Bonnie Tyler – Between The Earth And The Stars (2019), recenzja Marty Muśko

Inne recenzje

Kobiety tworzące w zdominowanym przez mężczyzn świecie rocka nie mają łatwej drogi. Są jednak takie, którym nie przypadkowo udało się wpłynąć na rozwój muzyki. Do takich artystek należy Bonnie Tyler. Przełomowa, utalentowana, kreatywna, niepodobna do nikogo innego – jest na scenie od blisko pięćdziesięciu lat i wciąż pokazuje swoją artystyczną formę. 22 marca dołączyła do dyskografii 17. solowy album Between The Earth And The Stars, gdzie nie zabrakło również wyjątkowych gości.

Artystka jest aktywna na scenie od 1975 roku. Between The Earth And The Stars to 17. album studyjny Bonnie Tyler w blisko pięćdziesięcioletnim dorobku artystycznym oraz pierwszy album od wydania ostatniego Rocks and Honey w 2013 roku. To dość spora luka w wydawniczym kontekście, jednak jeżeli spojrzymy na aktywność artystki, przez cały czas działała na scenie.

Przed zapoznaniem się z najnowszym dziełem legendarnej wokalistki zasięgnęłam opinii odbiorców w internecie. Była ona mniej więcej zgodna, że jest to album, który nie do końca sprostał oczekiwaniom, ogółem spodziewając się zupełnie czegoś innego. Pierwsza myśl – może być monotonnie i statecznie, do czego artyści w dojrzałym wieku często mają tendencję. Jak jest w rzeczywistości?

Zaskoczenie nastąpiło już wraz z początkiem piosenki Hold On. To podniosła power-ballada z bagażem emocjonalnym i jakże charakterystyczną, niezmienną barwą głosu, która z wiekiem wydaje się jeszcze silniejsza. W następnej kolejności w bluesowym rytmie Battle of the Sexes swoim niemniej rozpoznawalnym wokalem wita nas Rod Stewart, gdzie razem z główną bohaterką tworzą idealny bluesowo-rockowy numer. Co warto podkreślić, jego autorem jest legendarny wokalista zespołu Smokie Chris Norman. Bez wyrazistego szaleństwa, jednak z delikatnym pazurem i co najważniejsze w tego typu kompozycjach, z wyczuciem rytmu i towarzyszącego partnera. W Slow Walk wokalistka działa już solo i na tle wyrazistej gitary oraz chóru wychodzi naprawdę intrygująco.

Bonnie uczestniczyła podczas całego procesu nagrywania albumu. Mając wiele piosenek, które mogły trafić na nowy album, trochę trwało zanim ostatecznie wybrała idealną listę utworów. Dlatego wrażenie robią tu nie tylko nazwiska, ale także proces powstawania i związane z tym ciekawe efekty współpracy. Po rockowej energii nadeszła kolej na lirykę. Oferuje ją Seven Waves Away w tak bardzo dawnym stylu, że aż trudno oprzeć się wrażeniu, że kompozycja nie została stworzona w latach osiemdziesiątych. Dla mnie jest to atut, ponieważ w dzisiejszych czasach nikt nie potrafi tworzyć takich ballad. Jak się okazuje, oprócz Barry’ego Gibba z Bee Gees, który napisał tę piosenkę specjalnie dla Bonnie. Żałuję jedynie, że nie zdecydowali się wykonać jej razem, bo zdecydowanie miałaby zadatki na zostanie legendarnym duetem na miarę Gibb-Streisand. Więcej pianina i przestrzeni usłyszymy w lirycznych Older oraz To the Moon and Back.

I tu początkowe podejrzenia co do monotonności płyty zostają rozwiane. Wbrew ogólnej reputacji Bonnie Tyler jako wokalistki idealnie sprawdzającej się w dynamicznych balladach, Between The Earth And The Stars w największej mierze ukazuje jej rockową stronę. Na to właśnie czekałam! Tego samego dnia swoją premierę miał najnowszy album wokalisty Status QuoFrancisa Rossi (o wrażeniach podzielę się w następnej recenzji). Jako, że obydwoje należą do jednej wytwórni, dlaczego spontanicznie nie połączyć sił we wspólnej piosence? Efektem jest Someone’s Rockin’ Your Heart w którym zakochałam się od pierwszego usłyszenia. Połączenie subtelnego głosu Rossiego, wyrazistej chrypy Tyler i rock’n’rollowego rytmu jest najciekawszym połączeniem jakie słyszałam od dawna, spełniające w moim odczuciu tytułową metaforę, gdzieś pomiędzy Ziemią i Gwiazdami…Unoszące, radosne, brzmieniowo dopracowane – zdecydowanie najlepszy duet na płycie i jeden z w karierze artystki. Kolejną współpracę Bonnie nawiązała z Cliffem Richardem. Jest melodyjnie, jednak pomiędzy silnym wokalem wokalistki, głos Cliffa się zaciera i pozostaje gdzieś w tyle, natomiast w głowie wciąż odtwarza się poprzedni numer z Francisem. Do najmocniejszych punktów należą również rockowe Don’t Push Your Luck, Bad for Loving You i Move. Uwielbiam Bonnie w takim wydaniu, ponieważ jak mało która kobieta w muzycznym świecie ma w sobie tak ogromną rockową siłę i odwagę do tworzenia czegoś ponadczasowego.

Najnowszy repertuar nie ma w zamiarze stać się numerem jeden na światowych listach przebojów. Nie podąża ślepo za szukaniem nowych brzmień i fanów, natomiast jest ukłonem w stronę słuchaczy, którzy są z artystką od wielu lat. Osobiście muszę przyznać, że po zapoznaniu się z Between The Earth And The Stars mój podziw do artystki jest jeszcze większy. Bonnie Tyler jest na tyle rozpoznawalna, że dziś mogłaby spokojnie żyć z okazjonalnych koncertów i dawnych hitów sezonowo powracających na wysokie miejsca, tak jak w przypadku zaćmienia… Na szczęście jest zupełnie inaczej i wokalistka wciąż odczuwa potrzebę tworzenia i śpiewania dla publiczności. Warto także wspomnieć, że nad tą płytą Bonnie pracowała z producentem Davidem Mackayem, który pomagał jej przy pierwszych wydawnictwach. Z uwagi, że Between The Earth And The Stars trwa zaledwie niespełna pięćdziesiąt minut, nie do końca pozwala jej pokazać wszystkich swoich mocnych stron. Jest to jednak dojrzały materiał łączący rock, contry i wolniejsze kompozycje w klasyczny, niekomercyjny dla dzisiejszych czasów sposób.

Bonnie Tyler - Between The Earth And The Stars
  • Data premiery: 22 03 2019
  • Single: Between The Earth And The Stars, Hold On
Najlepsze utwory: Someone’s Rockin’ Your Heart (With Francis Rossi), Hold On, Don’t Push Your Luck, Bad For Loving You
Najsłabsze utwory: Missing You


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Kobiety tworzące w zdominowanym przez mężczyzn świecie rocka nie mają łatwej drogi. Są jednak takie, którym nie przypadkowo udało się wpłynąć na rozwój muzyki. Do takich artystek należy Bonnie Tyler. Przełomowa, utalentowana, kreatywna, niepodobna do nikogo innego - jest na scenie od blisko pięćdziesięciu...Bonnie Tyler - Between The Earth And The Stars (2019), recenzja Marty Muśko