Ciężko mi jednoznacznie ocenić 2015 rok pod względem poziomu wydawanej muzyki. Niby nie było tragedii, ale gdy zacząłem wybierać swoje typy to okazało się, że ciężko będzie mi wskazać więcej niż 15 takowych krążków. Po wytężeniu umysłu udało mi się jednak znaleźć dodatkowe pozycje, które uzupełniły moje zestawienie 20 najlepszych płyt 2015 roku. Żeby było jasne – jest to moja subiektywna ocena, więc w rankingu tym nie znajdziecie 27 Adele czy też Pelirium Ellie Goulding. Bo przecież dobrze wiecie, że w sercu mym gra tylko rockowo-metalowa muzyka, energiczna jak Usain Bolt po speedzie, pociągająca niczym Jennifer Aniston z czasów Przyjaciół i od czasu do czasu brudna, jak mój pies, gdy postanowi wskoczyć do błota, lub w kupę innego czworonoga.
W przeciwieństwie do roku poprzedniego, kolejność przyznawanych miejsc nie będzie przypadkowa. Wymagało to ode mnie sporej ilości czasu, ale efekt końcowy uważam za jak najbardziej właściwy i udany (chociaż pewnie za dwa dni uznam, że kogoś na tej liście brakuje). Najpierw przedstawię moje typy Płyt TAM (zagranica), a następnie skupię się na króciutkim zestawieniu naszych rodzimych wydawnictw w rankingu Płyt TU.
Płyty TAM
20. Nothing But Thieves – Nothing But Thieves

Młodzi Brytyjczycy swój płytowy debiut mogą spokojnie uznać za spory sukces. I to zarówno artystyczny, jak i komercyjny. Piosenki na nim zawarte balansują pomiędzy radiowym rockiem a popową odmianą rocka alternatywnego. Może są nieco nieopierzone, może brakuje im w paru momentach jakiegoś pazura, ale nie zmienia to faktu, że Nothing But Thieves to album dobry.
19. All Time Low – Future Hearts

Amerykanie na krążku tym podążyli ścieżką wyznaczoną przez ich trzy poprzednie płyty Nothing Personal (2009), Dirty Work (2011) i Don’t Panic (2012). Jest na nim sporo pop punku, ale znalazło się też miejsce dla spokojnych balladek i utworów silnie nacechowanych popem. Ja to kupiłem.
18. The Specials – Specials

Co prawda album ten swoją premierę miał dosyć dawno – w 1979 roku, ale postanowiłem go umieścić na tej liście ze względu na jego reedycję, która trafiła na sklepowe półki na początku zeszłego roku. Brytyjczycy na swoim debiucie zaoferowali słuchaczowi niemal punkową wersję muzyki ska, wspartą odrobiną amerykańskiego rock and rolla z lat 50. oraz ciekawymi partiami klawiszy, dodającymi wydawnictwu smaczku. Kto nie miał okazji zaznajomić się z płytą niech jak najszybciej nadrabia zaległości.
17. Eagles Of Death Metal – Zipper Down

Duet Jesse Hughes – Josh Homme powrócił z płytą, na której znów zaczęli sobie robić jaja. A że wychodzi im to bardzo dobrze, album wypełniony został fajnymi piosenkami, których źródłem był nie tylko garażowy rock, z którego EODM są znani, ale też klasyka rocka (słychać tu silne wpływy muzyki The Rolling Stones).
16. Fall Out Boy – American Beauty/ American Psycho

Jeżeli czytaliście moją recenzję tej płyty na naszych łamach to wiecie, że miałem cholerny problem z jej oceną. Byłem trochę zażenowany faktem, że kapela jeszcze kilka lat wcześniej grająca ambitnego pop punka z domieszkami innych stylów zaczęła bawić się w tworzenie popowych piosenek. Jednak po wielokrotnym przesłuchaniu materiału doszedłem do wniosku, że te mało rockowe kawałki przypadły mi do gustu. Pod powłoką pedantycznie dopieszczonej produkcji kryją się naprawdę interesujące melodie i pomysły, których nie mogłem nie docenić.
15. Coldplay – A Head Full of Dreams

Najnowszy album Brytyjczyków to płyta, która otrzymała bardzo sprzeczne recenzje. Jedni się nad nią zachwycali, inni ją zmasakrowali. Ja należę do tego pierwszego grona. Po tragicznym Ghost Stories z 2014 roku AHFOD zyskało mnóstwo radości, której brakowało jego poprzednikowi. Mamy tu powrót do klimatów Mylo Xyloto, czyli krążka, który bardzo lubię. Wiem, że fani, w tym także i ja, woleliby usłyszeć mieszankę trzech pierwszych, i przy okazji najlepszych płyt Coldplay’a, ale grupa dowodzona przez Chrisa Martina ewidentnie chce na dłużej zasiąść w ramówce komercyjnych rozgłośni radiowych. Dlatego płyta ta ma taki, a nie inny charakter. Nie przepadam za radiowym popem, ale gatunek ten w wykonaniu Coldplay’a nie wieje tandetą i taniością.
14. Bullet For My Valentine – Venom

Walijczycy powrócili z płytą, która na pewno nie przebija sowim poziomem dwóch pierwszych wydawnictw grupy, ale Venom uznaję za płytę dobrą. Mamy tu sporo metalocore’u, mięsistych gitarowych riffów i twardych jak skała partii bębnów. Lecz żeby nie było nudno i przewidywalnie, Bullet postanowił do swoich piosenek od czasu do czasu dorzucić szczyptę Thirty Seconds To Mars z albumu Beautiful Lie. Całość brzmi bombowo.
13. Muse – Drones
Muse to na ten moment marka znana na całym świecie. Uzyskali status gwiazdy rocka, która nie ważne co nagra, to i tak zostanie pochwalona. Tutaj te pochwały są jak najbardziej uzasadnione. Drones to solidny album z ciekawymi piosenkami i melodiami. Nie byłem fanem jego poprzednika o nazwie The 2nd Law, dlatego ucieszyłem się, że Brytyjczycy na swojej najnowszej płycie powrócili do ciekawych riffów i aranżacji opartych na gitarze, a nie elektronice.
12. Enter Shikari – The Mindsweap

Muzycy na płycie tej znaleźli równowagę pomiędzy ostrym jak brzytwa post – hardcorem, a przyjemnym dla ucha rockiem. Nie zabrakło również miejsca dla niemal dubstepowych bitów, które są jednym ze znaków rozpoznawczych Enter Shikari.
11. Trivium – Silence in the Snow

Amerykanie nową płytą na pewno zaskoczyli część ze swoich fanów. Zamiast krwistych riffów i growlowych partii wokalnych usłyszeli sterylny heavy metal, z czystym i pozbawionym gniewnego ryku głosem lidera Matta Heafy’ego. Całościowo album jest bardzo apetyczny, nie nuży, zaskakuje przebojowością, której ciężko było się spodziewać po grupie takiej jak Trivium.
10. Keith Richards – Crosseyed Heart

Na trzeci solowy album gitarzysty The Rolling Stones przyszło nam czekać ponad dwie dekady. Ale warto było, gdyż Crosseyed Heart to krążek bardzo dobry. W świecie komercjalizacji muzyki Keith Richards wraca do gatunku, który królował pół wieku temu, czyli bluesa. Swoje pomysłowe kawałki ozdabia miłym dla ucha wokalem, którego aż tak często nie słyszymy w utworach jego macierzystej grupy.
9. Queen – A Night at the Odeon – Hammersmith 1975

Koncert w Odeon-Hammersmith był pierwszym występem Queen transmitowanym na żywo przez ogólnokrajową telewizję oraz BBC Radio 1. Kilka tygodni wcześniej Brytyjczycy wydali swój czwarty album A Night at the Opera z piosenką Bohemian Rhapsody, która zrobiła z nich międzynarodową gwiazdę. Zapis tego występu to fajna podróż w czasie do dni, gdy Queen nie byli jeszcze super gwiazdą. Jakość nagrań jest fantastyczna, repertuar zahacza o piosenki, których Freddie i spółka parę lat później już nie grali. Generalnie koncertówka ta jest świetnym wydawnictwem i każdy fan rocka powinien je mieć.
8. Blur – The Magic Whip
Na ósmy studyjny album jednego z najważniejszych twórców britpopu trzeba było trochę poczekać. Brytyjczycy po wydaniu Think Tank w 2003 roku zawiesili działalność, by sześć lat później znów zacząć wspólnie grać. Dopiero po 12 latach przerwy wydawniczej opublikowali materiał, który jest albumem na bardzo wysokim poziomie. Generalnie recenzenci dawali mu notę maksymalną lub niemal maksymalną. I muszę przyznać, że zupełnie się im nie dziwię.
7. Faith No More – Sol Invictus

Rok 2015 można określić rokiem powrotów. Na sklepowe półki trafiły premierowe krążki artystów, którzy od bardzo dawna nie raczyli słuchaczy nowym materiałem (patrz Blur i Keith Richards). Tak było też w przypadku Faith No More. Sol Invictus pojawił się na rynku 17 lat po ostatniej płycie grupy. Stało się tak dlatego, że w 1998 roku Amerykanie zawiesili swą działalność, aby powrócić w 2009 roku. Przyznam się szczerze, że zawsze miałem problem z określeniem ich muzyki. Naprawdę ciężko jest ich umieścić w którymś z nurtów. I właśnie taka jest ta płyta – eklektyczna i trudna do zaszufladkowania. Co oczywiście jest jej dużym plusem.
6. Placebo – MTV Unplugged

Lubię wydawnictwa z serii „bez prądu”. Fajnie jest posłuchać utwory, które znasz od podszewki w nowych i zazwyczaj bardzo interesujących aranżacjach. Jednak gdy dowiedziałem się, że Placebo zamierza nagrać płytę unplugged, byłem lekko przerażony. Bałem się, że ich już i tak depresyjne utwory w wersjach akustycznych, czyli bardziej melancholijnych i lirycznych, staną się hymnami dla potencjalnych samobójców. Byłem w srogim błędzie. Piosenki nagrane 19 sierpnia w London Studios po prostu mnie oczarowały. Ze wsparciem sekcji smyczkowej oraz pianina ukazały swoje piękno. Dodatkowo Brian Molko, w przeciwieństwie do większości koncertów, znakomicie nawiązywał kontakt z widownią. Zagadywał ich, opowiadał różne ciekawe historie, generalnie odwalił kawał dobrej konferansjerskiej roboty.
5. Motörhead – Bad Magic

Album ten okazał się ostatnią płytą zespołu. Motörhead, co chyba oczywiste, po śmierci Lemmy’ego przestał istnieć. Szczerze mówiąc ciężko stwierdzić, czy nagrywając ten album lider grupy czuł, że to jego ostatnie dzieło. Jedno jest pewne – materiał zawarty na Bad Magic to kawał dobrego motörheadowego grania, które jest wspaniałym zwieńczeniem kariery jednego z najważniejszych projektów w historii heavy metalu.
4. Marmozets – The Weird and Wonderful Marmozets

Na naklejce znajdującej się na pierwszej płycie zespołu widnieją dwa napisy. Jeden głosi: Najbardziej ekscytujący młody zespół w Wielkiej Brytanii, a drugi dodaje: Robiący ogromne wrażenie debiut. Zawsze bardzo ostrożnie podchodzę do tego typu marketingowych zagrywek, ale z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że w tym przypadku te pochwalne opisy nie są stekiem bzdur, tylko szczerą prawdą. Album ten to kawał solidnego pop punkowego grania, wspartego od czasu do czasu alternatywą czy post – hardcorem. Wielkim atutem grupy jest rudowłosa wokalistka Becca Macintyre, która ma głos niczym dzwon Zygmunta. Wspaniale balansuje pomiędzy czystą barwą a screamo. Jeżeli następne płyty tej młodej kapeli będą tak samo dobre jak ta, albo nawet lepsze, to wróżę im wspaniałą karierę. I małe sprostowanie – gdy już zestawienie ułożyłem i zostało one opublikowane zerknąłem na datę wydania płyty. Wskazywała rok 2014. Wybaczcie moje niedopatrzenie, ale mimo wszystko nie chcę jej usuwać z mojego Topu. Zbyt dobry to materiał, by go nie docenić (nawet naginając trochę zasady tego plebiscytu).
3. Bring Me The Horizon – That’s the Spirit

Wizualnie album ten wygląda niemalże identycznie jak Czarny Album Metalliki. Mam wrażenie, że That’s the Spirit może okazać się właśnie tym, czym dla Mety był Black Album. Walijczycy prezentują na nim kapitalne utwory, mające w sobie trochę klimatu starszych dokonań, ale też wchodzą w rejony wręcz rocka stadionowego, umieszczając melodie, które nucą już dziesiątki tysięcy fanów w czasie każdego ich koncertu. Bring Me The Horizon powoli wchodzą do pierwszej ligi rockowych grup, których występ chcą zakontraktować największe muzyczne festiwale. Jeżeli na dalszych płytach będą podążali ścieżką wyznaczoną przez That’s the Spirit, mogą stać się zespołem, o którym za kilka dekad będą wiedzieli wszyscy fani gitarowego grania.
2. Killing Joke – Pylon

Jaz Coleman, lider grupy, kreśli w swoich tekstach na płycie katastroficzną wizję współczesnego świata. Świetne gitarowe riffy oraz marszowe partie bębnów dodają albumowi wręcz wojennego wydźwięku. Od czasu do czasu pojawia się ukłon w stronę stadionowego grania. Mamy tu też sporo metalu i całkiem dużą dawkę industrialu. Może się wydawać, że za dużo tu tych zmian stylistycznych, przez co materiał staje się mało spójny i ciężkostrawny. Nic z tych rzeczy. To kapitalna płyta, która nie mogła nie znaleźć się na podium tego rankingu.
1. Iron Maiden – The Book of Souls

Szesnasty album Brytyjczyków to najdłuższa płyta w całej ich historii. Zawiera tylko jedenaście utworów, ale jej czas trwania przekracza 90 minut. To daje do zrozumienia, że album ten jest najbardziej progresywnym wydawnictwem Iron Maiden w ich karierze. Niedzielni fani heavy metalu raczej nie zdzierżą tak gigantycznego materiału, ale krążek ten (a właściwie krążki, bo album został wydany na dwóch płytach CD oraz trzech płytach winylowych) przecież nie był skierowany do takich osób. The Book of Souls jest popisowym zbiorem artystycznych pomysłów nie tylko Bruce’a Dickinsona, który stworzył znaczną część kompozycji, ale też niemal całego składu Maidenów (tylko Nicko McBrain nie został wymieniony jako autor lub współautor którejś z kompozycji). Genialna płyta genialnego zespołu.
Płyty TU
4. Smolik/ Kev Fox – Smolik/ Kev Fox

W wielu zestawieniach wydawnictwo to zostało uznane za najlepszą polską płytę 2015 roku. U mnie również nie mogło jej zabraknąć.
3. Cochise – The Sun Also Rises For Unicorns

Gdy kilka lat temu dowiedziałem się, że Paweł Małaszyński ma swój zespół byłem pewien, nie wiem czemu, że jest on syntezą Pectusa z Feel, czyli cukierkowym pop rockiem z miałkimi tekstami, idealnie nadającym się do ramówki RMF FM koło godziny 12 w niedzielne południe. Jakież było moje pozytywne zaskoczenie, gdy usłyszałem ich mięsiste kawałki silnie osadzone w muzyce grunge’owej i hard rocku. Ich najnowsza płyta nie zwalnia tempa. Tylko szkoda, że tak mało osób w ogóle wie o jej istnieniu.
2. Coria – Kwestia czasu

Już w zeszłym roku chłopaki, poprzez album Teoria splątania, pokazali, że mają pomysł na siebie. Kontrakt z dużą wytwórnią dał im szansę, którą moim zdaniem wykorzystują. Kwestia czasu to krok naprzód względem debiutu. Jest bardziej dojrzały i przebojowy.
1. Shot For Mia – Shot For Mia

Problem polskiej muzyki pop punkowej jest taki, że ona w ogóle nie istnieje. To znaczy są zespoły ją wykonujące, i to z dużym powodzeniem, ale nie są w stanie przebić się ze swoim materiałem dalej niż do najbliższego pubu organizującego piątkowe koncerty dla okolicznych żuli. Chłopakom z Shot For Mia, m.in. dzięki wspólnej trasie z Irą, udało się wyjść z tego zupełnego undergroundu i wydać album, który w moim mniemaniu jest najlepszą polską płytą 2015 roku. Muzycy, poza wspomnianym pop punkiem, bawią się też z alternatywą spod znaku Thirty Seconds To Mars i Biffy Clyro. Są w niektórych momentach odtwórczy, ale przecież trzeba wiedzieć kim się inspirować, a kim nie. Prawda?
Teraz czas na moje ulubione piosenki wydane w 2015 roku. Kolejność jest alfabetyczna ze względu na nazwy wykonawców i zupełnie przypadkowa, więc nie kierujcie się w żadnym wypadku poszczególnymi miejscami (celowo nie umieszczam numerów, żeby kogoś nie wprowadzić w błąd). Mimo, że na samym początku zestawienia napisałem, że słucham tylko i wyłącznie muzyki rockowo-metalowej, to jednak wśród pojedynczych piosenek wtargną się kawałki ocierające się o muzykę popową. Co oczywiste, pojawią się kompozycje, które nie znalazły się na moich ulubionych płytach opublikowanych w 2015 roku. Kolejna uwaga – postanowiłem nie umieszczać piosenek z płyt koncertowych, gdyż poza dwoma utworami Placebo z płyty MTV Unplugged (które jakoś wybitnie mi się nie spodobały) są to utwory będące na rynku od wielu lat. To samo tyczy się The Specials i ich reedytowanego albumu. W tej części umieściłem też dwie kompozycje Davida Bowiego z jego ostatniej płyty Blackstar. Mimo, że cały album premierę miał 8 stycznia tego roku, to te dwa kawałki wydano jeszcze w 2015 roku. Do jednego wora wrzucam utwory zagraniczne, jak i te z naszego podwórka. Myślę, że piosenki te stworzyłyby całkiem ciekawą playlistę na Spotify, tyle, że Spotify nie używam, więc ewentualnie mogą posłużyć komuś z Was. Miłego słuchania!
Adam Lambert – Ghost Town
Adam Lambert – Another Lonely Night
All Time Low – Something’s Gotta Give
All Time Low – Satellite
Asking Alexandria – I Won’t Give In
August Burns Red – Ghosts
Blur – Ice Cram Man
Blur – Ong Ong
David Bowie – Lazarus
David Bowie – Blackstar
Bring Me The Horizon – Happy Song
Bring Me the Horizon – Drown (new version)
Bring Me the Horizon – Follow You
Bring Me the Horizon – Throne
Bullet For My Valentine – Venom
Coldplay – Adventures of a Lifetime
Coldplay – A Head Full of Dreams
Coria – Another Human Breakin’
Coria – Rock 'n’ Roll Love
Eagles Of Death Metal – Complexity
Eagles of Death Metal – Save a Prayer (cover Duran Duran)
Enter Shikari – Dear Future Historians
Enter Shikari – The Last Garrison
Faith No More – Motherfucker
Faith No More – Superhero
Fall Out Boy – The Kids Aren’t Allright
Fall Out Boy – 4th of July
Fall Out Boy – Centuries
Iron Maiden – Tears of a Clown
Iron Maiden – Death of Glory
Iron Maiden – Speed of Light
Keith Richards – Trouble
Keith Richards – Goodnight Irene
Killing Joke – Autonomous Zone
Killing Joke – New Cold War
Killing Joke – I Am The Virus
Marmozets – Why Do You Hate Me
Marmozets – Move Shake Hide
Motorhead – Fire Storm Hotel
Motörhead – Symphaty for the Devil (cover Rolling Stonesów)
Muse – Dead Inside
Muse – Psycho
Nothing But Thieves – Trip Switch
Shot For Mia – Satellites
Shot For Mia – Fallen Behind
Trivium – Silence in the Snow
Trivium – Dead and Gone
Z mojej strony to by było na tyle. Piszcie w komentarzach, czy zgadzacie się z powyższymi typami, a jak nie, to kogo wam tutaj brakuje. I pamiętajcie o tym, o czym pisałem w pierwszym akapicie – to bardzo subiektywny ranking. Może być pretekstem do dyskusji, do której serdecznie zapraszam.
P.S. Błędy w tytułach płyt Adele i Ellie Goulding to oczywiście ironia.


