Na polskim rynku muzycznym pojawia się ostatnio coraz więcej oryginalnych, młodych artystów, którzy mogą sporo namieszać. Nie dają się opisać gatunkami, nie pozwalają zaszufladkować. Są odważni i charakterystyczni w tym, co tworzą, śpiewają, grają, wyróżniają się z tłumu. Zespół, który właśnie wydał debiutancki album zdecydowanie należy do pokolenia tych niepokornych artystów. A mowa oczywiście o grupie Bownik i ich Delfinie!
W 2016 roku ukazał się dobrze przyjęty debiutancki album zespołu Bownik znanego wcześniej jako Control The Weather z siedmioma premierowymi utworami – jednak wtedy całe wydawnictwo było anglojęzyczne. Piosenki miały też inny klimat, bardziej elektroniczny, a zespół sam o sobie humorystycznie mówił, że tworzy vegan disco. Na szczęście dwa lata później otrzymaliśmy od grupy kolejny album, tym razem w całości po polsku i to był zdecydowanie dobry wybór. Styl, w jakim będzie nagrana druga płyta Bownika, zwiastował pierwszy singiel wydany w marcu 2017 roku zapowiadający album. Na początku do Delfiny podeszłam bardzo sceptycznie – czułam, że to trochę na granicy kiczu, byłam zdezorientowana. Potem usłyszałam wspomnianą Delfinę, a także inne piosenki zespołu na żywo podczas ich koncertu na Spring Breaku i zrozumiałam, że to część ich spójnego, oryginalnego wizerunku. Dużą zaletą grupy jest oczywiście bardzo charakterystyczny frontman, czyli Michał Bownik z trochę zmanierowanym, ale ciekawym głosem. Widać, że zarówno on, jak i muzycy mu towarzyszący mają dystans do siebie, a do tego tworzą naprawdę przyjemną do słuchania muzykę i na żywo brzmią świetnie!
Na drugim wydawnictwie Bownika znalazło się dziewięć premierowych utworów. Nie jest to zbyt dużo, ale może dlatego, że są to starannie wyselekcjonowane piosenki, które mają tworzyć całość. Czy tak faktycznie jest? Nie można zaprzeczyć, że jest to spójne wydawnictwo, jednak wśród tych utworów są też półtora minutowe Prace i Dnie oraz Tamten Dzień – niestety, ale trochę tego mało. Wydaje się, że muzycy polubili się z minimalizmem nie tylko w kwestii ilości utworów. Artyści nie wykorzystali wielu instrumentów, a warstwa muzyczna momentami jest dość skromna. Bownik postawili też na samplowanie samych siebie. Muzyka jest tłem dla inteligentnych, choć często zagadkowych tekstów jak np. w piosence Stalowe BMW.
Minimalizm jednak nie przeszkadza, gdy Bownika po prostu nie chce przestać się słuchać, jest coś przyciągającego w tym wokalu. Na tym albumie wszystko jest niebanalne – począwszy od samych tytułów i tekstów. Widać tu zabawę słowem, a jak widać inspiracja jest wszędzie. Gdy się wsłucha w takie utwory jak Deskorolka czy Drewno i Granit, naprawdę słychać w tym wszystkim przekaz i głębszy sens. Artyści umiejętnie łączą pozornie niepasujące słowa, elementy, a wszystko przekazują w bardzo rytmicznej, przystępnej formie, choć w ogóle niepodobnej do piosenek, które słyszymy na co dzień – na pewno nie znajdziecie tu auto-tune’a.
Tworząc najnowszy album Bownik mieli cel i wiedzieli, jak go osiągnąć. W efekcie powstało wydawnictwo bardzo estetyczne, stylowe, wyraziste i spójne. Delfina to zbiór piosenek, z którego muzycy mogą być naprawdę zadowoleni. Nie ma tu złych piosenek, bo żadna nie wyłamuje się poza ten ustalony przez nich schemat. Za to swoje miejsce znalazły utwory, które wykonane przez kogoś innego nie brzmiały by tak przekonująco. W tej roli widzę tylko jedynego i niepowtarzalnego – Michała Bownika.

