Bliżej Ziemi. Eddie Vedder – Earthling, 2022 (recenzja)

Inne recenzje

Jedenaście lat po premierze ostatniego albumu solowego, Eddie Vedder powrócił z nowym wydawnictwem. Co po tak długiej przerwie ma do powiedzenia, czy może lepiej, do zaśpiewania i zagrania, swoim fanom artysta i towarzyszący mu muzycy?

Eddiego Veddera to już człowiek-legenda. Artysta jest aktywny na rynku muzycznym od przeszło trzydziestu lat, szerszą rozpoznawalność zyskał w 1991 roku, początkowo za sprawą współpracy z grupą Temple of the Dog, jednak to bycie charyzmatycznym wokalistą zespołu Pearl Jam przyniosło mu największą sławę i uznanie. Band uznaje się za jeden z kluczowych zespołów ruchu grunge, który na zawsze zmienił historię i brzmienie muzyki rockowej.

Vedder w pewnym momencie postawił także na karierę solową – zadebiutował w 2007 roku za sprawą soundtracku do filmu Into the Wild. Album zaskoczył swoim folkowym brzmieniem, które tak mocno odeszło od muzyki, z jakiej znany jest macierzysty zespół muzyka. Projekt osiągnął duży sukces – przyniósł Vedderowi dwie nominację, w tym jedną zamienioną w wygraną, do Złotego Globu i także dwie do Grammy. Muzyk poszedł w tym kierunku także na kolejnym solowym projekcie, czyli albumie Ukulele Songs, który dotarł na czwarte miejsce listy Billboard 200. Te piękne, intymne wydawnictwo, oparte na prostym, spokojnym brzmieniu ukulele, ujrzało światło dzienne już jedenaście lat temu.

Po solowych eksperymentach artysta ostatecznie powrócił do grania z Pearl Jam, z którym wydał dwa kolejne albumy, w tym w 2020 roku dobrze przyjęty przez krytykę Gigaton. Niedługo po premierze krążka muzyk znów postanowił zająć się swoją solową działalnością – tak powoli zaczęła powstawać płyta Earthling.

Na najnowszym projekcie Eddie postanowił być mniej samodzielny niż zwykle – specjalnie na potrzeby nagrania tej płyty, powstał specjalny zespół – The Earthlings, w skład którego weszli muzycy Red Hot Chilli Peppers – Josh Klinghoffer i Chad Smith, znany z zespołu Jane’s Addiction basista Chris Chaney, kompozytor Glen Hansard oraz gitarzysta i producent albumu Andrew Watt. Udział ostatniego z wymienionych jest kluczowy dla całego wydawnictwa.

Watt dał się poznać światu jako umiejący się poruszać w różnych gatunkach, utalentowany producent, który ma na swoim koncie współpracę m.in. z Miley Cyrus, Post Malone czy Dua Lipą. Od początku jego przygody z muzyką wiadomo było jednak, że jego korzenie sięgają ciężkiego brzmienia – co świetnie udowadnia, współpracując z legendami gatunku, teraz właśnie z Vedderem. Jego rola w powstaniu Earthling jest bardzo ważna, gdyż to właśnie jego doświadczona, producencka ręka, ale też świeże, młode podejście sprawiły, że album brzmi z jednej strony tak tradycyjnie, nie odchodząc od dotychczasowych solowych osiągnięć Veddera, z drugiej zaś nabrał niespotykanej jak dotąd siły, mocy i energii.

Dowodem na te słowa jest już otwierający płytę utwór Invincible. Spokojne brzmienie gitary, takie nienachalne, rzucające się w ucho gdzieś tam w tle, tak pięknie i melodyjnie łączy się, z nadal świetnym, wokalem muzyka. To też cudowny ukłon w stronę początku przygody z solowym brzmieniem Veddera, czyli projektu Into the Wild. Takie same myśli miałam, gdy tylko usłyszałam pierwszy singiel z albumu, utwór Long Way, z tym, że do tej pory odnoszę wrażenie, że jest to najnudniejsza piosenka z całego albumu. Nadal świetna muzycznie, ze wspaniałym tekstem, stanowiąca hołd na Toma Petty’ego ale w jakiś sposób nużąca – taki folkowy break-up song.

Pierwsze duże zaskoczenie to dla mnie numer Power of Right – tak mocnego grania w solowych dokonaniach Veddera jeszcze nie było! Tym bardziej, że mamy tu do czynienia z rzeczywiście rockowym kawałkiem, który jednak ma w sobie folkowe nuty (ten tamburyn czy dźwięki gitary w refrenie). Trudno tu nie pomyśleć o brzmieniu Pearl Jam – skojarzenia nasuwają się najbardziej za sprawą tego charakterystycznego, warczącego wokalu. Gitarowe brzmienie dominuje także w genialnym, na szczęście wybranym na singiel, numerze Brother the Cloud. To emocjonalna kompozycja, opowiadająca o stracie – ból nią wywołany słychać w ciekawym połączeniu spokojnego i wściekłego grania, przejmującym wokalu, ale przede wszystkim w tekście. Słowa powstały na kanwie prawdziwych, trudnych doświadczeń z życia Veddera – w 2016 roku, w wyniku nieszczęśliwego wypadku, stracił on przyrodniego brata, rok później bliskiego przyjaciela, Chrisa Cornella.

The Dark to kompletnie inne muzyczne przeżycie. Rytm, przywodzący na myśl pop-rockowe brzmienie lat ‘80, kojarzący się chociażby z Bryanem Adamsem świetnie się sprawdza. To jest właśnie numer, który powinien zapowiedzieć cały album – wydaje mi się, że dużo bardziej przyciągnąłby uwagę słuchaczy, niż Long Way, tym bardziej, że ta tradycja muzyki sprzed niemal czterdziestu lat, przeżywa teraz prawdziwy renesans.

Są też takie momenty na Earthling, które szybko mi minęły i które zupełnie nie wpadły mi w ucho – Fallout Today to niemal popowa propozycja, z ciekawą solówką, ale sama w sobie taka całkiem przeciętna. Dużo ciekawiej, tak urzekająco, brzmi jednak The Haves, czyli przepiękna ballada, zaśpiewana wyjątkowo kojącym głosem Eddiego, od którego aż mięknie serce. Tekstowo to charakterystyczny dla Veddera sprzeciw wobec materializmu i konsumpcjonizmu, więc jeszcze przesłanie się zgadza. Good and Evil ma spory potencjał – niemal heavy-metalowe granie świetnie się sprawdza mniej więcej w połowie płyty, jednak taki zabrudzony dźwięk, zagłuszający wokal i resztę muzyki, psuje początkowe dobre wrażenie. Tu znów – lepszym eksperymentem z takim brzmieniem jest kolejny na trackliście utwór Rose of Jericho, w którym wyjątkowo głośno i mocno wypadła perkusja, wspaniałe.

Im bliżej końca albumu, tym ciekawiej się robi. Try to energiczny efekt współpracy ze Stevie Wonderem, który nie zaśpiewał, a zagrał na harmonijce, na Picture słychać wokal i fortepian Eltona Johna. To ciekawy duet, zaskakujący, tym bardziej, że wspólna kompozycja zahacza mocno o country, co zupełnie nie kojarzy mi się z muzycznymi dokonaniami żadnego z Panów, ale to brzmi naprawdę miło! Także na Mrs. Mills słychać gościa, a konkretnie perkusję w wykonaniu Ringo Starra. Piosenka ta, czyli oda do brytyjskiej pianistki Gladys Mills, bardzo, bardzo odwołuje się do tradycji beatlesowskiej – wystarczy wsłuchać się w to, jak jest ona prowadzona – muzyka piękna, acz nienachalna, delikatny wokal i urzekające, klasyczne zakończenie. Zamykający całość On My Way, to najkrótszy utwór z płyty, jednak jeden z najważniejszych. Otwiera go śpiew ojciec Eddiego Veddera, który ten znalazł na nieodsłuchiwanej nigdy wcześniej kasecie. Ten nagrany wykon harmonijnie współbrzmi z wokalem syna – bardzo wzruszające i poruszające zakończenie, wyrażające jakąś formę tęsknoty za dawnym.

Earthling to ważny i wyjątkowy album – nic dziwnego, że podbił amerykańskie listy przebojów, debiutując na szczycie zestawień Top Rock Albums, Top Alternative Albums i Top Current Albums. Zwraca on uwagę przede wszystkim różnorodnym brzmieniem, które równie mocno czerpie z klasyki, jak i z bardziej współczesnego brzmienia. Osobiście cieszą mnie też te mocniejsze wstawki, za którymi, nie ukrywam, trochę tęskniłam na poprzednich projektach. Świetnie też, że Vedder postawił tym razem na liczne współprace, które tylko ubarwiły ten album, nadając mu wyjątkowego charakteru.

Mam takie wrażenie, że Eddie zdecydował się tym razem połączyć dwie swoje strefy komfortu, pokazując prawdziwe spektrum tego, co naprawdę mu siedzi w duszy. Dlatego tak dobrze się słucha Earthling, bo czuć z tego albumu prawdę, miłość do muzyki, do pracy nad nią, to także efekt chęci rozwijania się, nie zatrzymywania w jednym miejscu, jednym brzmieniu. Zdecydowanie ważne wydawnictwo tego roku.

Eddie Vedder - Earthling
  • Data premiery: 11 02 2022
  • Single: "Long Way", "The Haves", "Brother of Cloud"
Najlepsze utwory: The Dark, Brother of Cloud, On My Way, Rose of Jericho, The Haves
Najsłabsze utwory: Fallout Today


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Dominika Pawłowska
Dominika Pawłowska
Kręci mnie kultura, zwłaszcza muzyczna. Słucham dużo starego rocka i metalu, ale na moich playlistach nie brak też dźwięków popu, electro, alternatywy czy R&B. Muzyki słucham praktycznie ciągle, a od kilku lat, mniej lub bardziej poważnie, o niej piszę. Poza muzyką, na co dzień zajmują mnie moje koty - Stefan i Oliver, czytanie, gotowanie i oglądanie sitcomów.

Czytaj również

Jedenaście lat po premierze ostatniego albumu solowego, Eddie Vedder powrócił z nowym wydawnictwem. Co po tak długiej przerwie ma do powiedzenia, czy może lepiej, do zaśpiewania i zagrania, swoim fanom artysta i towarzyszący mu muzycy? Eddiego Veddera to już człowiek-legenda. Artysta jest aktywny na rynku...Bliżej Ziemi. Eddie Vedder - Earthling, 2022 (recenzja)