MENU

    Bo (nie) zmarnowałam czas(u). Relacja Julii Maciąg z koncertu Lordofonu w Krakowie

    Minął tydzień od jednego z najbardziej intrygujących koncertów polskich artystów, na jakim byłam. Mowa tu o zespole „pieśni i tańca” Lordofon. Szczerze mówiąc, teraz rozumiem, dlaczego ich koncerty wyprzedały się tak szybko. 

    Co oferowało krakowskie widowisko? Na pewno bardzo długą kolejkę na samo wydarzenie. Mimo zmiany lokalizacji miejsca na większy, ludzi było i tak bardzo dużo. Widać, że zainteresowanie było ogromne, a organizatorzy opóźnili koncert, aby ludzie mogli na spokojnie wejść i podziwiać show. W zapętleniu ciągle przygrywała muzyka z windy, która towarzyszyła uczestnikom z dobre półtorej godziny, jak nie więcej. Podczas czekania można było usłyszeć wołania do chłopaków oraz losowe słowa, jak „Jarosław” lub „powietrze”.

    Przed Lordofonem na supporcie zagrała Lotta. Przyznam, że to był pierwszy koncertowy support, który znałam, więc świetnie, że akurat chłopaki zdecydowali się zaprosić Lottę do Krakowa. Zaprezentowała swoje hyperpopowe utwory, a w tle widoczne były nagrania do klipu nowa żona. O dziwo na koncert przyszło sporo fanów jej twórczości, co było naprawdę zaskakującym zjawiskiem. Lotta — czekam na więcej hyperpopowych brzmień na Twojej trasie!

    Jednym z najlepszych punktów tego koncertu była sama jego zapowiedź. Tak, zapowiedź. Nie była to zwykła gadka, że zaraz Lordofon wyjdzie na scenę. Na ekranie pojawił się znany z Tik Toka Dj Zimny Gularz, który na swój sposób przygotował publikę na to, że gwiazdy wieczoru zaraz wyjdą na scenę. Sama akcja okazała się strzałem w dziesiątkę i na pewno to była jedna z najbardziej komentowanych akcji na koncercie. 

    Po 21 zespół wyszedł na scenę z piosenką Francoise Hardy, która otwiera także płytę Passé grupy. Warto dodać, że większość piosenek posiadały dedykowane animowane filmiki, które wyświetlały się w tle. Niektóre nagrania były bardzo intrygujące, między innymi Tatuaż z wąsem na palcu z lyrics video odwzorowany w stylu wczesnych lat 2010. oraz gwieździste Houdini, czy Poliester. Swoją drogą chłopaki ogłosili, że po tej trasie już nie zagrają tej ostatniej piosenki, więc super było być jedną z tych osób, którym udało się usłyszeć tę balladę na żywo.

    Zespół na koncercie miał świetny kontakt z publiką. Wspominali o tym, jaka była głośna publiczność i że od dzisiaj tzn. 19 października 2023 kochają Kraków. Dla poprawy humoru fanów wokalista Maciej Poreda wyszedł do publiczności i poprosił dwie osoby o opowiedzenie jakichś sucharów. Żart opowiedział także perkusista Michał Jurek o betonie. Żarty były tak suche, że ich nie zapamiętałam zbyt dobrze, ale to był ciekawy przerywnik dla kolejnych numerów.

    Nie zabrakło też starszych numerów chłopaków, z czego najbardziej wyczekiwałam na Figaro oraz Openera. Usatysfakcjonowały mnie te pozycje na setliście wspomniane wcześniej Francoise Hardy, Houdini oraz ostatnio katowana przeze mnie ostatnio Pętla

    Publiczność za to bardzo była chętna na robienie pogo i nie jestem w stu procentach pewna, ile razy widziałam tłum ludzi wpadających na siebie. Pewna jestem, że na chatGPT tłum dosłownie oszalał, a sama piosenka oddawała klimat dla tej akcji. Na bisach też tej akcji nie zabrakło. Sama nie biorę udział w tym, ale widać, że ludzie byli zadowoleni.

    Pomimo opóźnienia, jak sam tytuł tego tekstu wskazuje, nie żałuję ani sekundy bycia na koncercie braci Lordofon. Był to jeden z lepszych polskich koncertów, na jakim byłam, które dostarczyło mi masy wrażeń, wspomnień oraz pozytywnych emocji. Na ten moment reszta koncertów jest wyprzedana, ale jeśli macie okazję, nie idźcie, a biegnijcie na ich koncert.

    Julia Maciąg
    Julia Maciąg
    Działa głównie w Krakowie. Relacjonowanie koncertów, czy pisanie amatorskich recenzji to (zaraz po śpiewaniu) jej pasja. Kocha rozmawiać o muzyce i odkrywać nowe, muzyczne talenty. Tik Tok to jej zajawka i to właśnie ją widujecie najczęściej na naszym Tik Tokowym profilu. Otwarta na każdy gatunek muzyczny — od popu aż do rapu.

    Ostatnio opublikowane