Kiedy artysta porzuca swój dotychczasowy pseudonim, to wiedz, że coś jest na rzeczy. Oto Błażej Król, a jego siódmy studyjny album W każdym (polskim) domu to początek nowego rozdziału w jego dotychczasowej karierze. Przed nami otwierają się drzwi do domostwa samego króla, które w zasadzie nie różni się niczym od tych naszych.

Początki popularności Błażeja, znanego do niedawna po prostu jako KRÓL, sięgają roku 2019 oraz jego debiutu w ramach projektu „Męskie Granie”. Od tamtej pory Król coraz śmielej wkraczał w blask scenicznych świateł, aby za sprawą albumu Dziękuję, przebić się do świadomości niedzielnych słuchaczy. Nie jest tajemnicą, że w moim mniemaniu było to najlepsze polskie dzieło roku 2021. Dlatego tez moje oczekiwania wobec W każdym (polskim) domu były dość wysokie, choć spodziewając się w zasadzie tego samego, tyle że z jeszcze większym dupnięciem. Tym samym dotarliśmy do 2023, gdzie Błażej Król podarował swojej publiczność coś zgoła innego, ale zacznijmy od początku.
W każdym (polskim) domu jest niczym pierwsza randka. Niby wszystko było fajnie, ale jedno rendez vous miłości nie czyni. Później przychodzi drugie, trzecie i ósme spotkanie, czyniąc tą relację co raz to lepszą i lepszą. Nie mam wątpliwości, że Błażej Król jest mistrzem popowych kawałków, które nie tracą tanim sentymentalizmem i przewidywalnymi dźwiękami. W każdym (polskim) domu opowiada o jego zwykłej (polskiej) codzienności całkiem rozpoznawalnego artysty. Opowiada o swojej miłości, rodzinie oraz mniej lub bardziej polskich przywarach. Niemniej, są to tylko, albo aż, domowe sprawy, gdzie polskość jest wyłącznie tłem do tych codziennych, ludzkich spraw. Król jednak jest ponadto to i przyjmuje te doświadczenia z dobrodziejstwem inwentarza. Takie jest życie i takim warto je brać, bo w sumie jest całkiem zabawne, choć nierzadko jest bardzo trudne.
W każdym (polskim) domu jest zdecydowanie spokojniejsze i zrównoważone melodycznie w porównaniu ze swoim poprzednikiem. Błażej Król postawił tym razem na bardziej prostolinijny zestaw dźwięków, nie odżegnując się jednak od swoich cech charakterystycznych. Jego muzyka pozostaje niezwykle lekka, nie do końca na serio i przede wszystkim sprawiająca dużo przyjemności z jej doświadczania, co nie przeszkadza w tym, żeby miała też jakąś treść. Ten album cudownie otacza przestrzeń wokół słuchacza, ciesząc zarówno gdy gra sobie w tle, jak i wtedy, kiedy słucha się go w absolutnym oderwaniu od rzeczywistości.
Produkcyjnie nie mam Królowi niczego do zarzucenia, choć styl jego najnowszego dzieła jest dość specyficzny. W każdym (polskim) domu czerpie z synthpopu lat 80. i 90., ocierając się niemalże o inspiracje disco polo, mieszając to ze współczesnym popem i rockiem. Choć nie mam wątpliwości, że są to świetne melodie, zagłębiając się w nie towarzyszyło mi poczucie niepokoju. Niby kryje się za nimi radość, ale gdyby tylko pozbawić ich tej uroczej otoczki, można się całkiem zdziwić. Tym samym tworzy się naprawdę intrygujący obraz, gdzie ten album rzeczywiście jest emanacją polskiego domu – gdzie idylliczna sielskość miesza się z podskórną niepewnością.
Jeśli W każdym (polskim) domu ma jakieś wady to jest zbytnia spójność. Jednolitość nie musi oznaczać opierania się na szablonie przy tworzeniu kolejnych piosenek. Dlatego też trudno mi było wybrać te utwory, które rzeczywiście były najlepsze, bo w istocie były bardzo do siebie podobne. Wśród singli zdecydowanie wygrywa Nic Nowego, bo choć Miałem Już Nie Tańczyć, 10 Lat i Przyszedłem Tu są dobre, tak to właśnie ten pierwszy ma tą królewską nonszalancję, którą tak kocham. A propos, w tym samym klimacie utrzymany jest Nieco Głębiej – „o nic się nie martw” nigdy nie brzmiało tak uroczo złowieszczo. Duety z Arturem Rojkiem oraz Piotrem Roguckim również są świetne, ale to jednak z Im Dłużej Milczysz To… oraz Za Tatusia I Mamusię polubiłem się bardziej.
W każdym (polskim) domu to lektura obowiązkowa, jeśli chodzi o polską muzykę roku 2023. Błażej Król nie musi udowadniać, że ma zmysł do tworzenia nienachalnych przebojów, które dają najzwyklejszą radość z ich doświadczania. Jeśli posłuchacie tego albumu raz, na pewno będziecie do niego wrócicie, czyniąc z niego swój (polski) dom.
- Data premiery: 09 02 2023
- Single: Przyszedłem Tu..., Miałem Już Nie Tańczyć, 10 Lat, Nic Nowego
