Black Sabbath – The End (2017), recenzja Adrianny Małolepszy

0
508

Black Sabbath to legenda wśród fanów metalu i nie tylko. Utworzony w 1968 roku zapisał się w historii muzyki wielkimi literami. Przetrwał wiele turbulencji, zmian i problemów, by po czterdziestu dziewięciu latach zaprezentować podsumowanie swojej historii i ukoronowanie dorobku.

Znalezione obrazy dla zapytania Black Sabbath - The EndPłyta The End to zapis ostatniego koncertu grupy. Dzięki niej wszyscy fani będą mieli okazję poczuć atmosferę chociaż podobną do tej, jakiej doświadczyła publiczność w Birmingham w Wielkiej Brytanii 4 lutego 2017 roku. To właśnie wtedy, miesiąc przed oficjalnym zakończeniem działalności, zespół przeżył wspólnie ostatnie, niecałe dwie godziny na scenie dając fanom to, czego chcą i żegnając się z nimi w wielkim stylu.

Na szczęście materiał nagrany na nośnik audio ten styl oddaje. Producenci byli na tyle mądrzy by nie pociąć zapisu na kawałki. Na CD znajdziemy więc pełno wymiarowe solówki i momenty interakcji z publicznością pomiędzy utworami. Dzięki temu słucha się go płynnie i z satysfakcją, bez poczucia, że coś ważnego zaraz nas ominie, bo tak zadecydował ktoś inny.

A jest czego słuchać! Cała trasa The End, której rzeczony koncert był zwieńczeniem obfitowała w największe przeboje Sabbath’u pochodzące głównie z pierwszej połowy lat 70. Prawdziwa gratka dla fanów i pokaz niesamowitego zgrania wszystkich członków zespołu.

Czuć, że panowie nie tylko doskonale wiedzą co robią i po co są na scenie, ale też, że znają się jak łyse konie i czerpią wielką radość ze wspólnej pracy. Ewidentnym przykładem tych właśnie cech jest niesamowity, instrumentalny medley utworów Supernaut, Sabbath Bloody Sabbath, Megalomania i Rat Salad z ostatnim z wymienionych przechodzącym w zapierające dech w piersiach, perkusyjne solo w wykonaniu Tommy’ego Clufetos. To 12 minut spędzone bez wokalu pokazuje nieskazitelny warsztat muzyków, którzy potrafią idealnie się uzupełniać i bawić swoim rzemiosłem.



Kiedy do tak świetnych, idealnie zgranych instrumentalistów dołącza Ozzy ze swoim nienagannym wciąż głosem, układanka staje się pełna. Wokal frontmana nadal jest silny i jak zawsze pełen emocji. Absolutnie nie zawodzi w roli wizytówki bandu. Słychać to idealnie między innymi w takich utworach jak War Pigs, N.I.B czy Iron Man.

Ciężko zresztą wybrać najlepsze części składowe tego albumu, a o najgorszych już nie wspominając. Dlaczego? Ponieważ show jest idealną, spójną całością. Panowie nie odpuszczają nawet na chwilę i przez cały koncert dają z siebie wszystko, co zdecydowanie pozytywnie odbija się na jakości.

Jaki jest więc powód wspominania akurat o tych trzech utworach? Pokazują one inną, poza śpiewaniem, nieodzowną rolę Osbourna w Black Sabbath. Włączanie publiczności do przedsięwzięcia. Wokalista sprawdza się w niej świetnie. Interakcja z tłumem wychodzi mu naturalnie, a odzew jest gigantyczny i natychmiastowy. Pomimo że na płycie audio reakcje ludzi są wyciszone, aby odbiorca mógł skupić się na walorach muzycznych materiału, po przesłuchaniu nie ulega wątpliwości, że Birmingham bawiło się fantastycznie.




Coś o czym zdecydowanie warto wspomnieć to zakończenie całego koncertu. Paranoid, kumulacja energii zarówno ze strony tych stojących na scenie jak i pod nią. Ekstaza, dzięki której utwór zyskał zupełnie nowy wymiar. Brzmi o wiele lepiej niż w wersji studyjnej, a gdy mówimy o kawałku tak dobrym, ma to dużą wagę. Gdy w uszach wybrzmiewają mi kolejne nuty wersji live tytułowego utworu z albumu z 1970 roku, naprawdę wierzę w ten przepływ niesamowitych emocji i ich ogromny wpływ na artystę, o którym tak często mówią muzycy.

The End to przykład takiego albumu, który pomimo ograniczeń formatu audio naprawdę jest w stanie przenieść nas na koncert. Zminimalizowana produkcja umożliwia słuchaczowi docenienie idealnego warsztatu członków Black Sabbath i poczucie w sobie zalążka emocji odczuwanych przez publiczność. Spędzenie prawie dwóch godzin z tą płytą będzie świetnym doświadczeniem zarówno dla tych, którzy nie mieli okazji uczestniczyć w koncercie z trasy The End, jak i dla szczęśliwców, którzy chcą wrócić myślami do momentów spędzonych w jednym pomieszczeniu z Ozzy’m i paczką.