„Uczta dla uszu, a także duszy” – The Dumplings wystąpili w Klubie Studio. Relacja Katarzyny Mieszawskiej

Na samym początku w głowie miałam tylko dwa słowa – przykro mi. Przykro, że sobotni koncert w Krakowie już się skończył. Przykro, że przez najbliższy czas nie zobaczymy duetu The Dumplings. Przykro, że kluby mają swoją pojemność i nie wszyscy mogli doświadczyć muzycznego spektaklu, który muzycy zaserwowali w Klubie Studio. Jednak z pewnością nie jest mi przykro, że do końca roku jeszcze będzie co najmniej 14 okazji, aby na scenie zobaczyć Justynę i Kubę. Ci którzy jeszcze zastanawiają się nad zakupem biletu na najbliższe koncerty, szybko powinni podjąć decyzję, bo przy coraz większej ilości miast z trasy Przykro Mi pojawiają się dwa słowa – SOLD OUT. Powodów dla których musisz wybrać się na któryś z koncertów jest naprawdę sporo, a te najważniejsze przedstawiam poniżej.

23 listopada lekko spóźniona, z zadyszką i mokrym od potu czołem, wpadam do krakowskiego Klubu Studio. Przed moimi oczami widzę ogromną grupę ludzi, zaś do moich uszu docierają pierwsze dźwięki. Na scenie kilka minut wcześniej pojawił się już duet Bloo Crane czyli nowy nabytek wytwórni Kayax. Krzysiek i Michał porwali do tańca wszystkich na parkiecie, a ich kawałki świetnie prezentowały się w przestrzeni krakowskiego klubu. Muszę przyznać, że do chłopaków mam słabość od pierwszej chwili, gdy usłyszałam ich dzięki projektowi My Name Is New. Taneczne utwory Bloo Crane i wybijający się, charakterystyczny głos Michała, od razu skojarzyły mi się z zespołem Years & Years. Bloo Crane świetnie rozgrzali publikę, która z minuty na minutę wypełniała Klub Studio po same brzegi.

Temperatura nie miała czasu opaść, bo kilka minut po 20, na scenie pojawiła się główna gwiazda wieczoru. The Dumplings zaskoczyli wszystkich intro’em, które okazało się być melodią z Dziecka Rosmary. Genialna wokaliza Justyny i słynny, filmowy utwór sprawiły, że w momencie dostałam gęsiej skórki. Początek był tylko wprowadzeniem do wieczoru pełnego niespodzianek, a tych artyści przygotowali naprawdę sporo. Począwszy od gościa specjalnego jakim był Piotr Zioła, poprzez fenomenalne covery wykonane w stylistyce The Dumplings, po świetny kontakt z publiką oraz bis. Po mocnym rozpoczęciu singlem Przykro Mi, Kuba zapowiedział, że „dadzą czadu” i jak powiedział, tak zrobili. Od samego początku Justyna czaruje zarówno wokalnie jak i tanecznie, dzięki czemu publika momentalnie wpada w muzyczny trans. Godny uwagi jest także Mateusz Modrzejewski czyli nowy perkusista zespołu. Krakowski występ był jego dziesiątym wspólnym koncertem wraz z duetem The Dumplings.

Koncerty z trasy Przykro Mi to nie tylko świetne show muzyczne, ale także piękny spektakl wizualny. W odróżnieniu od poprzedniej trasy, na której dominował kolor czerwony, tym razem można spodziewać się sporej ilości ciepłego światła, a także chłodnych skanerów laserowych. Te drugie świetnie prezentowały się zwłaszcza podczas utworu Blue Flower oraz Orfeusz, gdzie światło było idealnie „wstrzelone” w każdy dźwięk utworu – naprawdę wielkie brawa dla realizatora światła. Taki laserowy pokaz bardzo przypomina mi występy zespołu Ratatat. Z kolei spora ilość dymu oraz żółte i klimatyczne światła, wizualnie wpasowały mi się we fragmenty koncertu Moderat na berlińskim Eletronic Beats czy Primavera Sound w 2016.

Oprócz sporej ilości utworów z najnowszego albumu, artyści przygotowali także kilka starszych kawałków, w tym te z początków zespołu, a także single tj. Bez Słów, Ach nie mnie jednej czy Dla nas KRS 0000 338 803. Wspominałam także o coverach, których naliczyłam się aż trzy. Jednym z nich był utwór z repertuaru Radiohead, gdzie (tak jak w oryginale) dominowały dźwięki cymbałków i mocne uderzenia perkusyjnej stopy. Genialnym zabiegiem był brak zapowiedzi tego kawałka, co sprawiło, że fani słuchali go jak zaczarowani. Zespół świetnie zaprezentował się w utworze No Surprises, jednak mi bardzo podobało się zakończenie kawałka Kocham być z Tobą i disco dźwięki niczym z gry komputerowej. Kiedy Justyna, Kuba oraz Mateusz zeszli ze sceny, fani długo domagali się bisu. Gdy publika zaśpiewała a capella refren ostatniego utworu, nie można było jej odmówić. Artyści ponownie wrócili na scenę, aby wykonać utwór Tam gdzie jest nudno, ale gdzie będziemy szczęśliwi oraz jeszcze jeden cover, jednak jaki to był utwór, tego nie zdradzę! Sami musicie wybrać się na najbliższe koncerty z trasy Przykro Mi i zobaczyć co jeszcze przygotowali dla Was artyści. Ja sama oddałabym wiele, aby raz jeszcze usłyszeć takie wykonanie jednego z moich ulubionych utworów Radiohead, a także wszystkie piosenki autorstwa The Dumplings. Ten koncert był ucztą dla uszu, oczu a także każdej duszy złaknionej wrażliwych dźwięków i tanecznych melodii.

The Dumplings wystąpili w krakowskim Klubie Studio podczas trwającego właśnie Festiwalu Synestezje.

Czytaj również