Best of 2015 redakcji All About Music. Najlepsze albumy i utwory według Zuzanny Janickiej
Zuzanna Janicka
Ostatnio rozmyślałam nad tym, kiedy powiedzieć można, że dany rok był mocny lub słaby muzycznie. I doszłam do wniosku, że dla mnie nie ma „chudych” lat. Mając głowę otwartą na różne gatunki zawsze znajdę dla siebie muzykę, która mnie w danym czasie zadowoli. Moje zestawienie 50 piosenek i 25 płyt to przekrój przez kilka różnych stylistyk. Chętnie w 2015 roku sięgałam po twórczość „starych wyjadaczy” (m.in. Blur, Janet Jackson, Jill Scott), dając jednocześnie szansę debiutantom (m.in. BOOTS, Willow, Benjamin Clementine). 2016 rok też będzie świetny.
50 najlepszych piosenek 2015 roku
Moje TOP50 ulubionych piosenek 2015 roku otwiera zaskakująco dojrzała Rihanna. Towarzyszy jej znacznie młodszy, choć „muzycznie ogarnięty” polski duet The Dumplings. Oprócz nich miejsca 41-50 zajęli tacy artyści jak Florence + the Machine, jazzująca Melody Gardot, wzruszający Patrick the Pan i elektroniczna FKA twigs. Zaskoczeniem jest także pierwszy albumowy featuring zespołu Editors. W The Law towarzyszy im bowiem Rachel Goswell.
50. Rihanna – American Oxygen
49. The Dumplings – Love
48. Melody Gardot – It Gonna Come
47. Florence + the Machine – Various Storms & Saints
46. The Weeknd ft. Ed Sheeran – Dark Times
45. Mumford & Sons – Hot Gates
44. Benjamin Clementine – The People and I
43. Patrick the Pan – Lewiwa
42. FKA twigs – Mothercreep
41. Editors ft. Rachel Goswell – The Law
Kolejna dziesiątka zestawienia wita nas ostrzejszą niż zwykle Lianne La Havas. Rockowe melodie utrzymują się w następnych kawałkach – A Place to Bury Strangers, świątecznych (!) The Killers i amerykańskiej gotyckiej damy Chelsea Wolfe. Całość łagodzą duet EL VY i Melanie Fiona. Nie zapomniałam też o elektronicznych brzmieniach, stąd obecność BOOTS, Disclosure (Bang That to ich najlepsza nowa piosenka. Aż szkoda, że Caracal nie skręca w stronę takich sztosów) oraz… Editors. Wisienką na torcie jest Lauryn Hill ze swoim hołdem dla Niny Simone.
40. Lianne La Havas – Never Get Enough
39. A Place to Bury Strangers – We’ve Come so Far
38. The Killers – Dirt Sledding
37. BOOTS – C.U.R.E.
36. EL VY – I’m the Man to Be
35. Editors – Salvation
34. Chelsea Wolfe – Iron Moon
33. Melanie Fiona – Bite the Bullet
32. Disclosure – Bang That
31. Lauryn Hill – Feeling Good
Poprzednia dziesiątka zakończyła się soulowo-rhythm’and’bluesowymi klimatami. Kolejna takimi samymi rytmami się rozpoczyna. A to za sprawą kobiecej Jill Scott. Oldskulem wieje też z powrotnego singla Janet Jackson. Nowoczesne brzmienia reprezentowane są przez Cheta Fakera, FKA twigs i… Adele (I Miss You jest jej najciekawszą piosenką). W 2015 roku dobre wrażenie zrobiły na mnie także zespoły Blur i Foals. Chociaż za nowymi płytami od Florence i Mumford & Sons nie przepadam, prezentowane niżej piosenki stoją na wysokim poziomie.
30. Jill Scott – Coming to You
29. Chet Faker – Bend
28. Mumford & Sons – Monster
27. Dawid Podsiadło – Where Did Your Love Go?
26. Florence + the Machine – St Jude
25. Janet Jackson – No Sleeep
24. FKA twigs – Figure 8
23. Foals – A Knife in the Ocean
22. Adele – I Miss You
21. Blur – There Are Too Many of Us
Przedostatnia dziesiątka zawiera dwie polskie piosenki autorstwa The Dumplings i Patricka the Pana. Jednak prawdziwymi królowymi zostały Miley Cyrus i Lana Del Rey, które umieściły na miejscach 20-11 po dwie swoje piosenki. Oprócz nich zwróciłam uwagę na Madonnę i jej retrospektywny numer, w którym gościnnie pojawia się Nas. Całość dopełniają ostre dźwięki singla Muse i Rebecca Ferguson, która nagrała jeden z najwspanialszych coverów God Bless the Child.
20. The Dumplings ft. Tomek Makowiecki – Sama wkracza w pustkę
19. Miley Cyrus – Karen Don’t Be Sad
18. Lana Del Rey – Salvatore
17. Patrick the Pan – Dare
16. Muse – Psycho
15. Madonna ft. Nas – Veni Vidi Vici
14. Miley Cyrus – Evil Is But a Shadow
13. The Vaccines – Dream Lover
12. Rebecca Ferguson – God Bless the Child
11. Lana Del Rey – Terrence Loves You
10. David Bowie – Blackstar
Nieczęsto zdarza się, że zachwyca mnie piosenka trwająca niemalże 10 minut. Jednak awangardowe, przeszywające i przedziwne Blackstar Bowiego mnie ujęło. To wspaniały utwór, w którym przecinają się wpływy rocka, jazzu i elektroniki.
How many times does an angel fall? How many people lie instead of talking tall?
9. Duffy – Dear Heart
Zaczynałam wątpić, czy znana z przeboju Mercy Duffy jeszcze kiedyś powróci na estradę i nagra płytę. A jednak się pojawiła. Na razie z singlem, ale dobre i to. Grunt, że w starym, dobrym stylu, czego najlepszym przykładem jest ta retro ballada.
Dear heart, then I go and wonder why I sit alone and act right
https://www.youtube.com/watch?v=Ft3fZ5aPf4k
8. FFS – Collaborations Don’t Work
Szkocka kapela Franz Ferdinand zaczyna występować u boku Sparks (stąd nazwa FFS) i jedną ze wspólnych piosenek próbują nas przekonać, że współpraca nie jest dobrym pomysłem. Niezły żart, bo łączący kilka patentów numer jest jednym z najciekawszych ubiegłorocznych nagrań.
Collaborations don’t work, delaying your vacations
7. Florence + the Machine – What Kind of Man
Ta zaczynająca się spokojnie a kończąca jak rasowy rockowy utwór piosenka to popisowe koncertowe danie z albumu How Big, How Blue, How Beautiful. Jej ozdobą są wplecione umiejętnie między gitarowe riffy dęciaki i śpiewająca całą sobą Florence.
Sometimes you’re half in and then you’re half out
6. Benjamin Clementine – Quiver a Little
Jego debiut zachwyca. Samego siebie Clementine przechodzi w kapitalnie zaśpiewanym Quiver a Little (czaruje pianino!), który jest przemową artysty do słuchaczy. Przy tym utworze nie sposób się nudzić. Tym bardziej, że jego końcówka lekko się rozkręca, skręcając w bluesowe klimaty.
Sometimes I would wish that you were I
5. Lana Del Rey – Honeymoon
Piosenka, której nie mogę się nachwalić. Piękna, wspaniała, nastrojowa, niedzisiejsza. Delikatne, senne nagranie zachwyca mnie bardziej niż pozostałe kompozycje Lany Del Rey. Nie jest bluesowo, nie jest popowo. Utwór zahacza raczej o jazzowe, orkiestrowe standardy z lat 30. czy 40.
But you don’t go cause truly there’s nobody for you but me.
4. King Dude – Deal with the Devil
Piosenka, przy której na chwilę zatrzymuje się mój świat. Przepełniona melancholią kompozycja to mroczna, powolna kompozycja, w której czarują niskie wokale wokalisty i prosta, minimalistyczna aranżacja, od której bije podejrzany spokój.
You might think it’s fate, that I’ve come to this place and I stick in your side like a thorn.
https://www.youtube.com/watch?v=E-8TkWJVMX8
3. Miley Cyrus – Cyrus Skies
Gdybym się uparła, w zbiorze najlepszych piosenek 2015 roku mogłabym umieścić więcej nowości od Miley. Jednak tym the best of the best jest mroczne, psychodeliczne Cyrus Skies, którym artystka zabiera nas do mroźnej krainy.
Eyes are strange, they say everything, while I’m lost, they just try to sing
2. Foals – What Went Down
Nigdy specjalnie nie pasjonowała mnie twórczość Foals. Aż tu nagle bum! i mamy singiel What Went Down promujący album o tym samym tytule. Piosenka jest agresywna, pełna mocy i złości. Zespół nie patyczkuje się ze słuchaczami i serwuje ostrą jazdę bez trzymanki.
When I see you, man, I see a lion
1. Editors – No Harm
Piosenka szybko zdobyła moje serce, choć nie przypomina poprzednich utworów grupy. Jest dość specyficzna. Tom umiejętnie operuje swoim wokalem (śpiewając m.in. falsetem!). Brzmienie jest dość surowe, a całość osnuta jest uwielbianym przeze mnie mrokiem. Brawo!
Things just break in my hands, I’m a go-getter
25 najlepszych płyt 2015 roku
Na pozycjach 25-11 mało jest płyt artystów, którzy dopiero stawiają swoje kroki na estradzie. Reprezentują ich tu BOOTS, nastoletnia Willow oraz polska grupa Maja Olenderek Ensemble. Wyróżniłam sporo dobrych powrotów. Na 25. miejscu znalazł się drugi solowy krążek znanego z The Killers Brandona Flowersa. Dalej mamy soulową Jill Scott (23.), alternatywno-rockowych Blur (21.), elektroniczną Roisin Murphy (19.) oraz neosoulowo-rhythm’and’bluesową Erykę Badu (15.). Udany album ponownie zaserwował Dawid Podsiadło. Nieco gorzej niż poprzednim razem wypadli Editors (ale wciąż na tyle dobrze, by trafić do TOP25). Ciekawszą płytę od poprzedniej nagrały Chelsea Wolfe i Lianne La Havas.
Artystka na epce trzyma się swojego stylu, na nowo nurkując w świat rozmytych wokali i elektronicznych melodii, które jednocześnie są czymś więcej niż wygenerowanym komputerowo brzmieniem. Budują specyficzny nastrój i towarzyszą lepszym niż dotychczas wykonaniom FKA twigs. Mini albumem M3LL155Xartystka zrobiła lekki krok do przodu. Jest ciekawiej, bardziej różnorodnie. Z niecierpliwością czekam na kolejne utwory podpisane nazwiskiem Brytyjki.
Uczestniczce jednej z edycji talent show X-Factor pięć minut minęło, zanim na dobre artystka rozwinęła skrzydła. Popisem możliwości Rebeki jest jazzowy hołd dla Billie Holiday – album Lady Sings the Bluespełen klasyków. Niewiele jest dziś osób, które potrafią odnaleźć się w takiej stylistyce. Ale gdy ktoś taki jak Rebecca się za to zabiera, nie może się nie udać. Artystka zaplusowała nie tylko głosem, ale przede wszystkim wyczuciem i podejściem do jazzowej estetyki. Takie klimaty jej pasują.
8. FFS – FFS
Potrafię wymienić wiele płyt nagranych przez solistów w duetach (np. Toni Braxton i Babyface) lub supergrupach (The Dead Weather), ale nie spotkałam się jeszcze z łączeniem całych zespołów. Na pomysł takiej współpracy wpadł szkocki Franz Ferdinand i amerykański Sparks. Dzieli ich doświadczenie. Łączy zamiłowanie do dobrej muzyki. FFS łączy tanecznego rocka kapeli Franz Ferdinand z teatralnym zacięciem duetu Sparks. FFS nie jest zwykłą współpracą. To żyjący swoim życiem świetny zespół, który nagrał interesujący, świeży krążek. Warto posłuchać, jak idealnie dopełniają się głosy Alexa Kapranosa i Russella Maela.
Płyta nie jest ani nowym Born to Die, ani nowym Ultraviolence. Sięgające blues rocka inspiracje zastąpione zostały przez łagodniejsze, a już na pewno elegantsze brzmienia z pogranicza alternatywnego popu, dream popu i blue-eyed soulu. Nie zmienił się za to klimat piosenek – wciąż niezwykły, wciąż smutny. Nowe dzieło Lany to porcja muzyki, do której można sobie popłakać. Na jesienną słotę idealna. Honeymoonto artystyczna, pełna klasy płyta, której nie da się polubić za pierwszym razem. Lepiej zarezerwować sobie na nią kilka dni. Zwróci się. Cieszą podróże Lany w czasie ku jazzującym brzmieniom.
Dotychczas Piotr Madej trzymał się z boku. Wystarczył jednak jeden singiel, by jego twórczością zainteresowało się pół Polski. Narzekać można, że Patrick the Pan umieścił na albumie zarówno utwory po angielsku jak i polsku, mijając się z konsekwencją. Ja jednak sądzę, że to był dobry pomysł. Trafionym zamysłem było także chwilowe wyrwanie się z rejonów bardzo spokojnych kawałków i urozmaicenie swoich kompozycji mocniejszymi rytmami. …niczym jak liśćmi to płyta, która podoba się od razu. Świetna robota.
5. EL VY – Return to the Moon
Jeden znany jest z zespołu The National, drugi działał w grupie Menomena. Matt Berninger i Brent Knopf postanowili połączyć siły, by powołać do życia duet EL VY specjalizujący się w brzmieniach, których po tych panach się zapewne nie spodziewacie. Ale w końcu od eksperymentowania się takie „skoki w bok”. Głos Berningera wciąż podszyty jest melancholią i smutkiem, ale indie rockowe granie The National zastąpione zostało przez wzbogacone lekką elektroniką melodie. Rewelacyjne wykonanie, ciekawe teksty i porządne aranżacje składają się na jedno z lepszych wydawnictw 2015 roku. Czekam na ciąg dalszy. I niech Matt z Brentem ani myślą zbyt szybko return to the moon. Ich miejsce jest z nami na Ziemi.
4. King Dude – Songs of Flesh & Blood – in the Key of Light
King Dude, a właściwie Thomas Jefferson Cowgill, to amerykański wokalistka i muzyk. Do grona jego przyjaciół należy m.in. Chelsea Wolfe, co podpowiadać nam może, jakie w jakich dźwiękach specjalizuje się artysta. Album Songs of Flesh & Blood – in the Key of Light składa się z ponurych, utrzymanych w neofolkowych, gitarowych klimatach kompozycji opowiadających m.in. o cierpieniu i śmierci. Niepokojący i fatalistyczny wydźwięk piosenek pogłębia dodatkowo niski, głęboki głos King Dude’a. Po przesłuchaniu tej płyty spokojnie się nie śpi.
3. Melody Gardot – Currency of Man
Muzyka trzydziestoletniej Amerykanki zawsze kojarzyła mi się z dokonaniami Diany Krall. Te dwie kobiety pokazały, że muzyka jazz wciąż dobrze się sprzedaje i potrafi znajdować kolejnych odbiorców. Na trzeciej płycie, The Absence, Melody (jakie piękne, pasujące do właścicielki imię!) zasłuchała się w krallowym Quiet Nights i poszła po śladach dźwięków bossa novy. Currency of Man to album zupełnie inny. Melodie są wyrazistsze (sięgające soulu i bluesa) a teksty bardziej gorzkie. Tylko Gardot się nie zmieniła – to wciąż ta sama utalentowana wokalistka i kompozytorka.
Siejąca zgorszenie wokalistka ma na sumieniu wiele grzeszków. Zrehabilitowała się wypuszczając (za darmo!) nowy album. Miejsce zwykłego popu i muzyki tanecznej zajęły udane ballady i pop w swojej najbardziej psychodelicznej postaci. Jest elektronicznie, czasem wzruszająco. A przede wszystkim interesująco, eksperymentalnie i inaczej. Miley podzieliła się z nami swoją wizją muzyki, która daleka jest od patrzącej na nas z list przebojów taniości i wtórności. Albumem Bangerzwokalistka odcięła się od wizerunku Hannah Montana. Materiałem Miley Cyrus & Her Dead Petzartystka zostawia w tyle swoje popowe koleżanki.
Artysta chętnie siada do pianina, a także sięga po orkiestrowe aranżacje. Mimo wszystko jego muzyka nie razi natłokiem wrażeń i efektów. To raczej kameralne melodie, których – jak przekonałam się na własnej skórze – najlepiej słucha się w samotności. Gdybym miała przypisać Benjamina do jednego z muzycznych gatunków, umieściłabym go w szufladce z napisem soul. At Least for Now jest najbardziej natchnioną płytą ostatnich miesięcy. To muzyka z duszą – zwrot oklepany, ale pasujący do Clementine’a idealnie. Magia.