MENU

    Brytyjski urok Roo Panesa zawładnął sceną warszawskiego Nieba. Relacja Izabeli Zadury

    W niedzielny wieczór w warszawskim klubie Niebo pojawił się niezwykle czarujący artysta britfolkowy, Roo Panes. Koncert muzyka był wyprzedany. Jaka jest tajemnica jego sukcesu?

    Jesienno-zimowa trasa koncertowa Roo Panesa składa się zaledwie z pięciu koncertów. Ku uciesze polskich fanów artysty, jeden z tych występów odbył się w klubie Niebo w warszawskim Śródmieściu. Roo ma na swoim koncie trzy albumy długogrające, z czego najnowszy, Quiet Man, ukazał się w maju 2019 roku. Spokojna, folkowa muzyka, w której specjalizuje się artysta, trafia do serc całkiem sporej grupy odbiorców, ponieważ koncert w warszawskim klubie Niebo był całkowicie wyprzedany. Widownię w dużej mierze wypełniały kobiety, ale odsetek panów był również dosyć spory.

    Roo to artysta praktycznie samowystarczalny – jako swoje jedyne wsparcie zabrał ze sobą bliskiego przyjaciela Josha Flowersa, który spełnia potrójną rolę: supportu, tour managera, a także dodatkowego gitarzysty i wokalisty podczas występu Roo. Panowie idealnie ze sobą współgrają, zarówno jeśli bierzemy pod uwagę typ muzyki, którą tworzą, jak i sposób, w jaki harmonizują ich głosy. Dzięki temu, jak swobodnie czują się w swoim towarzystwie, mogliśmy również usłyszeć ze sceny sporo żartów.

    Koncert Roo to wydarzenie typu unplugged: oprócz obecności samego muzyka i jego gitary oraz gościnnego udziału Josha w niektórych utworach, na scenie nie dzieje się nic więcej. Roo ma trudne zadanie skupić na sobie stuprocentową uwagę publiczności, i robi to bez żadnego wysiłku. Duży udział ma w tym niezaprzeczalna charyzma artysty (który ma za sobą doświadczenia jako model, między innymi dla marki Burberry) i jego hipnotyzujący, głęboki głos, ale również znakomity kontakt z widownią. Bariera pomiędzy muzykiem a jego słuchaczami zupełnie się zaciera, kiedy Roo w swobodny sposób opowiada o procesie pracy nad swoimi utworami, żartuje z Joshem lub rzuca zdaniami typu „Are you relaxed? I’m very relaxed. I feel like I’m at home.” Koncertowa setlista również nie jest sztywno obowiązująca, ponieważ Roo lubi improwizacje i podejmowanie ryzyka. Oprócz utworów starszych i tych z najnowszego albumu, artysta zaprezentował kilka kawałków niewydanych lub takich, których nigdy wcześniej nie grał na żywo. Jeśli zaś chodzi o publiczność, była bardzo zasłuchana, ale nieco mało energiczna, chociaż to może kwestia dość spokojnej muzyki granej przez Roo.

    Chociaż klub Niebo wypełniony był po brzegi, Roo Panes swoim pięknym głosem, swobodnym podejściem i znakomitym nastawieniem zbudował podczas koncertu intymną, kameralną atmosferę. Po zejściu ze sceny muzyk spędził prawie dwie godziny na rozmowach z fanami, cierpliwie pozując do zdjęć i podpisując płyty, odpowiadając tym samym na moje pytanie, co jest tajemnicą jego sukcesu: duża dawka talentu i jeszcze większa dawka szacunku do słuchaczy.

    Izabela Zadura
    Izabela Zadura
    Poszukiwaczka wartościowych tekstów, propagatorka pop-punku, bywalczyni licznych koncertów.

    Ostatnio opublikowane