Twórczość bryskiej, jej osoba i cała otoczka jest dla mnie, i pewnie nie tylko dla mnie sporą zagadką. Ta dziewczyna potrafi w swoich utworach łączyć skrajne dla siebie style muzyczne, melancholię z klubowymi dźwiękami, czy przygnębiające teksty z tymi nieco żywszymi. W ubiegłym roku jej muzyka wypłynęła na rynku muzycznym i z miejsca stała się dość popularna, często grana w stacjach radiowych. Na swoim koncie, bryska ma już debiutancką EPkę jestem bryska, na której znalazły się jej pierwsze hity takie jak lato (pocałuj mnie). Swoją drogą jak dla mnie świetna kompozycja.
Po tych małych sukcesach 22 kwietnia przyszedł czas na spełnienie małego marzenia każdego z artystów, czyli wydanie długogrającego albumu. Na moja ciemność znalazło się 15 kompozycji. Wydany on został w 3 wersjach: podstawowej, deluxe (zawiera debiutancką EPkę) oraz na vinylu. My skupimy się na wersji podstawowej, trafiły na niej oczywiście znane hity jak i również wcześniej niepublikowane kompozycje. Jak wspominałem artystka lubi mieszać style, dlatego album ten jest totalną mieszanką emocji. Od melancholijnych utworów, po iście klubowe numery.
Jeśli chodzi o muzykę bryskiej, to mam z nią nie lada zagwozdkę. Nie wiem dlaczego, ale gdy zestawiam ze sobą wersje podstawowe utworów z krążka i te, które doczekały się remixu, to niestety, ale bardziej przemawiają one do mnie w tej drugiej wersji. Pierwszym przykładem z brzegu jest odbicie. Jest to chyba najlepsza kompozycja na albumie. Ma wszystko to, co potrzebne by stać się hitem. Nie bez powodu zresztą z marszu docierała na szczyty list przebojów. Kolejnym bardzo fajnym, żywym numerem jest narkotyk w remixie Jordana Banksa. Przyjemne dla ucha zwrotki z podbitą i wyraźną linią basu, która napędza całą kompozycję. Ciekawie zbudowane przejścia do refrenów, na zasadzie rosnącego napięcia. Do tego fajnie brzmiący głos wokalistki w samych refrenach. Podoba mi się jej akcentowanie końcówek i to, jak wtedy brzmi jej głos na lekkim vibrato.
Nie samymi remixami człowiek żyje, jak też i ten album nie opiera się głównie na nich. Żeby nie było, należy również docenić inne strony krążka, przejdźmy zatem do jego nostalgicznej i lekkiej części, na koniec zaś zostawiłem sobie utwory, które mnie nieco zaskoczyły. Płytę otwiera skomponowana na wielkim luzie ciemność. W refrenach prym wiedzie lekka rytmiczna gitara. Zwrotki z kolei bardziej są oparte o dźwięki płynące z elektronicznej ścieżki. W podobnym tonie nagrane zostało na legalu. Pokuszę się o stwierdzenie, że ścieżka gitary jest niemalże identyczna, tyle że przyspieszona. Dobry pomysł na wybijanie rytmu na pudle gitary przed refrenami. Generalnie widzę tu duży potencjał na kolejny radiowy hit, idealnie wpasuje się w kanony tego typu utworów. Zdecydowanie najmniej przemawia do mnie Antarktyda. Co prawda ma fajną melodię brzmiącą jak muzyka z pozytywki i mroczne oblicze w refrenach, połączone z nałożonymi na wokal efektami, jednak jako całość nie kupuję tego. Za to bardziej trafia do mnie bajek deszcz. Tutaj znów mamy przemycone użycie podobnego motywu muzycznego. Nie bez powodu piszę o nim po Antarktydzie, bo pojawia się stylizowanie na dźwięk pozytywki. W bajek deszcz podoba mi się budowanie napięcia w drodze do refrenów. Swoją drogą, na tym albumie bryska opanowała ten element niemalże do perfekcji!
Przyszedł czas na zaskakujące dla mnie kompozycje. Taką są zdecydowanie jagodowe oczy. Gdy usłyszałem pierwsze dźwięki tego utworu pomyślałem sobie – co tu się dzieje? Początek brzmi jak pogańska pieśń grana przy ognisku w trakcie starodawnych obrzędów. Cała kompozycja stylizowana jest na te klimaty, oczywiście w połączeniu z nowoczesnymi elementami muzyki elektronicznej, co dobrze słychać gdy wchodzi bridge. Genialne i nieprzewidywalne są pomysły artystki, które pojawiają się na tym albumie. Na sam koniec wrócimy jeszcze do żywych utworów, bo takie też bryska posiada w swoim muzycznym portfolio i wcale nie są to remixy! Należą do nich uff, bardzo hipnotyzująca i muzycznie brnąca w lekką psychodelę guma balonowa. Bardzo został podkręcony tu bas, dlatego uwaga z poziomem głośności w trakcie odtwarzania. Całość zamykają cukier i ABC.


Podsumowując, myślę, że są duże szanse by ten rok po części należał do bryskiej. Oczywiście konkurencja na naszym rynku jest dość mocna, szczególnie jeśli chodzi o wokalistki, jednak myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie by tak się stało. Jej debiutancki krążek jest swego rodzaju powiewem świeżości i wielką tajemnicą. Bo po kilku wydanych wcześniej utworach, tak naprawdę nikt nie wiedział, czego tak do końca można spodziewać się po tej artystce. Jak widać, można spodziewać się wiele, a przede wszystkim jak to mówią – spodziewać niespodziewanego. Bo któż by mógł przypuszczać, że na płycie ukarze się utwór w stylu jagodowych oczu? Przypuszczam, że mało kto. Bryska zaczyna tworzyć swój własny, unikalny styl. W jej twórczości podoba mi się brak ograniczeń, zabawa muzyką i łączenie różnych styli. Samo to mówi wiele o tym, jaką artystką jest. Myślę, że w przyszłości może to pozytywnie zaowocować w jej kolejnych utworach i albumach, bo takowe na pewno powstaną. Jest to dopiero początek jej muzycznej drogi i już widać, że nie zostanie artystką jednego utworu. Sam album bardzo mi się podoba, oczywiście nie unikniemy drobnych minusów, jednak jak to w przypadku gustu bywa, nie da się dogodzić wszystkim. Całościowy odbiór jest jednak bardzo pozytywny, dlatego Pani Bryska – czekam na więcej!
- Data premiery: 22 04 2022
- Single:
