Big Sean – I Decided. (2017), recenzja Sary Karaszewskiej

0
197

Big Sean długo zapowiadał album, nad którym pracował ostatnimi czasy. Chyba dotychczas żaden element jego twórczości nie cieszył się taką promocją i takim szumem. Podczas ubiegłorocznego święta Haloween, artysta zaskoczył wrzuceniem do sieci dwóch nowych nagrań. Były nimi Bounce Back i No More Interviews, które zapowiadały płytę I Decided. Warto dodać, że nie jest to płyta, jakiej wiele osób mogłoby się spodziewać i na jaką mogło czekać. Mało w niej klubowych, szybkich rytmów i chwytliwych, krótkich wersów. Przeważają teksty przemyślane i głębokie. Big Sean coraz częściej podkreślał rangę, jaką przyznaje duchowości. To w tematyce emocji osadzone jest I Decided. Do jakich wniosków doszedł sam Sean i o czym chciał nam powiedzieć?

Big Sean, a właściwie Sean Anderson to amerykański raper urodzony w Kalifornii. W 2007 i 2008 podpisał kontrakt z dwoma wytwórniami płytowymi. Pierwszą z nich była GOOD MUSIC Kanye’go Westaa następną Def Jam Recordings. Parę lat później wydał swój debiutancki album Finally Famous: The Album. Jednym z promujących singli był utwór nagrany z Chrisem Brownem pod tytułem My Last. Kolejny album pojawił się na półkach dwa lata później. Nosił tytuł Hall Of Fame. Fani nie musieli długo czekać na kolejną, genialną produkcję rapera i już w ciągu następnego roku pojawił się album Dark Sky Paradise. To on był najlepszą jak dotąd produkcją Seana, a warto dodać, że ma status platynowej. Nie jeden utwór stał się hitem radiowym i plasował się na pierwszych miejscach list przebojów. Można do nich zaliczyć słynne Blessings czy I Don’t Fuck With You. Dodatkową gratką dla fanów była możliwość usłyszenia w nim innych artystów. W zeszłym roku Big Sean razem z drugą połówką, Jhene Aiko, wydał studyjny album Twenty88. Dwa gatunki, których przedstawicielami są Big i Jhene, stworzyły fajną całość. W tym roku przyszedł czas na kolejny krążek Andersona. Jak tym razem wyszło?

Na albumie znajduje się 14 utworów w tym Intro, będące ciekawym monologiem. Pierwszym utworem na płycie jest Light powstałe przy współpracy z Jeremih, które jest dość monotonne jak dla mnie. Nie wyróżnia się niczym ciekawym prócz tekstu, w który warto się wsłuchać. Kolejny, Bounce Back, to jeden z najdziwniejszych utworów, jakie miałam ostatnio okazję usłyszeć. Początkowo nie rozumiałam szału na niego. Czym tak bardzo się wyróżnia, co w nim takiego nadzwyczajnego? Z czasem i ja znalazłam się w gronie fanów. Ciekawa muzyka i zastosowana gra słów były kluczem do sukcesu. Trzecim utworem jest No Favors. Na featuringu słyszymy Eminema, który zdecydowanie trzyma poziom. Sam utwór w dużej mierze nawiązuje do aktualnej sytuacji politycznej w Stanach. Liczne teksty w stronę Donalda Trumpa określają stosunek artystów do tego, co dzieje się w świecie politycznym.  Jump Out The Window jest utworem, do którego wracam. Utkwił mi w pamięci i zdecydowanie wpada w ucho. Słynne Moves… Bardzo specyficzna część tej płyty, która przyjęła się niesamowicie dobrze. Razem z Bounce Back to chyba dwa utwory, o których dotychczas jest najgłośniej. Owe me to styl Big Seana, który lubię. Idealnie nawiązuje do innych jego utworów, które są moimi ulubionymi i najciekawszymi dla mnie w swej prostocie. Jednym z najkrótszych utworów, który jak dla mnie pełni funkcję wstawki, jest Same Time Pt.1. Usłyszeć tu można jego obecną partnetkę Jhene Aiko, będącą częścią duetu Twenty88. Najmniej w ucho wpadła mi reszta utworów, a między innymi Inspire Me, Halfway Off The Balcony czy Sunday Morning Jetpack. Zatrzymać się jeszcze warto przy Bigger Than Me, zamykającym płytę. Prócz Seana usłyszeć można również The Flint Chozen Choir, który otwiera całość oraz Starrah. To jeden z najlepszych utworów. Biorąc pod uwagę, że jest ich 14, a w zasadzie 13, wyjątkowymi nazwałabym tylko lekko ponad połowę z nich. Big Sean i jego muzyka zazwyczaj trafia w moje gusta i lubię wracać do starych kawałków niejednokrotnie. Od tej płyty jednak wymagałabym więcej. Więcej, bardziej i mocniej.

Faktem nie do podważenia jest to, że Big Sean dojrzał jako artysta. Teksty są osadzone w poważnej tematyce, tak jak we wstępie, nawiązuje do duchowej sfery swojego życia. W wielu kawałkach widać obnażoną prywatność pod postacią myśli i dylematów. Płyta powstała przy współpracy z fajnymi artystami i choć jak dla mnie było ich za mało, nie uważam, że jest to warte przywiązania aż takiej uwagi. Artyści i osoby na featach to tylko dodatek. Równie dobrze mogłoby nie być ich wcale. I Decided to w moim odczuciu 50/50. To jedna ze słabszych płyt, jakie ostatnio usłyszałam, a szkoda. Potencjał był, jednak finalna całość minęła się z moimi oczekiwaniami.