przy odsłuchwaniu odczuwa się niezidetyfikowaną pustkę, to na tle obecnych realiów międzynarodowego rynku muzycznego wypada bardzo dobrze. To solidne wydawnictwo skierowane do młodych osób ze starą duszą i osób, które same przeżyły imprezy z okresu lat 80-90′ i chciałyby sobie powspominać. Rytmy idealne do łazienkowego karaoke i samotnych wygibasów w pokoju. Chyba, że jesteście na tyle odważni, żeby wyjść na zewnątrz.
- Data premiery: 17 05 2019
- Single: Party For One, Now That I Found You, Too Much

