Szkoci z Biffy Clyro po 3 latach od wydania Opposites zaczęli głaskać nasze uszy singlem Wolves of Winter. I pomyśleć, że Ellipsis to już siódmy krążek zespołu. A tak naprawdę, kto pamięta ich początki np. za czasów The Vertigo of Bliss? Chyba tylko brytyjscy redaktorzy szukający nowych brzmień. Jednak czy po ponad 20 latach działalności można zaskoczyć fanów kolejnymi nowymi dźwiękami?
Zdecydowanie tak! Ciężkie brzmienie Biffy Clyro to ta część ich muzyki, którą można od razu pokochać. Rozpoczynające płytę singlowe Wolves of Winter jest na to idealnym przykładem. Poza specyficznym wokalem Simona Neila, który zdecydowanie nie należy do tych typowo rockowych, słyszymy kwintesencję rockowego grania. Mocne rytmiczne bębny, połamane brzmienie gitary, której solo przypomina raczej solo klawiszy. Podobnie energetyczny i brudny jest drugi singiel Animal Style. Skandowanie pojawiające się w refrenie bardzo dobrze wzbogaca ten utwór.
Jednak na tym albumie można zauważyć kompletny rozstrzał muzycznych inspiracji. O ile Wolves of Winter i Animal Style jest rockiem w czystej postaci, tak Friends with Enemies miesza go z elektroniką czy chórami (zespołu oraz dziecięcym). Co trzeba przyznać Biffy Clyro – melodyjność jest ich znakiem rozpoznawczym. Posłuchajmy chociażby Re-arragne. Utwór jest tego perfekcyjnym odzwierciedleniem i jednocześnie potwierdza tezę o różnorodności muzycznej Ellipsis. Był już rock, trochę electro, więc pora na produkcję brzmiącą jakby spod ręki Timbalanda. Tempo płyty uspokaja również akustyczne Medicinie. Jeśli komuś będzie mało różnych dźwięków Ellipsis, to zostanie zaskoczony jeszcze podczas Small Wishes. Można na rockowej płycie umieścić utwór, któremu najbliżej do muzyki country? Można. Krótkie solo gitary elektrycznej trochę psuje wesoły klimat kompozycji, ale zespół pokazuje, że czerpać inspirację potrafi z dosłownie każdego rodzaju muzyki.
Do lekkiego szaleństwa wracamy w On a Bang. Utwór, który w zwrotkach przypomina mi stare punk-rockowe granie. A refren? Tam w uszy zakłuły mnie coś jak dzwoneczki biegnącego renifera podczas świąt. Zmienia się tu również wokal Simona – z niczym chłopięcego brzmienia na mocny, rockowy. Flammable nadaje się na kolejny singlowy hit. Melodyjny refren, a w zwrotkach prowadzący gitarowy riff „made by Rage Against The Machine”. Herex i Howl nie zaskakują niczym szczególnym, ale jednocześnie nie niszczą brzmienia całości płyty. Ellipsis zamyka People – kompozycja z akustyczną gitarą. Szkoci chyba wyszli z założenia, że po tak dużej dawce różnych dźwięków poprzednich 10 utworów, ten ostatni ma za zadanie uspokoić słuchacza, aby nacisnął repeat i wrócił do numeru 1 krążka.
Trzeba przyznać, że Biffy Clyro udało się nagrać album pełen nowego brzmienia, zróżnicowany pod każdym względem, ciekawy aranżacyjnie, a do tego zaskakujący. Zapowiadając wydawnictwo przekonywali, że znajdziemy tam dużo brudnego i ciężkiego grania. Zapewnienia na szczęście nie mijają się z prawdą. Szkoci dostarczyli nam dawkę dobrych rockowych kawałków, które zachowały charakterystyczną dla nich beztroską melodyjność.



